Recenzja serialu TY (You) od Netflixa

serial TY YOU netflix

W 1996 roku na ekranach telewizorów dokonała się spora, jednak prawie niezauważona rewolucja. Była nią premiera serialu Profit, w którym to po raz pierwszy w roli głównej pokazano postać przewrotną i złą. Tytułowy Jim Profit był bezwzględnym biznesmenem po trupach pnącym się po szczeblach kariery. Krytycy byli zachwyceni, ale widzowie zszokowani, co doprowadziło do przedwczesnej śmierci serialu. Trzy lata później pojawił się kolejny antybohater, którego pojawienie się zmieniło na zawsze oblicze telewizji. Mowa oczywiście o Tonym Soprano, głównym bohaterze serialu Rodzina Soprano. Perypetie gangstera, zmagającego się z mafijnymi przeciwnikami i napadami paniki pokochały miliony widzów na całym świecie. Serial do dziś jest uważany za jeden z najwybitniejszych (lub najwybitniejszy) serial w historii telewizji. Później pojawiło się mnóstwo innych seriali, które próbowały powtórzyć sukces produkcji HBO, czyniąc z głównej postaci negatywną postać. Mieliśmy sympatycznego rzeźnika z Bay Habor, czyli Dextera, Jaxa Tellera, czyli szefa groźnego gangu motocyklowego z serialu Synowie Anarchii, czy wygadanego szefa gangsterskiego podziemia z serialu Boardwalk Empire. No i oczywiście nie możemy zapomnieć o królu wszystkich niegodziwych bohaterów, czyli Walterze White z serialu Breaking Bad. Po odcinku Ozymadias, George R.R. Martin, czyli twórca gry o Tron, uznał, że chyli czoła twórcom serialu, gdyż jemu nigdy nie udało się stworzyć tak okrutnej postaci. Tak dostaliśmy do roku 2018 i nowej produkcji Netflixa zatytułowanej TY, której główną postać internet (a w zasadzie pewna jego część) uznał za najgorszą z wyżej wymienionych.

Głównym bohaterem serialu jest Joe. Na pierwszy rzut oka Joe sprawia wrażenie przesympatycznej osoby. Jest miły, uprzejmy i inteligentny. Prowadzi własną księgarnię. Pewnego dnia w jego sklepie pojawia się Ginewra. Pięknej blondynce podoba się przystojny sprzedawca i zaczyna z nim flirtować. Ginewra po jakimś czasie opuszcza księgarnie i tu historia powinna się kończyć. Jednak to spotkanie to dopiero początek. Niewinny wygląd Joe skrywa mroczny sekret – Joe jest osobą psychicznie chorą z obsesją na punkcie znalezienia „tej jedynej”, z którą ułoży sobie życie. Ginewra miała to nieszczęście, że nią została i od tej pory będzie obiektem stalkingu. Joe namierza ją i jej przyjaciół na Facebooku, odnajduje jej adres, włamuje się do jej mieszkania, oraz klonuje jej telefon. Wszystko po to, by jak najlepiej poznać jej życie prywatne, co pozwoli mu lepiej wcielić w jej wymarzonego księcia. W końcu po licznych przygotowaniach Joe aranżuje przypadkowe spotkanie i jak można się domyślić, od tej będzie bronił swojego związku za wszelką cenę. Prawdziwa miłość na zabój.

  Recenzja gry Deus Ex z 2000

Najmocniejszą stroną serialu Ty, jest inteligentna zabawa z konwencją. Cało opowieść to postmodernistyczna zabawa kliszami z klasycznych komedii romantycznych i seriali typu soap opera. Mamy „humorystyczną” scenę, w której główny bohater ukrywa się pod prysznicem w mieszkaniu swojej ofiary, a ta nie patrząc do środka, odkręca wodę. Joe moknie, a jego wybranka poprawia w lustrze swój wygląd. Klasyk. Oczywiście jest w tym przewrotny twist, gdyż zdajemy sobie sprawę, że jeśli bohaterka zdecyduje się spojrzeć pod prysznic, może się to dla niej źle skończyć. Mamy scenę, w której Ginewra składa Joe nieoczekiwaną wizytę, a on całując się z nią, stara się ukrywać porozrzucane przedmioty, świadczące o jego złych intencjach – skradziony telefon i majteczki. Ile było już rom-comów w których jedna z postaci stara się kogoś ugościć niezapowiedzianą osobę, jednocześnie sprzątając mieszkanie. W zasadzie cały film to komedia romantyczna w krzywym zwierciadle, obnażająca pewne zachowania, które na ekranie uchodzą za romantyczne, a w rzeczywistości takie nie są.

Serial jest okraszony ciągłą narracją bardzo podobną do tej z Dextera. Główny bohater co chwila dzieli się z nami przemyśleniami, które tak naprawdę są racjonalizacją własnych uczynków. Joe nie stalkuje swojej wybranki — on po prostu musi o niej dowiedzieć się nieco więcej. Joe nie morduje ludzi z zimną krwią — on po prostu chroni ukochaną i swój cudowny związek. Inaczej mówiąc — Joe wszystko, co robi, robi z miłości. Tego typu sceny dają nam wgląd w psychikę takiej spaczonej osoby i możemy dzięki temu lepiej zrozumieć jej intencje. A skoro już porównaniach do Dextera, to Joe, przy swoim koledze z Miami jest kompletnym amatorem. Bardzo często rzeczy idą nie po jego myśli albo popełnia niemalże szkolne błędy, które później kosztują go dużo nerwów. Jest to miła odmiana, gdyż wprowadza sporo fabularnych twistów. Główna postać najpierw sobie wszystko układa w głowie, a następnie jego idealny plan wali się niczym domek z kart.

Niestety serial ma też trochę wad. Mimo świadomej zabawy konwencją, czasami ta cienka granica tego co ma być parodiowane, zostaje przekroczona. Postacie bywają irytujące, a dialogi wkładane w ich usta bywają idiotyczne. Granice prawdopodobieństwa też czasami są za bardzo naginane, gdyż w pewne przypadki ciężko nam uwierzyć. Najgorzej wypadają sceny z Joe śledzącym ludzi. Tutaj serial staje się niemalże obraźliwy. Joe śledzi Ginewrę wielokrotnie, zarówno przed oficjalnym poznaniem, jak i po. Dochodzi w tym do sytuacji, w których siedzi on stolik obok swojej wybranki i jej koleżanek w jakimś pubie i nikt go nie rozpoznaje. Tylko dlatego, że ma czapeczkę z daszkiem. Podobnie jak z niektórymi zwrotami fabularnymi, które wydają się być forsowane na siłę. To już nie jest zabawa z konwencją a zwykłe lenistwo twórców.

  Beyond: Dwie dusze - recenzja

Jeśli przymkniemy oko na wady, serial ogląda się całkiem przyjemnie. Takie guilty pleasure z kilkoma naprawdę inteligentnymi nawiązaniami gatunkowymi. Serial z gatunku „jeśli nie macie akurat nic innego do roboty”. I byłaby to kolejna produkcja platformy, która przeszłaby bez większego echa, gdyby nie internet.

Reakcja internetu na serial TY

Otóż niektórzy internauci uznali, że serial, promuje stalking, przedstawia przestępcę w zbyt sympatycznym świetle, promuje toksyczne związki, a z kata robi ofiarę. I ludzie naprawdę biorą to sobie do serca. Przeglądając niektóre recenzje, można zobaczyć oburzenie, oskarżenia, a nawet apele przypominające nam, że stalking jest zły i broń boże nie możemy brać z głównego bohatera przykładu.
No cóż z jednej strony można to zrozumieć, że serial wywołuje kontrowersje, gdyż porusza delikatny temat. Jednak osobom tworzącym takie apele należy zadać pytanie, czy uważają, że ich czytelnik jest idiotą? Czy fanom Breaking Bad trzeba przypominać o konieczności nieotwierania własnej fabryki metaamfetaminy?
Trzeba pamiętać, że serial TY niczego nie promuje. Serial opowiada historię. Wnioski z niej każdy musi wyciągnąć sam. Podobnie jak film Kler nie promuje pedofilii, a serial Breaking Bad, nie promuje posiadania imperium narkotykowego. Co do zarzutów o usprawiedliwianie kata i zwalanie winy na ofiarę, to aż dziw, że takie w ogóle padają. Przecież cała rzecz polega na tym, żeby postacie były skomplikowane i wielowymiarowe. Pozytywna osoba nie może być rycerzem w lśniącej zbroi, a zła zwykłym bandziorem. Musimy zrozumieć, dlaczego ktoś coś robi. Epokę jednowymiarowych czarnych charakterów mamy już dawno za sobą. Argument o normalizacji złych i toksycznych zachowań też jest bez sensu. Czy autor takiego stwierdzenia postawiłby taki sam znak równości między grami komputerowymi a przemocą?

Oczywiście jeśli macie odmienne zdanie, zapraszamy do komentowania.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*