Filmy próbujące naśladować styl Quentina Tarantino pojawiają się w kinie regularnie, ale niewielu twórcom udaje się uchwycić jego charakterystyczny balans między narracyjną zabawą a napięciem. Źle się dzieje w El Royale w reżyserii Drew Goddarda to jedna z takich prób — stylowa, pełna intrygujących postaci i obietnic tajemnicy. Niestety, choć początek zapowiada coś wyjątkowego, całość ostatecznie nie spełnia pokładanych w niej nadziei.
El Royale to hotel leżący na granicy dwóch stanów – Kalifornii i Nevady. Niegdyś tętniący życiem obiekt dziś podupada i świeci pustkami. Nieoczekiwanie pojawiają się w nim goście: śpiewająca w podrzędnych kasynach piosenkarka oraz podstarzały ksiądz. W lobby dołącza do nich niezwykle wygadany sprzedawca odkurzaczy, który – mimo że podróżuje samotnie – planuje wynająć apartament dla nowożeńców. Sytuacja staje się jeszcze dziwniejsza, gdy w końcu pojawia się recepcjonista, który na widok księdza wpada w panikę. Zanim jednak poznajemy powód jego reakcji, do hotelu przybywa kolejna postać – atrakcyjna, lecz opryskliwa kobieta.
Gdy goście rozchodzą się do swoich pokojów, atmosfera gęstnieje. Sprzedawca odkurzaczy odkrywa w swoim pokoju około trzydziestu urządzeń podsłuchowych, a następnie trafia na zaplecze hotelu, gdzie znajduje nieprzytomnego recepcjonistę oraz korytarz z lustrami weneckimi, umożliwiającymi podgląd każdego z pokoi. Dzięki temu widzimy, że ksiądz kompletnie demoluje swój pokój, wyrywając nawet deski z podłogi, a opryskliwa kobieta przetrzymuje u siebie porwaną osobę. Sprzedawca kontaktuje się ze swoimi mocodawcami i otrzymuje dwa polecenia: nie ingerować w wydarzenia oraz nie dopuścić, by ktokolwiek opuścił motel.

Źle się dzieje w El Royale to film nakręcony w stylu wyraźnie inspirowanym twórczością Tarantino. Każdy z bohaterów otrzymuje własny segment, w którym obserwujemy zarówno bieżące wydarzenia, jak i retrospekcje odsłaniające fragmenty ich przeszłości. Zabieg ten może być efektowny – buduje napięcie i stopniowo odkrywa karty – jednak tutaj jest wyraźnie nadużywany. Widzimy te same wydarzenia z różnych perspektyw, ale często nie wnosi to niczego nowego. Ogranicza się jedynie do potwierdzenia, że dana postać widziała to, co już wiemy. W efekcie nielinearna narracja przestaje być narzędziem napędzającym fabułę, a staje się jedynie stylistyczną sztuczką.
Podobnie jest z innymi wątkami. Film mocno eksponuje motyw hotelu przeciętego granicą stanową – bohaterowie spacerują po niej, a recepcjonista szczegółowo tłumaczy jej prawne konsekwencje. Problem w tym, że ostatecznie nie ma to żadnego wpływu na fabułę. Hotel równie dobrze mógłby znajdować się w dowolnym miejscu. Film marnuje także potencjał niektórych zwrotów akcji. Przykładem jest scena z księdzem rozbierającym podłogę. Powinna być tajemnicza i zaskakująca, jednak już w prologu widzimy mężczyznę ukrywającego coś pod podłogą hotelu, który chwilę później zostaje zastrzelony. Akcja przeskakuje o 10 lat, ale widz ma już pełen obraz sytuacji. Zamiast napięcia otrzymujemy jedynie oczekiwanie na potwierdzenie oczywistego.

Jeszcze gorzej wypada tempo narracji. Gdy akcja zaczyna nabierać rozpędu, nagle zostaje przerwana przez retrospekcję lub długą scenę muzyczną. Piosenkarka (Cynthia Erivo) rzeczywiście dysponuje znakomitym głosem, jednak reżyser wyraźnie przesadza z jego eksponowaniem. Szczególnie problematyczny jest finał – w samym środku kulminacyjnych wydarzeń pojawia się kolejny flashback, który wyjaśnia przeszłość jednej z postaci. Zamiast budować napięcie, scena ta skutecznie je rozbija.
Nie można jednak odmówić filmowi stylu. Zdjęcia są pomysłowe i dopracowane, a ścieżka dźwiękowa pełna utworów z epoki buduje odpowiedni klimat. Aktorsko produkcja również stoi na wysokim poziomie. Obok solidnych ról Jona Hamma i Jeffa Bridgesa pozytywnie zaskakuje Dakota Johnson, która udowadnia, że potrafi stworzyć interesującą kreację. Największe wrażenie robi jednak Chris Hemsworth – bawi się swoją rolą i kradnie każdą scenę, w której się pojawia.
Źle się dzieje w El Royale to nieudana próba rozłożenia na czynniki pierwsze stylu Tarantino. Film jest efektowny wizualnie i dobrze zagrany, ale fabularnie pozostaje przeciętnym thrillerem, który nie wnosi niczego nowego do gatunku. Zwiastuny i nazwisko reżysera obiecywały znacznie więcej – niestety, obietnice te nie zostały spełnione.




