The Last of Us part 2 – recenzja spoilerowa

Ellie The last of us 2W recenzji znajdują się spoilery fabularne z obu części TLOU

The Last of Us to gra zbliżona do ideału. Dramatyczna historia dwojga ludzi walczących o przetrwanie w post apokaliptycznym świecie, z licznymi zwrotami akcji, okraszona przepiękną jak na swoje czasy grafiką, minimalistyczną ścieżką dźwiękową i idealnie wyważoną grywalnością to prawdziwy wzór do naśladowania. Gra do dziś znajduje się w czołówce najlepiej ocenianych gier w historii. TLOU osiągnęło też wielki sukces komercyjny, co oczywiście zaowocowało koniecznością stworzenia sequela. Tylko jak dopisać ciąg dalszy idealnie zamkniętej historii?

Fabuła The Last of Us part 2 dzieje się cztery lata po wydarzeniach z poprzedniej części. Ellie i Joel mieszkają w miasteczku Jackson. Mieszkańcom udało się tam stworzyć namiastkę cywilizacji – domy mają prąd, oświetlenie i ogrzewanie, a miasto organizuje nawet rozrywki. Niestety między Ellie i Joelem coś się psuje, a powód ich popsutej relacji poznajemy stopniowo z pojawiających się w grze flashbacków. Zarówno Joel, jak i Ellie uczestniczą w patrolach mających na celu likwidację zainfekowanych, pojawiających się co jakiś czas w okolicach miasta. Feralnego dnia Ellie wybiera się na konny patrol ze swoją nową dziewczyną – Diną, a Joel z bratem Tommym.

W tym samym czasie w okolice Jackson przybywa grupa ludzi, którym przewodzi niejaka Abby. Nie wiemy o nich zbyt wiele, oprócz tego, że Abby żywi urazę do Joela, a jej grupa ma go wytropić. Gdy członkowie grupy orientują się, że Jackson jest prawdziwą twierdzą, postanawiają się wycofać, jednak Abby udaje się na zwiady sama. W śnieżystych wzgórzach otaczających Jackson Abby natrafia na liczną grupę zainfekowanych. W ostatnim momencie od śmieci ratuje ją sam Joel. Razem z Tommym pomagają Abby przedrzeć się do jej grupy, gdzie Joel zostaje natychmiast schwytany, postrzelony, a następnie zatłuczony na oczach brata i przybyłej mu na ratunek Ellie. Po naradzie grupa podejmuje decyzję i postanawia zostawić przy życiu Tommy’ego i Ellie. Ci oczywiście poprzysięgają zemstę.

The last of us part 2 Dina i Ellie

Gra podzielona jest na dwie kampanie. W pierwszej sterujemy Ellie, a naszym celem jest wytropianie ludzi odpowiedzialnych za skatowanie Joela, a w drugiej strujemy Abby i poznajemy jej losy w ogarniętym wewnętrznymi konfliktami Seattle. Oprócz tego dostajemy także sekcje w postaci flashbacków przybliżające nam motywy obu kobiet. Wszystko oczywiście prowadzi do krwawej konfrontacji między Ellie a Abby.

Trzeba przyznać, że twórcy gry popisali się odwagą. Nie mamy tu w końcu do czynienia z jakąś grą indie, będącą owocem pasji kodującego po godzinach amatora, a pierwszoligową produkcją AAA z olbrzymim budżetem. Naturalnym odruchem producentów w takim przypadku jest ostrożność, aby przyciągnąć do tytułu jak najwięcej potencjalnych kupców. Tutaj nie ma o tym mowy – gra jest dojrzała, odważna i pokazuje okrucieństwa w realistyczny i dosadny sposób. W świecie TLOU nie ma heroizmu, zwycięzców ani przegranych – są tylko ludzie, którzy z różnych pobudek robią to, co uważają za słuszne albo konieczne do przeżycia. Postacie wykonują akcje, które powodują reakcję, a reakcje nakręcają spiralę przemocy pochłaniającą kolejne ofiary i na końcu nikt nie wie nawet, o co walczy. Jeśli jedynka byłą grą o tym, jak nawet w najgorszych okolicznościach ludzie potrafią siebie wydobyć najlepsze, co mają do zaoferowania innym, tak dwójka jest o tym, jak złe okoliczności wydobywają z człowieka najgorsze demony.

Pod względem technicznym gra to prawdziwy majstersztyk. Grafika jest obłędnie szczegółowa i wyciska siódme poty z bebechów leciwego już PlayStation 4. Wszystko jest niezwykle szczegółowe i nigdy nie mamy wrażenia, że zwiedzamy lokacje, tworzone na zasadzie kopiuj/wklej. Perfekcyjnie dopracowany jest też system ładowania danych. Mimo zwiedzania olbrzymich obszarów gry nie musimy się martwić dogrywaniem danych, gdyż dzieje się to w tle. Oczywiście nie jest to pierwsza produkcja tego dokonująca, lecz takie Death Stranding przez większość czasu wyświetla nam rozległe pustkowia, a tutaj mamy do czynienia z lokacjami wypełnionymi setkami niezwykle szczegółowych obiektów. Rewelacyjnie wypada także aktorstwo. Jest to chyba najlepiej wyglądające motion capture na PlayStation 4.

Abby the last of us

Rozgrywka jest niemal kopią tej z jedynki. Ponownie rzucani jesteśmy w wypełnione przeciwnikami lokacje i tylko od nas zależy, czy wolimy takie miejsce jak najszybciej ominąć, przekradając się, czy spróbujemy otwartego konfliktu, który będzie nas kosztował zasoby, ale może dać nas dostęp do nowych i lepszych. Podobnie jak w jedynce w grze znajduje się prosty system kraftingu, w którym możemy produkować i udoskonalać różnorakie narzędzia zagłady. Posiadane bronie możemy ulepszać, jeśli znajdziemy odpowiednią ilość części i stół warsztatowy, a nasze zdrowie i umiejętności przy pomocy odnajdywanych medykamentów. Przykładowo, gdy zaczynamy grę, tryb słyszenia przez ściany pokazuje nam lokalizację wrogów jako rozmyte plamy na ekranie, zupełnie jakbyśmy patrzyli przez niedopasowane okulary i dopiero rozwijając dane drzewko umiejętności Ellie/Abby, możemy wytrenować umiejętność lepszego lokalizowania przeciwników. Do znanych z jedynki ruchów doszedł najważniejszy – czołganie się. Teraz niczym Solid Snake możemy omijać naszych przeciwników, pełzając w głębokie trawie. Momentami przypomina to MGS5 i trzeba przyznać, że zabawy przy tym co niemiara. A jeśli nam nie wyjdzie, to pozostaje otwarta walka, która także stwarza mnóstwo możliwości. Czy zwabimy przeciwników w wąskie przejście po to, aby rzucić w nich koktajlem Mołotowa, czy spróbujemy ich ostrzeliwać zza osłony, czy może zaryzykujemy ucieczkę pod gradem kul, po to, by po jakimś czasie wrócić i zlikwidować ich z ukrycia, zależy wyłącznie od nas i naszej wyobraźni. System jest świetny i jedyne zastrzeżenia można mieć do poziomu trudności, który jest dużo niższy niż w jedynce.

  The Last of Us part 2 - analiza zwiastuna

Niesamowicie dobrze wypada też AI przeciwników. Kiedy skradamy się, mają oni co prawda jakieś zaburzenia widzenia, bo w kilku sytuacjach stałem niemal z boku strażnika i wciąż mnie nie widział, ale kiedy dochodzi do wymiany ognia, algorytm sterujący przeciwnikami błyszczy. Grupka przeciwników będzie próbowała nas otoczyć, będą rozpraszali się, aby podejść nas od różnych stron i będą się komunikowali między sobą. Jeśli wystrzelamy się z nabojów i musimy przeładować broń, najbliżej stojący nas przeciwnik obwieści to innym i wrogowie ruszą na nas ze zdwojoną siłą.

Gra powinna spodobać się zwolennikom ekranowej przemocy. TLOU 2 jest jedną z najkrwawszych gier na PS4. Gdy Ellie schwyta przeciwnika, jedyną metodą na zlikwidowanie go jest poderżnięcie mu w powolny sposób gardła. Dysponująca większą siłą fizyczną Abby może przeciwnikom łamać kark gołymi rękami lub dosłownie miażdżyć im głowę. Zainfekowane potwory rozszarpują ludzi na strzępy, a napotykani członkowie fanatycznej sekty lubią swoje ofiary wieszać i wybebeszać żywcem. Jeśli chodzi o przemoc, w grze nie ma taryfy ulgowej.

Pochwalić należy też dziesiątki opcji przeznaczonych dla osób niepełnosprawnych. Osoby mające problemy ze wzrokiem mogą ustawić tryb wysokiego kontrastu i włączyć system audiodeskrypcji. Dla osób głuchoniemych zaimplementowano możliwość włączenia dodatkowych wizualnych znaczników, a dla osób z niepełnosprawnością ruchową wprowadzono szereg usprawnień ułatwiających kontrolowanie postaci.

Wersja polska jest wykonana nadzwyczaj dobrze. Aktorzy są dobrze dopasowani do swoich postaci i świetnie odgrywają swoje role. Małe zastrzeżenie budzić może jedynie brak synchronizacji ruchu warg do wypowiadanych słów.

Niestety musimy przejść do najbardziej kontrowersyjnej części gry, czyli opowiadanej historii. Szwankuje tempo rozgrywki. Najpierw poznajemy wydarzenia z perspektywy Ellie, a gdy wydarzenia toczą już się w szalonym tempie, akcja nagle cofa się o kilka dni i musimy zacząć grać Abby. Robi się nudno, a na dodatek ciężko się zaangażować, bo gramy przecież przeciwnikiem i w sumie nie mamy ochoty jej jakoś specjalnie pomagać. O ile lepiej byłoby, gdybyśmy najpierw poznali Abby w jej nudnym momencie, stopniowo poznali jej życie, motywacje i problemy, a dopiero później, po zżyciu się z nią przekonali, że jest ona tym złym. Byłby to też o wiele lepszy twist. Niestety tempo to tylko wierzchołek góry lodowej.

Aby urozmaicić historię, twórcy gry nieustanie zarzucają nas szokującymi wydarzeniami. W TLOU2 nie ma chwili emocjonalnego wytchnienia. Nikt nie jest bezpieczny. Nawet kobieta w ciąży. A śmierć czai się za każdym rogiem. Postacie umierają częściej i w bardziej zaskakujący sposób niż w Grze o Tron. Niestety bazowanie na takim tanim szokowaniu działa tylko na krótką metę. Jest to odpowiednik głośnego „BUUU” znanego z horrorów. Owszem, serce nam zabije przez chwilę mocniej, ale trwa to krótko i nie pozostawia po sobie żadnego większego wrażenia. Samobójstwo Henry’ego w pierwszej części było stopniowo budowane. Widzieliśmy jego nadopiekuńczość w stosunku do brata i paranoję na punkcie jego utraty. Gdy Sam zmienił się w zainfekowanego, Henry całkowicie utracił nad sobą kontrolę. Jest to świetnie napisany wątek. Wyobraźmy sobie teraz gwałtowną śmierć Henry’ego po otworzeniu drzwi, za którymi kryje się bandyta. Owszem, jest zaskakujące, ale nie zostawia po sobie takiego wrażenia jak pierwszy wariant. Twórcy TLOU2 o tym zapomnieli i postawili na tanie szokowanie.

Tematyką TLOU2 ma być niekończący się krąg zemsty. Sam pomysł uczłowieczania głównych przeciwników poprzez pokazanie ich punktu widzenia nie jest zły. Problem w tym, że aby taka historia działała, powinniśmy dostać równoważne sobie postacie. A niestety tak nie jest. Abby jest osobą, która za uratowanie życia odwdzięczyła się podstępnym przestrzeleniem kolana, a następnie zatłuczeniem bezbronnej osoby kijem do golfa na oczach jej przyjaciół. Twórca gry Neil Druckmann próbuje, więc nam zrównoważyć moralność obu pań poprzez proste fabularne manipulacje. Ellie, jest owładniętą żądzą zemsty maniaczką, odtrącającą ludzi ze swojego otoczenia, a Abby jest dobroduszną osobą z syndromem wybawiciela, otoczona kręgiem przyjaciół. Ellie na swej drodze zmuszona jest mordować psy tropiące, a wcielając się w Abby, z psami się bawimy i je przytulamy. Abby darowuje życie swojej przeciwniczce dwukrotnie, a gdy gramy Ellie, gra nam nie daje wyboru i musimy zatłuc przeciwnika stalową rurką. I tak dalej. Druckmann po prostu sztucznie dodał jednej z postaci więcej pozytywnych cech, odbierając je jednocześnie drugiej, nie patrząc na to, że przeczy to poprzednio ustalonym cechom charakteru.

  Uncharted: Zaginione Dziedzictwo - recenzja

The last of us 2 joel tommy i Ellie

Jeszcze gorzej wypadają motywacje postaci. Jak bardzo nie mają one sensu, pokazuje śmierć Joela, będąca zawiązaniem całej akcji. W pierwszej części gry, Joel, widząc wołającego o pomoc człowieka, prawie natychmiast staranował go swoim autem, podejrzewając pułapkę. Jak się okazało, słusznie. Joel nie ufał nikomu. Tymczasem tutaj razem z bratem jak gdyby nigdy nic wędruje sobie spokojnie prosto do grupy obcych sobie ludzi, którzy na dodatek z jakiegoś powodu znają jego imię. Motywacja Joela nie trzyma się kupy. Z kolei jego morderczyni, czyli Abby w swoim wątku przedstawiona jest jako osoba empatyczna. Do tego stopnia, że gdy zostaje ocalona od śmierci przez dwoje nastolatków, robi wszystko, co może, aby ich później uratować, włącznie z przeciwstawieniem się całej swojej organizacji. Więc skoro jest ona aż tak dobrą osobą, to dlaczego jej empatia nie zadziałała, gdy życie uratował jej Joel? Ponownie, nie ma to sensu. Po śmierci Joela grupa Abby postanawia zostawić przy życiu przeklinających i odgrażających się świadków zdarzenia. No, bo co może pójść nie tak, jeśli zostawimy przy życiu świadków morderstwa, emocjonalnie związanych z ofiarą? Trzy głupie i bezsensowne zachowania w jednej kilkuminutowej scenie. Nawet wydarzenia wiodące do tej sceny nie mają sensu. Abby wyszła ze swojej bazy wypadowej, bez żadnego planu i błąkając się górach, na totalnym odludzi przypadkiem wpadła na poszukiwanego przez siebie człowieka. A to dopiero początek gry i absurdów, która nam serwuje.

Gdy Ellie udaje się wytropić Abby, ta ją pokonuje. I mimo iż na tym etapie Ellie zabiła większość jej przyjaciół, w tym mężczyznę, którego kochała oraz jego ciężarną partnerkę, Abby ponownie zostawia ją przy życiu. Gdzie się podziała kobieta, która bezlitośnie skatowała swojego wybawcę? Czemu zimnokrwista morderczyni miałaby zostawić kogoś przy życiu w takim momencie? Ocalona Ellie żyje z Diną na farmie wyglądającej jak raj na ziemi. Mają udany związek, wychowują dziecko i są bardzo szczęśliwe. Gdy Ellie tylko dowiaduje się, gdzie przebywa Abby, niemal natychmiast wszystko zostawia, by wyruszyć w pogoń za kobietą, która darowała jej życie już dwa razy. Kolejna bezsensowna decyzja. Ellie dociera na miejsce i uwalnia schwytaną przez handlarzy niewolników, po czym pokonuje ją w walce na pięści. I wtedy Ellie nie wiedzieć, czemu puszcza ją wolno. Co to ma być?!

Gra też wybiórczo ignoruje wydarzenia z jedynki, w tym całą motywację Joela. Jego moralnie dwuznaczna akcja uratowania Ellie ze stołu operacyjnego, była reakcją na niemożliwy do zaakceptowania wybór. Lekarze mogli wyodrębnić szczepionkę na wirusa jedynie poprzez zabicie Ellie. Po odbyciu podróży przez całe Stany Ellie była dla niego niemal córką. Zresztą, nawet patrząc na sprawę z dystansu, Joel podjął słuszną decyzję. Organizacja Świetlików była uwikłana w długą i wyniszczającą wojnę z resztkami wojskowej władzy utrzymującej porządek w pozostałościach dużych miast. Przecież zdobycie przez nich szczepionki nie byłoby ratunkiem dla ludzkości a jedynie kolejnym militarnym orężem. Ciężko uwierzyć, że mając coś tak cennego, Świetliki nie użyłyby szczepionki do zwalczania wrogów. Tymczasem w TLOU2 całość przedstawiona jest tak, jakby wszystko było winą Joela. Gra kompletnie ignoruje fakt, że nastolatka została odurzona celem pokrojenia na stole operacyjnym. Technicznie rzecz biorąc, byłoby to morderstwo.

The last of Us part 2 pod względem grywalności i grafiki to prawdziwe arcydzieło, lecz pod względem scenariusza jest to gra poniżej przeciętnej. Fabuła zawiera zbyt dużo zbiegów okoliczności, a motywacje postaci są nierealistyczne. Gra próbuje nas zaangażować na poziomie emocjonalnym, jednak robi to przy pomocy tanich sztuczek, a nie głębokiej i przemyślanej historii jak poprzedniczka. Zamiast duchowego następcy części pierwszej twórcy chcieli stworzyć coś nowego i unikalnego. Bardzo odważna decyzja. Ryzyko się jednak nie opłaciło i The Last of Us nie dorównuje swojej legendarnej poprzedniczce.

2 Komentarze

  1. Gdy Joel uratował Abby życie, to ona jednak miała świadomość, że przez niego zginął jej ojciec i zawalona została sprawa ze szczepionką, więc sens w tym wątku jednak został moim zdaniem zachowany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*