The Medium recenzja

The Medium – recenzja

The Medium to bez wątpienia jeden z najbardziej tajemniczych projektów autorstwa Bloober Team. Gra została zapowiedziana już w 2012 roku, jednak projekt trafił na półkę na niemal dekadę. Kiedy firma do niego powróciła, niewiele osób wiedziało czego się spodziewać. Wiadomo było jedynie, że Bloober tworzy trzecioosobowy horror inspirowany klasykami takimi jak Silent Hill, przy którym pracował zasłużony japoński kompozytor Akira Yamaoka, a w rolach głównych wystąpią znani polscy aktorzy. Całość brzmiała intrygująco i zachęcająco. Niestety końcowy produkt nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań.

Główna bohaterka, Marianne, potrafi wchodzić w interakcje ze światem duchów. Wykorzystując swój dar, kobieta pomaga zagubionym duszom znaleźć ukojenie. Sama jednak zmaga się z dziwnym problemem – co noc śni jej się egzekucja młodej kobiety. Pewnego dnia Marianne odbiera tajemniczy telefon od mężczyzny, który twierdzi, że zna wszystkie odpowiedzi na temat jej wizji i koszmarów. Thomas, bo tak przedstawia się jej rozmówca, ma jednak warunek – spotkanie ma się odbyć w opuszczonym resorcie wypoczynkowym Niwa. Ośrodku, który został zamknięty wiele lata temu z powodu dokonanej w nim masakry.

Rozgrywka to kilka wymieszanych ze sobą elementów. Większość gry przypomina typowy walking simulator. Chodzimy, oglądamy obiekty, szukamy znajdziek, listów, notatek i przejścia do dalszej części budynku. Pod tym względem gra nie oferuje niczego nowego. Główną atrakcją i magnesem mającym przyciągnąć graczy jest mechanika przechodzenia do świata umarłych. Ekran zostaje podzielony na dwie części, w których widzimy dwie wersje Marianne. W jednej części ekranu widzimy normalny świat, a w drugiej jego piekielną wersję. Zupełnie jakbyśmy mogli przebywać w obu wersjach Silent Hill jednocześnie. W obu wersjach bohaterka wykonuje dokładnie te same akcje. Do przejścia w świat duchów na ogół zmusza nas jakaś przeszkoda. Duchowa wersja głównej bohaterki może na przykład znaleźć specjalny punkt energetyczny, naładować się energią i użyć jej na niedziałającej windzie, co spowoduje jej uruchomienia w normalnym świecie.

Szybko orientujemy się w zasadach rządzących tym niesamowitym światem. Niestety twórcy nie mają pomysłu jak swój patent wykorzystać w pełni. Przechodzenie do piekielnej wersji Niwy staje się nużącą i powtarzalną czynnością, niewymagającą od nasz żadnego wysiłku intelektualnego. Najczęściej w duchowym świecie przecinamy blokujące nam przejście płaty ludzkiej skóry lub otaczamy się specjalnym polem energetycznym, aby uniknąć ataków owadów. Sytuację pogarsza fakt, że fragmenty te wyciskają z komputera siódme poty i nawet na mocniejszych maszynach pojawia się spora czkawka.

the medium podzielony ekran

Innym elementem rozgrywki jest skradanie. Niestety i ten element wykonany jest na pół gwizdka. Nasz przeciwnik chodzi po wyznaczonej ścieżce, a my w odpowiednim momencie musimy przejść z jednej kryjówki do drugiej. Takie oskryptowane skradanie się pojawiło się już w dziesiątkach gier, w tym produkcjach Bloobers team. Zupełnie jakby firma nie miała pomysłu jak ten element rozbudować. Ostatnim elementem są sekwencje ucieczki. Ponownie, jest to element oglądany w dziesiątkach innych produkcji. Niczym Crash Bandicoot biegniemy w stronę ekranu, unikając różnego rodzaju przeszkód. W praktyce sekcję taką można zaliczyć w dwóch lub trzech podejściach metodą prób i błędów.

Sterowanie w grze przypomina staroszkolne horrory. Kamery w większości lokacji są osadzone na stałe i tylko okazjonalnie podążają za naszą postacią. Niestety wiąże się z tym spory problem — eksploracja jest utrudniona. Czasami nie widać obiektu lub przejścia, a czasami ze względu na rzut kamery powstaje złudzenie, że w niewidocznej części pomieszczenia coś się kryje. Sytuacji nie poprawia sztywne sterowanie.

Grafika jest bardzo dobra, jednak jak na to, co oglądamy na ekranie, wymagania są odrobinę zbyt duże. Kod gry nie został dostatecznie zoptymalizowany. Kolejne patche co prawda poprawiają wydajność jednak do perfekcji wciąż daleko. Dla porównania w wersji premierowej na karcie 3060 RTX gra zwalniała do 15 klatek na sekundę na podzielonym ekranie, a obecnie w tych samych momentach osiąga nawet i 45 fps.

Sporą atrakcją dla polskiego gracza jest występ motion capture Marcina Dorocińskiego i Weroniki Rosati. Co prawda wiele osób ma zastrzeżenia co do talentu odtwórczyni głównej roli, jednak trzeba przyznać, że aktorka-celebrytka ma na koncie tez kilka udanych ról (np. Dżemma w Pitbulu). Zagraniczny gracz oczywiście nie ma pojęcia o tych nazwiskach, więc postacie zostały zdubbingowane. Niestety tutaj pojawia się spory zgrzyt – skoro Bloober Team wynajęło znanych polskich aktorów, dlaczego nie stworzono także wersji polskiej? W praktyce występ znanych aktorów ogranicza się do udzielenia wizerunków. Zresztą nawet i to nie jest do końca prawdę, gdyż postać grana przez Rosati przypomina raczej skrzyżowanie Ciri z Wiedźmina z Jesse Faden z Control.

Medium to gra budząca mieszane uczucia. Pomysł na stworzenie gry będącej ukłonem w stronę staroszkolnych horrorów z akcją osadzaną w relikcie komunistycznej przeszłości jest naprawdę dobry, jednak jego wykonanie już nie. Gra jest zbyt mało straszna jak na horror, zbyt nudna dla miłośników akcji i zawiera zbyt wiele wyświechtanych elementów. Można w nią zagrać, jednak nie ma co liczyć na niezapomniane przeżycia.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.