Mixtape – recenzja

Francuski filozof Jean Baudrillard opisał kiedyś zjawisko, które nazwał symulakrą — sytuację, w której kultura zaczyna tęsknić nie za rzeczywistością, lecz za jej fikcyjnym obrazem wykreowanym przez media. Filmy, seriale, gry i reklamy sprzedają nam nostalgię za czymś, co w gruncie rzeczy nigdy nie istniało. Gdy dziś oglądamy produkcję osadzoną w latach 80., niemal obowiązkowo pojawiają się neony, pastelowe ubrania, synthwave’owa muzyka, dzieciaki na BMX-ach i niebo skąpane w różowo-fioletowych barwach zachodu słońca. Problem w tym, że taki obraz epoki jest bardziej dzieckiem popkultury niż rzeczywistości. To seriale pokroju Miami Vice wykreowały ten estetyczny mit, który później był kopiowany przez kolejnych twórców. Prawdziwe Miami tamtych czasów było przecież miastem narkotykowej przemocy, biedy i chaosu, a większość ludzi ubierała się zwyczajnie i szaro. Dziś jednak popkultura bierze tę fikcję za fakt i na jej podstawie tworzy nowe dzieła, które odbieramy jako „autentyczny klimat dawnych lat”. Dokładnie na takim mechanizmie opiera się „Mixtape” — nowa gra, w której wspomnienia nastoletnich bohaterów ożywają w rytm muzyki z lat 70., 80. i 90.

Fabuła

Akcja „Mixtape” rozgrywa się w fikcyjnym miasteczku Blue Moon Lagoon w północnej Kalifornii w latach 90. Głównymi bohaterami są Stacy Rockford, Van Slater i Cassandra Morino — trójka przyjaciół spędzających razem ostatni dzień przed wyjazdem Stacy do Nowego Jorku, gdzie ma rozpocząć nowe życie. Aby pożegnanie miało odpowiedni klimat, dziewczyna przygotowuje starannie dobraną składankę muzyczną — tytułowy mixtape. Każdy utwór uruchamia kolejne wspomnienie z ich wspólnej przeszłości.

Poszczególne wspomnienia przedstawiane są w formie grywalnych scenek i minigierek. Jest ich całe mnóstwo: jazda na deskorolce, eksploracja parku dinozaurów, przygotowywanie mrożonych napojów czy nocne wyprawy po mieście. Co ważne, wydarzenia nie są pokazywane realistycznie, lecz w sposób wyolbrzymiony i niemal baśniowy. Próba odwiezienia pijanej Cassandry z imprezy w sklepowym wózku zamienia się we wspomnieniach Slatera w policyjny pościg przypominający medialną obławę na O.J. Simpsona. Wszystko to podkręcają liczne efekty wizualne i dynamiczny montaż nadający scenom energii przypominającej teledyski MTV.

Grafika

Pod względem wizualnym „Mixtape” robi ogromne wrażenie. Gra łączy względnie realistyczne otoczenie z mocno zdeformowanymi, niemal komiksowymi postaciami oraz ciepłą kolorystyką. Całość okraszona została animacją poklatkową wyraźnie inspirowaną Spider-Man: Into the Spider-Verse. To rozwiązanie można uznać zarówno za zaletę, jak i wadę — jednych zachwyci oryginalna stylistyka wyróżniająca grę na tle konkurencji, inni mogą mieć nieprzyjemne skojarzenia z czasami, gdy mieli zbyt słaby komputer aby utrzymać stabilny framerate.

Sceny z gry przeplatane są prawdziwymi nagraniami archiwalnymi i stockowymi materiałami wideo. Stacy, pełniąca rolę narratorki, niczym Ferris Bueller regularnie burzy czwartą ścianę, zwracając się bezpośrednio do gracza. Już na początku tłumaczy działanie napędów CD, podczas gdy ekran zalewają krótkie urywki materiałów edukacyjnych i reklamowych. Trzeba przyznać, że dynamiczny montaż tych sekwencji stoi na naprawdę wysokim poziomie.

gra mixtape recenzja

Fabularnie jest to niemal klasyczna opowieść o dojrzewaniu inspirowana popkulturowymi klasykami gatunku. Miłośnicy kina i muzyki bez problemu wychwycą odniesienia do Dazed and Confused, filmów Johna Hughesa, teledysków MTV czy nawet klasyki kina. Gra wręcz tonie w easter eggach i cytatach z popkultury, więc osoby lubiące wyszukiwać tego typu smaczki będą zachwycone.

Problem polega jednak na tym, że pod warstwą nostalgii kryje się historia zaskakująco banalna. Akcja obejmuje jeden dzień prowadzący do wielkiej imprezy pożegnalnej i opiera się głównie na wspominaniu dawnych wydarzeń. Nie ma tu większych zwrotów akcji, silnych emocji ani fabularnych niespodzianek. Twórcy bazują niemal wyłącznie na dobrze znanych schematach kina coming-of-age: buntowniczej młodości, surowych rodzicach i marzeniach o lepszym życiu. „Mixtape” nie wnosi pod tym względem nic nowego do gatunku.

recenzja mixtape

Rozgrywka

Jeszcze słabiej wypadają same minigierki. W teorii mają one dwa zadania: rozwijać bohaterów i zapewniać element grywalności. W praktyce zawodzą w obu aspektach. Od samego początku wiadomo, że mamy do czynienia z grupą bliskich przyjaciół świetnie czujących się w swoim towarzystwie. Kolejne sceny podrygiwania w rytm muzyki czy wygłupów nie rozwijają więc relacji między postaciami — jedynie powtarzają to, co już wiemy.

Minigierki przypominają raczej interaktywne teledyski niż pełnoprawny gameplay. Ktoś może powiedzieć, że podczas gry odczuwał emocje, ale warto wtedy zadać sobie pytanie: czy to zasługa samej gry, czy może muzyki? Ścieżka dźwiękowa jest znakomita, ale działa przede wszystkim jako emocjonalny dopalacz maskujący ubóstwo mechanik i scenariusza. Gdy bohaterowie uciekają przed policją przy akompaniamencie kultowego utworu sprzed dekad, gracz automatycznie odczuwa bunt i wolność — tyle że emocje te wynikają głównie z kulturowych skojarzeń związanych z muzyką, a nie z samej narracji. Gra po prostu „pożycza” gotowy mit popkulturowy i wykorzystuje go do budowania atmosfery.

Co gorsza, w minigierkach praktycznie nie da się przegrać. Nie istnieją tu konsekwencje błędów ani możliwość wpłynięcia na przebieg wydarzeń. Nawet celowa porażka kończy się automatycznym cofnięciem czasu i kontynuowaniem sceny. W praktyce można odłożyć kontroler i przez kilka minut oglądać deskorolkowy montaż muzyczny, od czasu do czasu z nudów wciskając przycisk odpowiedzialny za wykonanie tricku.

Eksploracja otoczenia

Ostatnim elementem gameplayu są sekcje eksploracyjne przypominające gry pokroju Life Is Strange. Poruszamy się w perspektywie trzecioosobowej, klikamy interaktywne obiekty i słuchamy komentarzy bohaterki. Tu zdjęcie z imprezy, tam płyta CD ze ścieżką dźwiękową do 2001: A Space Odyssey. Czasami postać rzuci żartem, czasami podzieli się ciekawostką. Podniesienie przedmiotu oznaczonego wyrózniającym się kolorem przesuwa akcję dalej.

Mixtape gra recenzja

„Mixtape” to gra zbudowana niemal w całości na nostalgii — zarówno tej prawdziwej, jak i tej sztucznie wykreowanej przez popkulturę. Audiowizualnie potrafi zachwycić, ma świetną muzykę i kilka bardzo efektownych scen, ale pod warstwą stylu kryje się zaskakująco płytka i mało angażująca produkcja. Minigierki są bardziej interaktywnymi teledyskami niż realnym gameplayem, fabuła nie wychodzi poza dobrze znane schematy coming-of-age, a emocje często wynikają bardziej z doboru utworów niż samej narracji. „Mixtape” jest po prostu zwykłym walking simulatorem udającym coś znacznie bardziej ambitnego.

Mixtape
„Mixtape” to nostalgiczna gra gra o dorastaniu, która zachwyca muzyką oraz stylistyką, ale rozczarowuje płytką fabułą i gameplayem ograniczonym do interaktywnych teledysków.
Zalety
Stylowa oprawa wizualna
Świetna ścieżka dźwiękowa
Montaż scen
Wady
Płytka fabuła
Mało gameplayu
Brak wyzwania
5

The Keeper’s Diary: A Biohazard Story – recenzja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *