Entuzjasta Gier

Gry, filmy, seriale, ciekawostki

Ripper – recenzja gry FMV

The Ripper FMV

Nowy Jork, 2040 rok. Miasto jest terroryzowane przez zabójcę ochrzczonego nowoczesnym Kubą Rozpruwaczem. Prowadzone przez skorumpowanego detektywa Vincenta Magnottę, śledztwo nie posuwa się naprzód, a liczba ofiar rośnie. Jedyną osobą, która okazuje prawdziwe zainteresowanie sprawą jest dziennikarz śledczy Jake Quinlan. Z jakiegoś powodu Jake zaczyna otrzymywać od rozpruwacza informacje na temat kolejnych zbrodni. Zwykłe dochodzenie zmienia się w osobistą krucjatę, gdy kolejną ofiarą rozpruwacza zostaje partnerka Jake’a – Catherine.

Take Two Interactive

Take Two Interactive to firma założona przez Ryana Branta — syna miliardera posiadającego imperium medialne. Wykorzystując koneksje ojca, Ryan postanowił założyć własną przedsiębiorstwo, skupiające się na elektronicznej rozrywce. Jego firma celowała w rynek popularnych w tamtym czasie gier FMV. Pokaźny kapitał (pochodzący głównie z kieszeni bogatego ojca) wykorzystywany był do zatrudniania gwiazd. W grze Deadalus Encounter wystąpiła Tia Carere a w thrillerze Hell: A Cyberpunk Thriller Dennis Hopper. Obie gry odniosły spory sukces. Idąc za ciosem Take Two postanowiło zainwestować jeszcze więcej pieniędzy i wydać największą dotychczasową produkcję: The Ripper. Gra powalała nie tylko olbrzymim jak na swoje czasy budżetem, ale i całą plejadą gwiazd. Christopher Walken, Burgess Meredith (Rocky), Karen Allen (Poszukiwacze zaginionej arki), David Patrick Kelly (Warriors) czy John Rhys-Davies (Władca pierścieni). Jak na późne lata 90. była to naprawdę świetna obsada. Pytanie jednak, czy ilość zatrudnionych gwiazd przekłada się na jakość gry.

Wykonaniem gra nie odbiega mocno od innej sławnej produkcji Take Two, czyli Black Dahlia. Stoimy na statycznej planszy, po której możemy się rozglądać w 360 stopniach, a po kliknięciu jakiegoś wejścia, obiektu czy postaci, uruchamia się animacja chodzenia. Jeśli dojdziemy do jakiejś osoby, zobaczymy jej zbliżenie i listę tematów do omówienia, a każde pytanie uruchamia filmik z odpowiedzią. U góry ekranu kryje się podręczne menu. Możemy w nim zapisać/odczytać grę, zmienić ustawienia, wybrać szybkie podróżowanie między lokacjami i obejrzeć posiadany inwentarz. Znajdziemy tam także komputer, w którym zapisywane są najważniejsze dla śledztwa dane.

Przemieszczanie się woła o pomstę do nieba. Bohater idzie powoli, rozglądając się głową na wszystkie strony, jakby był zwiedzającym muzeum turystą, a nie dziennikarzem prowadzącym śledztwo. Za pierwszym razem rozglądanie się po budzi nasze zainteresowanie, ale gdy wracamy do tego samego budynku po raz trzydziesty, zaczyna to być nużące. Drugim problemem jest to, że możemy poruszać się jedynie po z góry wyznaczonych ścieżkach, a te z jakiegoś powodu są całkowicie nieintuicyjne. Wyobraźmy sobie, że stoimy w pomieszczeniu: po prawej stronie biurko, po lewej ściana a na wprost okno. Intuicja podpowiada, że kliknięcie prawej strony ekranu spowoduje dojście do biurka, a lewej do ściany. Niestety nie w Ripper. Kliknięcie biurka z jakiegoś powodu powoduje odwrócenie się o 180 stopni, a kliknięcie lewej strony ekranu przywiedzie nas prosto pod okno. Dopiero spod okna możemy podejść do biurka lub do ściany z obrazem. Jeśli dodamy do tego powolne chodzenie, mamy pełen obraz jak frustrujące potrafi być poruszanie się w grze.

  Toonstruck - recenzja

Ripper kubek

Zagadki są umiarkowanie trudne. Trafiają się takie, które można rozwiązać już za pierwszym podejściem, jednak sporo z nich wymaga dobrej pamięci i umiejętności kojarzenia faktów. Sporym utrudnieniem jest nieco toporny interface zagadek. Widzimy jakiś obiekt w zbliżeniu i trzeba nim w odpowiedni sposób manipulować, jednak gra nigdy nie tłumaczy nam jak. Przykładowo, w jednym miejscu znajdujemy tablicę z ogłoszeniami. Z kilkunastu ulotek musimy wybrać kilka, i ułożyć w odpowiednio kolejności. Pytanie jednak w jaki sposób? Tablica pozwala nam ułożyć je zarówno z góry na dół (są nawet dwa dostępne rzędy) jak i poziomo na dole tablicy. W tym konkretnym przypadku musi się to odbyć na dole, jednak gracz nie jest w żaden sposób powiadamiany czy robi coś dobrze. Innym przykładem jest jedna z pierwszych zagadek, czyli poskładanie w całość zbitego kubka. Układamy trójwymiarowe kawałki kubka na dwuwymiarowej przestrzeni, jednak nie możemy w żaden sposób obrócić modelu podczas układania, co oznacza, ze fragmenty będą się przesłaniać. Na dodatek gra wymaga precyzji co do piksela, a o to ciężko, kiedy robimy coś po omacku. Łamigłówka jest więc teoretycznie prosta, a jednak strasznie frustrująca.

Okazjonalnie zmuszeni zostajemy do przejścia krótkich etapów zręcznościowych. Są to proste sekcje podobne do kosmicznych strzelanek, lub gier „celowniczków”. Sekwencje nie są specjalnie trudne, jednak czasami zasady są niejasne. W jednej z sekcji strzelamy do zombie. Mimo zabicia każdego z przeciwników punktacja była niewystarczająca. Okazało się, że niektóre zombie różnią się lekko odcieniem i należy strzelać tylko do tych „złych”.

Pod względem ilości zatrudnionych celebrytów Ripper może mierzyć się jedynie z „Wing Commander 3”. Niestety ilość gwiazd nie przekłada się na jakość ich gry aktorskiej. Występujący w głównej roli Scott Cohen sprawdza się całkiem nieźle. Udany występ zaliczają także John Rhys Davies oraz David Patrick Kelly. Niestety na tym koniec. Karen Allen, czyli pamiętna Marion z Indiany Jonesa gra na poziomie polsatowskich „Trudnych spraw”. Aktorka chyba nie przywykła do występowania na tle greescrenu. Weteran aktorstwa, Burgess Meredith, wygląda jak staruszek, który zagubił się na planie. Jego postać ma być prawdziwą legendą cyberhackingu, jednak aktor ewidentnie nie ma pojęcia, o czym mówi. Prawdziwym crème de la crème jest występ Christophera Walkena w roli skorumpowanego policjanta. Walken gra jakby chciał się wcielić w parodystę udającego Christophera Walkena. Jest to występ tak zły, że aż dobry.

  Contradiction - Spot The Liar! - recenzja

Scenariusz budzie mieszane uczucia. Głównym celem gry jest zidentyfikowanie zabójcy. Jak to w kryminałach bywa, najbardziej podejrzane są osoby z bliskiego otoczenia głównego bohatera. Istnieje czterech potencjalnych zabójców, z których jeden jest wybierany losowo po rozpoczęciu nowej gry. Oznacza, to cztery dostępne zakończenia. Pomysł aby ubogacić grę w ten sposób, sam w sobie nie jest zły, jednak jego wykonanie już tak. Twórcy nie mieli pieniędzy na kręcenie różnego rodzaju odnóg fabularnych, zamiast tego fabuła przebiega za każdym razem niemal identycznie. W praktyce oznacza to, że gra zostaje pozbawiona największego atutu dobrego kryminału – zaskoczenia. Momentu, w którym osoba znajdująca się poza wszelkim podejrzeniem okazuje się, przebiegłym przestępcą. Tutaj cała czwórka jest w zasadzie tak samo podejrzana, więc gdy na końcu ujawniamy winnego, nie ma w tym żadnych emocji ani zaskoczenia. Podejście takie tworzy też dziury fabularne, jednak nie będziemy ich tu omawiać, gdyż oznaczałoby to spoilery.

Wykreowana przez autorów wizja przyszłości jest dziwną mieszanką cyberpunka i b-klasowej science fiction. Ewidentnie widać, że twórcy inspirowali się filmowymi trendami lat 90. Futurystyczny Internet, do którego dostać się można jedynie poprzez specjalne gogle, pochodzi z filmu „Kosiarz umysłów”. Rdzawoczerwona poświata za oknem przywodzi na myśl filmy takie jak „Nieśmiertelny 2” i „Pamięć absolutna”. Postać grana przez Walkena, to stereotypowy policjant znany z setek filmów – łącznie z oklepanym tekstami typu „burmistrz od rana dobiera mi się do tyłka”. Futurystyczne gadżety obecnie trącą myszką, aczkolwiek znalazło się kilka, które w realistyczny sposób przewidziały obecne trendy. Najlepszym przykładem są gogle wirtualnej rzeczywistości.

Chociaż Ripper jest grą wybijającą się walorami produkcyjnymi ponad większość ówczesnych tytułów FMV, zalety toną w powodzi dziwacznych rozwiązań, niewygodnego sterowania i irytujących zagadek. Produkcja ma swój urok, jednak nie każdemu przypadnie do gustu. Jeśli nie przeszkadzają wam wady produkcji takich jak: Phantasmagoria, Gabriel Knight 2 czy Black Dahlia, warto po nią sięgnąć, jednak jeśli nie znosicie gier FMV, ta gra na pewno nie zmieni waszego zdania.

Black Dahlia – recenzja gry FMV