Batman: The Movie – recenzja

We wczesnych latach 80 na rynku pojawiła się firma Ocean Software, która oparła swój model biznesowy na skupowaniu praw do popularnych marek i wydawaniu opartych o nie gier. W krótkim czasie w jej portfolio wzbogaciły tytuły takie jak Rambo, Miami Vice, czy Robocop. W 1986 do ich dosyć długiej już listy popkulturowych gwiazd dołączył sam człowiek nietoperz. Batman, bo tak zatytułowana jest pierwsza w historii gra z mrocznym rycerzem, jest przygodówką akcji. Gra jest bardzo prosta, jednak dzięki ciepłemu przyjęciu w 1988 pojawił się kolejny tytuł: Batman: The Caped Crusader.

Tytuł ten jest dosyć ambitny, gdyż próbuje naśladować komiksowy sposób narracji. Na ekranie mamy okienko, w którym widzimy nasza postać, a kiedy przechodzimy do następnego pomieszczenia, na wierzch wyskakuje kolejne okienko. Po nim następne i następne, zupełnie jakbyśmy czytali komiks. Ambitny zamysł jednak nie wyglądał zbyt efektownie na 8-biowych komputerach dysponujących niską rozdzielczością. Dodatkowo gracze narzekali na niezbyt rozbudowany system walki i zbytnie skupienie się na łamigłówkach. Mimo wszystko gra dostała dosyć wysokie noty i ekipa z Ocean już myślała nad następnym tytułem. Jednak właśnie w tym czasie okazało się, że za sprawą Tima Burtona Batman niedługo pojawi się na ekranach kin. Włodarze z Ocean nie mogli przegapić takiej okazji, wiec zdecydowano o porzuceniu dotychczasowego projektu i napisaniu gry w całości opartej na nadchodzącym filmie.

Trzeba wiedzieć, że w tym czasie rynek gier licencjonowanych był podzielony pomiędzy dwóch gigantów: LJN i Ocean. Gry LJN ukazywały się głównie na konsolach, natomiast produkty Ocean na 8 i 16-bitowych komputerach. Były oczywiście wyjątki jak np. Sierra mająca prawa do marek Disneya, jednak to te dwie firmy dzierżyły w swoich rękach większość kultowych marek lat 80. Bardzo duża część gier LJN, to żerujące na popularności danej marki słabe gry niemające nic wspólnego z filmowym/serialowym odpowiednikiem. Troszkę lepiej jest w przypadku Ocean. Kilka produkcji było udanych i ciepło przyjętych, jednak większość to przeciętniaki. No cóż, pewne rzeczy po prostu się nie zmieniają i nawet dziś gry oparte o filmy są słabej jakości. Jednak od każdej reguły są wyjątki i takim właśnie wyjątkiem jest wydany w 1989 Batman: The Movie.

  Historia i upadek Sensible Software

Batman the movie platformówka

Dla przypomnienia: zamaskowany mściciel zwalcza przestępczość na ulicach Gotham. Po jednej z jego akcji przestępca Jack Napier kończy swój żywot w basenie z kwasem. Niestety okazuje się, że psychopata przeżył i wraca jako zdeformowany Joker, aby siać zamęt i przerażenie na ulicach Gotham. Joker próbuje zgładzić obywateli Gotham, zalewając rynek zatrutymi kosmetykami. Gdy plan ten zostaje pokrzyżowany przez Batmana, Joker organizuje paradę, na której używa balonów z trującym gazem, rozpylając ich zawartość prosto na mieszkańców. Na końcu filmu dochodzi do ostatecznego pojedynku obu postaci w katedrze Gotham.

Jedną z cech wyróżniający tę grę, z innych wydanych w 1989 jest podział na etapy, z których każdy stanowi osobną grę i o dziwo każda z tych gier jest zadziwiająco dobra. Pierwszy etap to platformówka, dziejąca się w zakładach chemicznych AXIS. Przemierzając korytarze zakładu, walczymy z przestępcami oraz pokonujemy kolejne platformy. Do dyspozycji mamy batarangi oraz linę z hakiem. Dzięki linie możemy się dostać, na wyżej położone platformy, lub bezpiecznie opuszczać w przepaść. Przypomina to trochę rozgrywkę z Bionic Commando. Na końcu etapu musimy zmierzyć się z Jackiem Napierem, a nasze zadanie polega na strąceniu go do kadzi z kwasem.
Drugi etap to jazda Batmobilem. Oprócz manewrowanie między pojazdami trzeba podążać za wskazówkami podawanymi przez GPS. Sterujemy pojazdem jadącym z lewej do prawej strony ekranu, a celem skręcenia w inną ulicę należy w odpowiednim momencie wystrzelić linę z hakiem. Trzecia plansza to gra logiczna. Z grupy 10 kosmetyków wybieramy trzy, a komputer wyświetla nam, ile z tych produktów jest skażonych. W kilku podejściach trzeba zidentyfikować skażone. W czwartej planszy latamy bat-samolotem. Nasze zadanie polega na przecinaniu lin balonów przyczepionych do platform. Należy jednak uważać, aby nie zahaczyć o sam balon. Jest to najtrudniejszy etap gry.
Ostatni etap to ponownie platformówka. Naszym celem jest odnalezienie Jokera i ostateczna konfrontacja.

  Sierra – historia i upadek marki, część druga (1990-2018)

Jak widać, twórcom udało się zawrzeć większość kluczowych scen z filmu, za co należy się duży plus. Jeszcze większy należy się za to, że każda z tych mini-gier jest grywalna.
Oczywiście gra nie jest wolna od błędów. Etapy platformowe na przykład stawiają nas w takiej sytuacji, że nie sposób uniknąć obrażeń. Etapy wyglądają też inaczej na różnych komputerach. Oprócz zmian typowo kosmetycznych są też takie mocno odczuwalne. Przykładowo, w wersji na ZX-Spectrum, rozpędzenie się Batmobilem zajmuje wieki, zupełnie jakby podłoże było gęstą smołą. Warto też zwrócić uwagę, że wersja z Amigi i Atari ST używa widoku z tyłu pojazdu. Niezależnie od platformy, poziom czwarty jest najtrudniejszy i najbardziej frustrujący.
Oprócz wspomnianych wersji istnieje także konwersja na PC, jednak jest ona tak zła, że nie warto nawet o niej dyskutować.

Muzyka jest dosyć ciekawa, jednak nie korzysta z żadnego utworów Danny’ego Elfmana. Na C64 musimy wybrać, czy wolimy słuchać muzyki w tle, czy efektów dźwiękowych. Czyli albo rybki, albo akwarium
Grafika jest bardzo ładna, chociaż to oczywiście zależy od platformy, na której gramy. Z 8-bitowych najładniejsza jest wersja na C64. Jest ona najbardziej dopracowana i ma najlepszą paletę barw. Z jakiegoś powodu na innych komputerach kolorystyka jest weselsza, co nie pasuje do gotyckiego klimatu filmu. Najładniejsze są oczywiście wersje na Amigę i Atari ST.
Batman: The Movie to jedna z najciekawszych gier opartych o film. Cechuje ją zadziwiająca wierność fabule, co w latach 80 było ewenementem. Dla miłośników starych gier i Batmana pozycja obowiązkowa.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*