Dexter: Zmartwychwstanie – recenzja

Podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym nie, jak zaczyna, a jak kończy. Jeśli to prawda, to twórcy serialu Dexter do takowych się nie zaliczają, gdyż już dwukrotnie popsuli planowane zakończenie serialu. Najpierw w 2013 r., gdy po ośmiu sezonach postanowili, że bohater upozoruje swoją śmierć i stanie się… drwalem. Zakończenie serialu wywołało prawdziwą furię wśród fanów i zostało uznane za jedną z najgorszych serialowych konkluzji w historii. Po pewnym czasie twórcy postanowili naprawić złe wrażenie i dopisali kolejny sezon — Dexter: New Blood. Niestety, mimo dobrej obsady i interesującej historii, zakończenie New Blood także podzieliło widzów. W ostatnim odcinku Dexter zginął, zastrzelony przez własnego syna. O ile śmierć głównego bohatera — seryjnego zabójcy — mogła wydać się logicznym domknięciem jego historii, to większość wydarzeń prowadzących do tego finału nie miała większego sensu. Fani ponownie byli wściekli. Po dwóch nieudanych zakończeniach kontynuacja przygód „rzeźnika z Bay Harbor” nie miałaby większego sensu, gdyby nie gigantyczna oglądalność czyniąca z Dextera jeden z największych hitów stacji. Zapadła więc decyzja o kontynuacji przygód Dextera w postaci omawianego tutaj serialu Dexter: Zmartwychwstanie (Dexter: Resurrection).

Akcja Resurrection rozpoczyna się krótko po zakończeniu wydarzeń z New Blood. Dexter budzi się ze śpiączki i rozpoczyna rekonwalescencję. Okazuje się (oczywiście), że wydarzenia ułożyły się dla niego wyjątkowo dobrze: postrzelenie opisano jako nieszczęśliwy wypadek, mróz spowolnił upływ krwi, a dokonane przez niego zabójstwo policjanta uznano za samoobronę. Nie oznacza to jednak całkowitego spokoju. Dextera w szpitalu odwiedza Batista, który nabrał wobec niego podejrzeń. Na dodatek z gazety Dexter dowiaduje się o morderstwie dokonanym w Nowym Jorku — ofiara została pokrojona w bardzo specyficzny sposób. Dexter domyśla się, że za morderstwem stoi jego syn, więc niemal natychmiast opuszcza szpital, aby upewnić się, że wszystkie ślady zostały dokładnie zatarte. Będąc na miejscu, dowiaduje się, że miasto terroryzuje morderca taksówkarzy, ochrzczony przez prasę „Mrocznym Pasażerem”. „Przywłaszczenie” tego pseudonimu Dexter uznaje za osobistą zniewagę i postanawia na niego zapolować. W ten sposób trafia na trop tajnego stowarzyszenia seryjnych zabójców, sponsorowanego przez miliardera Leona Pratera (Peter Dinklage).

Trzeba przyznać, że po finale New Blood scenarzyści byli zapędzeni w kozi róg i jakby nie kombinowali, każde wyjaśnienie, jak tym razem bohaterowi się upiekło, byłoby niedorzeczne. I tak niestety jest. Na szczęście po wprowadzeniu – przypominającym szybkie zerwanie plastra – serial zaczyna nabierać tempa i robi się naprawdę ciekawy. Na tyle, że „Zmartwychwstanie” można spokojnie uznać za jeden z lepszych sezonów Dextera.

Sporym powiewem świeżości jest zmiana lokacji. Nowy Jork jako miejsce akcji sprawdza się wyśmienicie. Miasto tętni życiem, jest pełne ludzi (czyli potencjalnych świadków), jednak wszyscy są tak zabiegani i przyzwyczajeni do dziwnych wydarzeń, że nawet widok mężczyzny pakującego ciało do bagażnika na nikim nie robi większego wrażenia. Świetnym pomysłem jest także wprowadzenie klubu seryjnych zabójców. Stałym elementem „Dextera” było nie tylko polowanie na drobnych przestępców, ale i konfrontacje z poważnym przeciwnikiem — na ogół trwające cały sezon. Tutaj pojawia się cały klub degeneratów i morderców: każdy ma swoje unikalne MO, fetysz i trofea. Dzieli ich wszystko, jednak łączy przynależność do klubu podobnie myślących ludzi sponsorowanych przez hojnego mecenasa. Dla Dextera, a w zasadzie dla jego Mrocznego Pasażera oznacza to bogato zastawiony stół.

recenzja dexter Zmartwychwstanie
Uma Thurman jako Charley Brown w Dexter: Zmartwychwstanie

Niestety, choć serial ma wiele mocnych stron, pojawiają się także słabe elementy. Dexter wciąż nosi „scenariuszową zbroję” i wiele rzeczy uchodzi mu na sucho, choć nie powinno. Rozsądne postacie zaczynają zachowywać się nieracjonalnie, przypadkowy ratunek spada z nieba, a ludzie zapominają o pewnych faktach, gdy jest to akurat wygodne dla fabuły. Najsłabszym elementem jest jednak ilość wątków, które prowadzą donikąd. Zaraz po przybyciu do Nowego Jorku Dexter poznaje rodzinę imigrantów, która przyjmuje go pod własny dach i zaczyna traktować go jak członka rodziny. Ich zachowanie jest nienaturalnie życzliwe, a jeden z członków rodziny ma bardzo mroczną przeszłość — dokąd to zmierza? Otóż… nigdzie. W trakcie serialu wielokrotnie pojawia się postać seryjnego zabójcy, który niegdyś terroryzował miasto, a obecnie cyklicznie przypomina o swojej obecności, prześladując dawne ofiary złośliwymi telefonami. Jego ulubiona broń znajduje się w „Galerii Sław” seryjnych zabójców, policjanci wciąż żywo omawiają jego sprawę, a pseudonim wielokrotnie dociera do Dextera. Czy szykuje się ostateczny boss? A może tajemniczym zabójcą w przewrotnym zwrocie akcji okaże się ktoś z otoczenia głównego bohatera? Nic z tego — wielokrotnie przywoływany wątek nie ma większego znaczenia. Takich wątków jest więcej. Trudno powiedzieć, czy scenarzyści stworzyli zbyt dużo materiału i ze względów czasowych część trzeba było usunąć, czy może twórcy tworzyli podwaliny pod kolejne sezony. Pod względem aktorskim jest bardzo dobrze. Michael C. Hall wciela się w swoją postać tak długo, że mógłby ją grać we śnie i tu nie ma żadnego zaskoczenia. Bardzo dobrze wypada David Zayas jako Batista — aktor dostaje wreszcie nieco inny materiał niż poklepywanie Dextera po plecach i umawianie się z nim na piwo. Bardzo dobrze sprawdzają się także antagoniści: od mrocznej femme fatale (Krysten Ritter), poprzez zawsze niepokojącego Davida Dastmalchiana, aż po Neila Patricka Harrisa. Największymi gwiazdami są jednak Peter Dinklage w roli złowieszczego miliardera i Uma Thurman wcielająca się w jego ochroniarza/fixera. Szkoda, że ich pełen potencjał zostaje wykorzystany dopiero w końcówce sezonu.

Dexter: Resurrection to prawdziwe zmartwychwstanie serialu. Nie jest to może najlepszy sezon „Dextera”, jednak bez wątpienia należy do ścisłej czołówki. Dexter: Zmarchwystanie przywraca serii świeżość, naprawia część poprzednich błędów i udowadnia, że marka wciąż ma potencjał. Jeśli twórcy utrzymają tempo i rozwiną napoczęte wątki, kolejna odsłona może być jeszcze lepsza.

8/10

Dexter – ciekawostki z serialu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *