Dark Side of the Moon – recenzja gry FMV

Dean Hamilton jest samotnym ojcem dwójki dzieci. Hamiltonowie mieszkają w niewielkiej wiosce Marywine w Yorkshire. Senna osada aktualnie przeżywa prawdziwe oblężenie, ze względu na nadchodzące zaćmienie słońca – wioska jest idealnym punktem obserwacyjnym dla obserwowania tego fenomenu. Po powrocie z pracy Dean upija się i zasypia na sofie. Rano okazuje się, że jego dzieci zniknęły. Łóżka są puste, a przybory szkolne na swoim miejscu. Po zgłoszeniu zaginięcia na policji drogi Deana krzyżują się ze zwolenniczką teorii spiskowych, która twierdzi, że jego dzieci zostały porwane przez UFO.

Dark Side of the Moon to owoc miłości Darrena Halla – programisty-amatora, który fascynacją grami FMV zaraził swoich przyjaciół i rodzinę. Zapaleniec napisał scenariusz i obsadził w głównych rolach swoich najbliższych, oraz kilku znajomych. Dzieło udało mu się zrealizować przy pomocy jednej kamery, mikrofonu, kilku świateł i programowi do obróbki wideo. Mimo tych spartańskich warunków, gotowa gra wygląda nadzwyczaj dobrze.

Gra łączy ze sobą typowe dla gier FMV oglądanie filmików z uproszczoną mechaniką point and click. Poruszamy się w widoku z pierwszej osoby. Przypomina to trochę stare amigowe gry w stylu Tajemnica statuetki, z tym że tutaj między statecznymi ekranami pojawiają się filmowe wstawki. Na statycznych ekranach w prawym dolnym roku ekranu czasami pojawia się niewielkie kółko. Po jego kliknięciu postać wykona jakąś akcję (podniesie przedmiot, użyje czegoś itp.) . Posiadane przedmioty pokazane są w formie miniaturek w górnej części ekranu. Kliknięcie miniaturki powoduje użycie danego przedmiotu. Większość przedmiotów można użyć jedynie w określonych miejscach, z wyjątkiem telefonu komórkowego, z którego możemy dzwonić kiedy chcemy. Okazjonalnie musimy dokonać wyboru, który ukształtuje przebieg dalszej fabuły i doprowadzi nas do jednego z kilku zakończeń. System jest bardzo prosty, jednak zadziwiająco skuteczny. Na pewno wypada dużo lepiej niż w pozbawionych jakichkolwiek elementów gameplayowych grach FMV od Wales Interactive.

  Recenzja gry Firewatch

recenzja dark side of the moon

W główną postać wciela się twórca gry, czyli Darren Hall. Jak na naturszczyka jest to całkiem dobra rola. Jego występ nikogo nie powali na kolana, jednak da się oglądać bez zgrzytania zębami. Trochę gorzej wypadają członkowie jego rodziny. Widać, to szczególnie w przypadku żony, która ma kilka kwestii dialogowych i ewidentnie się z nimi zmaga. Świetne role zaliczają za to znani z Contradiction Rupert Booth i Anarosa Butler w roli neurotycznej Alyx.

Najmocniejszą stroną gry jest scenariusz. Niedostatki budżetu autor musiał nadrabiać kreatywnością. Scenariusz w zgrabny sposób miesza dramat rodzinny, humor, teorie spiskowe i UFO. Pojawiają się także nawiązania do starych seriali science fiction i gier takich jak Phantasmagoria 2. Jak na tematykę dosyć poważną, szczególnie z punktu widzenia rodzica, atmosfera jest zadziwiająco lekka. Wszystko jest po prostu potraktowane z dużym przymrużeniem oka. Jeśli można się do czegoś przyczepić, to fakt, że wiele wydarzeń dzieje się mimowolnie. Zwiedzamy wszystkie dostępne lokacje i nic. Wracamy do domu i dopiero wtedy nagle pojawia się jakaś osoba. W praktyce oznacza to, że zamiast podążać za porozrzucanymi okruszkami, chodzimy od jednego punktu do drugiego, czekając, aż coś się stanie. Trochę w tym zbyt mało związku przyczynowo-skutkowego.

Rupert Booth dark side of the moon

Czy Dark side of the Moon to gra godna polecenia? Jeśli lubicie gry FMV, bez wątpienia tak. Mimo iż nie jest aż tak rozbudowana jak Contradiction, ani nowatorska jak Her story, wciąż ma w sobie wystarczająco dużo grywalności, aby zaspokoić wymagania fanów gatunku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *