Silent Hill – recenzja | Adaptacje gier komputerowych

Silent hill recenzja

Reżyser Christophe Gans zakochał się w Silent Hill od pierwszego wejrzenia. Gra powstała na fali popularności serii Resident Evil, jednak w przeciwieństwie do niej była bardziej subtelna w straszeniu, często bazując na niepowiedzeniach i symbolice. Gans miał już wyrobione nazwisko w branży, dzięki adaptacji mangi Crying Freeman oraz horrorowi akcji Braterstwo Wilków. Ten ostatni film został zresztą jednym z najbardziej kasowych francuskich filmów w historii. Niestety na Japończykach z Konami starania młodego zapaleńca ani jego rosnąca sława, nie zrobiły wrażenia. Jednak Christophe nie należał do ludzi łatwo poddających się i niczym Andy Dufresne ze Skazanych na Shawshank, regularnie wysyłał do Konami kolejne listy, prosząc o kontakt. Tak mineły kolejne trzy lata. Gans widząc, że zderzył się z prawdziwym murem, postanowił spróbować innej strategii. Aby pokazać Japończykom swoją wizję na film za własne pieniądze nakręcił kilka scen testowych. Oprócz tego na taśmie znalazło się nagranie przyszłego reżysera, w którym własnymi słowami opowiada, dlaczego mu aż tak bardzo zależy na nakręceniu tej adaptacji i co marka Silent Hill dla niego oznacza. To podejście okazało się skutecznie. Włodarze Konami nawiązali z nim kontakt i w 2004 roku Gans otrzymał upragnione prawa do marki. Wraz ze scenarzystą Nicolasem Boukrhiefem usiadł do pisania scenariusza.

Prace postępowały bardzo szybko i wkrótce scenariusz był gotowy. Po wysłaniu do zatwierdzenia przez studio filmowe, skrypt wrócił w niemal ekspresowym tempie z dołączoną karteczką, na której napisane były dwa słowa: brak mężczyzn. Faktycznie, w ich scenriuszu prawie wszystkie ważne postacie to kobiety. Studio nie chciało aż tak ryzykować, więc zmiany było konieczne. W tym celu do napisania poprawek wynajęto scenarzystę Rogera Avary‘ego, najbardziej znanego w tym czasie z pracy nad Pulp Fiction. Avary poprawił niektóre dialogi i wplótł wątek męża głównej bohaterki. Mimo iż wkład Avary‘ego w historię był stosunkowo niewielki, z powodu skomplikowanych przepisów związkowych, to właśnie jego nazwisko trafiło jako nazwisko jedynego scenarzysty. Jednak dzięki Avary’emu do filmu przekradła się historia prawdziwego miejsca o nazwie Centralia.

Prawdziwe Silent Hill

Centralia to położone w Pensylwanii małe górnicze miasteczko (ok. 2000 mieszkańców), w którym od 1856 działała kopania węgla. Niestety po 106 latach nieprzerwanej działalności, pod ziemią wybuchł pożar, który szybko wyrwał się spod kontroli. Przez następne 16 lat górnicy zamiast prowadzenia wydobycia, walczyli z pożarem. Niestety wszystkie wysiłki spełzły na niczym. Po ugaszeniu jednego szybu pożar wybuchał w drugim. Żyjący na powierzchni mieszkańcy też odczuwali skutki pożaru, coraz częściej lądując w szpitalu z powodu zatrucia toksynami. Sytuacji nie poprawiały liczne pęknięcia w gruncie, przez które ulatniało się coraz więcej szkodliwych gazów i toksyn. Rosła też temperatura ziemi, nieustannie podgrzewanej od spodu. W 1979 podczas pomiaru zanotowano ponad 80 stopni. Inaczej mówić mieszkańcy żyli na gigantycznej patelni. Ostatnim gwoździem do trumny były powstające licznie osuwiska i pęknięcia w ziemi. Drogi prowadzące do miasteczka zostały uszkodzone. Do dziury w ziemi wpadło przynajmniej jedno dziecko, które na szczęście udało się uratować. Wszystkie te problemy spowodowały eksodus mieszkańców. Miasteczko przestało być obsługiwane przez pocztę, a urzędy zawiesiły działalność. Obecnie żyje tam zaledwie 7 mieszkańców, którym nagrzany grunt i opary nie przeszkadzają. Avery znał historię miasteczka od swojego ojca – górnika. I właśnie na tym miasteczku twórcy postanowili oprzeć wygląd filmowego Silent Hill.

  Resident Evil 2 remake (2019) - recenzja

Film wzorowany jest bardzo luźno na wątkach z pierwszej części gry. Mała Sharon co noc doświadcza okropne koszmary, które coraz bardziej się nasilają. Na dodatek podczas ich przeżywania lunatykuje. Ostatniej nocy rodzice odnaleźli ją na skraju wielkiego urwiska. Jej ojciec chce, aby dziecko trafiło do szpitala, jednak jej mama – Rosę, uważa, że najlepiej będzie ja zabrać do miejsca, o którym co nocy śni. Jest nim opuszczone górnicze miasteczko Silent Hill. Rose bez wiedzy męża zabiera dziecko i udaje się w podróż. W pobliżu celu podróży zatrzymuje ją  policjantka. Zdesperowana Rose próbuje jej uciec, jednak kiedy na jej drodze pojawia się tajemnicza dziewczynka, dochodzi do wypadku. Sharon znika a Rose wyrusza na jej poszukiwania do miasteczka Silent Hill.

Wizualnie film to prawdziwy majstersztyk. Reżyserowi udało się odwzorować mroczną atmosferę gry, niepokojące ujęcia i przerażające istoty. Nawet trzynaście lat po premierze wizualnie jest to jedna z najlepiej wyglądających adaptacji gier. Reżyser włożył dużo wysiłku aby jak najdokładniej odwzorować atmosferę japońskiego horroru. Na planie zawsze miał konsolę z grą, aby zaprezentować aktorom ujęcia, które miał zamiar wykorzystać. Prawie cała ścieżka dźwiękowa także pochodzi z gry. Nienaturalne ruchy potworów osiągnięto dzięki ubranym w lateks tancerzom, których gibkość gwarantowała odpowiedni efekt. Pamiętano nawet o takim drobnym szczególe jak ubranie głównej bohaterki, które po każdym ataku, stopniowo zmienia w ohydną, nasiąkniętą krwią szmatę. Efekt ten osiągnięto, szyjąc 100 identycznych ubrań, z których każde była coraz bardziej ubrudzone. Ulice, wnętrza budynków, mapy czy znajdowane przedmioty są niezwykle podobne do tych z gry. Gans próbuje nawet przenieść elementy misji z gry. Każdy miłośnik serii uśmiechnie się pod nosem, kiedy bohaterka znajduje w toalecie przedmiot, który pokazuje jej, gdzie powinna się udać. Reżyser nie próbuje też taniego straszenia i w filmie nie uświadczymy nagłego BUUU wzmocnionego głośnym efektem dźwiękowym. W filmie znalazło się też kilka naprawdę dosadnych scen, takie jak palenie żywcem, czy zrywanie żywcem skóry. Wszystko to jest wspomagane bardzo dobrym aktorstwem, co jeszcze bardziej uwiarygodnia wydarzenia oglądane na ekranie.

  Metal Gear Solid z 1998 | Retrospektywa Metal Gear

Niestety wszystkie te wysiłki zrujnowane są przez bełkotliwy scenariusz. Pierwszym problemem jest jego długość. Można by spokojnie usunąć ze 20 minut materiału w tym wątek związany z poszukiwaniami ojca, gdyż oprócz drobnych ekspozycji nic on nie wnosi. O wiele gorzej jest z samą fabułą. Gans w swojej miłości do gry zapominał, że nie wszyscy widzowie są graczami i pewne wątki w filmie mają jako taki sens, tylko jeśli graliśmy w grę. Bardzo często w adaptacjach gier umieszczane są mrugnięcia do graczy, jednak tutaj są to całe sceny. Jednak nawet jeśli znamy grę, niektóre elementy fabuły pozostaną dla nas niezrozumiałe albo bezsensowne. W jednej scenie widzimy jedną z bohaterek pokonującą kilku uzbrojonych w metalowe rurki oprychów. Wszystko po to by druga bohaterka mogła skorzystać z windy. Jednak kiedy widna już się pojawia, bohaterka ta nie korzysta z niej i zostaje na górze. Czemu, skoro jej obecność nie była tam do niczego potrzebna? Jakby tego było mało, w następnej scenie postać ta popełnia kolejną niewybaczalną głupotę — zdradza swoim przeciwnikom, że skończyły jej się naboje, a pistolet był jedyną rzeczą, która trzymała ich na odległość. W ciągu trzech minut filmu postać ta nie skorzystała z dwóch szans na ocalenie życia. A takich scen i zachowań w filmie jest sporo.

Ostatnim problemem jest przesadne skomplikowanie fabuły. Zaczynamy od bardzo klimatycznego i oryginalnego horroru, jednak wkrótce dochodzi tajemnicza sekta, mroczna przeszłość miasteczka, flashbacki, dziewczynka z mocami, więcej flashbacków, palenie wiedźm i okultyzm. Jest tego zwyczajne przeładowanie i pod koniec nawet uważnym widzom ciężko nadążyć za wszystkim. Gdyby jeszcze te wydarzenia się dodawały. Po seansie zdajemy sobie sprawę, że pewne wydarzenia są zwyczajnie przekombinowane i naszpikowane dziurami fabularnymi. Tak jak pojedyncze sceny są świetne, tak ich połączenie wypada bez sensu. Najgorzej wypada cały wątek religijny, gdyż przypomina, to co już widzieliśmy, na przykład w filmach Stevena Kinga. Niestety Gans i Avary nie odkryli tutaj niczego nowego, próbując nam pokazać, że fanatyzm religijny jest zły.

Gdyby nie niedopracowany scenariusz film byłby jedna z lepszych adaptacji gier komputerowych, a tak jest jedynie przeciętną. Chociaż trzeba przyznać, że na tle innych wydawanych w tamtym okresie film wciąż się wyróżnia. W 2012 powstała kontynuacja jednak już bez udziału Gaza, który zajęty był pracą nad innym projektem.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*