The Painscreek Killings – recenzja

Painscreek killings tapeta

Nie ma chyba lepszej rozrywki od porządnej intrygi kryminalnej. Zagadkowa zbrodnia, która wydaje się niemal niemożliwa do rozwiązania kontra genialny detektyw, wraz z którym odkrywając kolejne tropy, możemy rozwikłać zagadkę i oskarżycielskim palcem wskazać winnego. Wysilanie szarych komórek, podczas czytania dobrego kryminału to świetna zabawa, jednak gry do takiej intelektualnej rozrywki dodają kolejny aspekt – są interaktywne. W niektórych koncentrujemy się na zbieraniu fizycznych dowodów z miejsca przestępstwa, w innych odkrywamy prawdę o wydarzeniach poprzez liczne dialogi, a w jeszcze innych przeglądamy dziesiątki dokumentów w poszukiwaniu poszlak. Problem w tym, że żadne z tych podejść nie pozwala nam naprawdę poprowadzić śledztwa. Jako gracz jesteśmy niczym siedzący z tyłu pasażer. To gra daje nam do wyboru przygotowane z góry opcje dialogowe i podsuwa gotowe wnioski wynikające z odbytych przez nas rozmów. Czasami, jak w przypadku Murdered: Soul Suspect, nasz wkład ogranicza się jedynie do wybrania jednego z podsuniętych nam obrazków. Oczywiście ciężko tu winić twórców za próbę uatrakcyjnienia i ułatwienia rozgrywki, podobnie jak ciężko winić twórców seriali policyjnych za pomijanie nudnych aspektów pracy policjanta takich jak wypełnianie setek dokumentów związanych z każdą sprawą. Gra zbyt realistyczna mogłaby okazać się zbyt trudna i niesamowicie nudna, co oznaczałoby słabą sprzedaż. Okazuje się jednak, że małe niezależne studio EQ Studios podjęło ryzyko i stworzyło grę, która próbuje w realny sposób zasymulować prowadzenie własnego śledztwa.

Główną bohaterką The Painscreek Killings jest dziennikarka Janet Kelly, wysłana przez redakcję do tytułowego Painscreek celem napisania artykułu o niewyjaśnionej sprawie zabójstwa żony burmistrza Vivian Roberts. Była ona jednym z najbardziej szanowanych i popularnych mieszkańców Painscreek a wraz z jej śmiercią umarły także więzi łączące mieszkańców i w ciągu kilku lat miasteczko opustoszało. Painscreek ma wkrótce zostać wyburzone, ale redakcja chce, aby Janet po raz ostatni rzuciła okiem na opuszczone miejsce i spróbowała wyjaśnić, co tak naprawę tam się wydarzyło.

Gra już na samym początku nas informuje, że nie otrzymamy żadnej pomocy lub podpowiedzi i jesteśmy zdani wyłącznie na siebie. I jest to prawda, gra nigdy nam nie mówi, gdzie się mamy udać i co zrobić. Możemy jedynie zdać się na swoją pamięć lub zgodnie z sugestią twórców użyć notatnika do zapisywania co ważniejszych informacji. Jak więc wygląda ten system w praktyce? Załóżmy, że przeczesując jeden z domów, znaleźliśmy kluczyk. Nie wiemy, co otwiera, lecz wygląda jak typowy klucz do mieszkania. W tym samym domu na piętrze, wśród książek znajdziemy pamiętnik prowadzony przez właścicielkę domu, z którego wynika, że miała romans z pewnym mężczyzna i zostawiał on jej klucz do swojego domu. Z notatek wynika, że kochanek zmienił się krótko po pewnym tragicznym wydarzeniu w historii miasteczka. W tym momencie zaczynamy się nim interesować, jednak nie mamy pojęcia, kim on jest i gdzie mieszkał. Więc gdzie szukać domu tajemniczego mężczyzny? Trzeba uruchomić szare komórki (lub zerknąć do naszych notatek) i przypomnieć sobie, kim była najbliższa przyjaciółka tej kobiety. W domu przyjaciółki odnajdujemy zapiski, z których dowiadujemy się imienia mężczyzny, oraz tego, że pracował w szpitalu. Teraz czeka nas wycieczka do szpitala celem odnalezienia teczek personalnych. Drzwi do pomieszczenia z aktami są zamknięte, ale na recepcji widzimy kartkę z upomnieniem dla jednej z pielęgniarek za zabranie ze sobą szpitalnych kluczy po zmianie do domu. Znowu sprawdzamy nasze zapiski, aby odszukać adres tej pani i udajemy się do jej domu. Następnie uzbrojeni w klucze udajemy się do szpitala, gdzie otwieramy pomieszczenie z teczkami personalnymi. I w ten właśnie sposób po nitce do kłębka odkrywamy tajemnice kolejnych mieszkańców miasteczka oraz ich powiązania. Powyższy przykład i tak jest mocno uproszczony, gdyż czasami w nowo zwiedzanych lokacjach trafiamy na kilka śladów prowadzących w różnych kierunkach, a wiele z tych tropów prowadzi donikąd.

  Kingdom Come: Deliverance - recenzja

Jak widać, nie jest to gra dla każdego. Rozwiązanie zagadki morderstw (to nie spoiler, liczba mnoga jest w tytule gry) jest trudniejsze niż w przypadku czytania książki, bo tam detektyw prowadzący sprawę, co jakiś czas ją podsumowuje, a tu gra w żaden sposób nie podpowie nam, czy jesteśmy na właściwym tropie. Musimy sami sobie stworzyć mapę powiązań postaci i łączących ich kluczowych wydarzeń. Jest to naprawdę spore wyzwanie, gdyż intryga jest skomplikowana, wielowątkowa, a odkrywane przez nas wydarzenia sięgają nawet i dwudziestu lat wstecz. Twórcom należą się czapki z głów za napisanie tak rozbudowanej historii bez większych dziur fabularnych.

The Painscreek Killings

Innym elementem, za który należy pochwalić twórców, jest wykreowanie niezwykle ponurej i przytłaczającej atmosfery. Biorąc pod uwagę, że cała akcja dzieje się w ciągu dnia, a w grze nie ma żadnych jump scare, jest to spore osiągnięcie. Początkowo zwiedzane miasteczko wydaje się bardzo przyjaznym miejscem, ale kiedy zaczynamy odkrywać prawdę o wydarzeniach z przeszłości, odwiedzanie kolejnych domów jeży włos na głowie. Przez cały czas mamy wrażenie, że ktoś nas obserwuje. Wrażenie wspomagane jest przez niepokojącą i świetnie dobraną muzykę.

O ile pomysł na grę i scenariusz są rewelacyjne, tak jej wykonanie jest dalekie od doskonałości. Z jakiegoś powodu gra mimo przeciętnej jak na obecne standardy grafiki potrafi się przycinać na stosunkowo mocnym komputerze. Irytują też przydługie ekrany ładowania. Kilka razy możemy trafić na lewitujące obiekty czy nieprawidłowe animacje, jednak to tylko glicze kosmetyczne. Problem w tym, że występują także takie uniemożliwiające jej ukończenie! A ponieważ jak wspomniałem, gra nie daje nam żadnych podpowiedzi, możemy spędzić kilka godzin bezowocnego błądzenia, zanim się zorientujemy, że coś jest nie tak. Taki los przytrafił się mi. W najnowszej wersji błąd ten został wyeliminowany, jednak przeglądając fora dyskusyjne, można trafić na mnóstwo skarg użytkowników na inne popsute fragmenty gry. Twórcy chyba sami nie wiedzą, czemu pewne glicze w ogóle występują – prawdopodobnie ma to związek z kolejnością, w jakiej odnajdujemy dane przedmioty.

  The Infectious Madness of Doctor Dekker - recenzja

Painscreek Killing  jest fascynującą i niezwykle oryginalną grą, oferującą graczowi coś wyjątkowego – możliwość poprowadzeni własnego śledztwa. Gra jest niesamowicie wymagająca, lecz dzięki temu satysfakcja z jej ukończenia jest o wiele większa od innych gier tego typu. Dla miłośników intelektualnych łamigłówek pozycja w sam raz.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*