Escape from Monkey Island – wyjaśnienie fabuły i zakończenia

Artykuł ten jest częścią cyklu wyjaśniającego fabułę wszystkich odsłon Małpiej Wyspy. Poprzednią część znajdziecie tutaj. Tym razem omawiamy Monkey Island 4.

SPOILERY

Nowe postacie
Charles L. Charles – kandydat na gubernatora Melle Island
Ozzie Mandrill – nienawidzący piractwa Australijczyk.

Czwarta część zaczyna się od powrotu Elaine i Guybrusha z miesiąca miodowego. Po wylądowaniu na Melee Island czeka ich niemiła niespodzianka. Elaine została uznana za zmarłą, przez co przestała pełnić urząd gubernatora wyspy. Jej posiadłość została przeznaczona do wyburzenia, a wyspa rozpisała nowe wybory. Kontrkandydatem Eleine zostaje niejaki Charles L. Charles, który obiecuje mieszkańcom „darmowy grog i dobrą zabawę”. To jednak nie koniec kłopotów, gdyż bogaty biznesmen, Ozzie Mandrill, podkupuje wszystkie nieruchomości na wyspie i zmienia je w atrakcje turystyczne. W trakcie, gdy Elaine zajęta jest kandydowaniem, Guybrush wyrusza na wyspę Lucre, aby odzyskać spadek po dziadku Elaine. Okazuje się, że w posiadaniu rodziny Marley znajduje się talizman z „ostateczną obelgą” – potężnym zaklęciem niszczącym ciało i duszę przeciwnika. Niestety ktoś rabuje bank, a Guybrush zostaje uznany za sprawcę napadu. Guybrushowi udaje się udowodnić niewinność i znaleźć fragmenty „zniewagi”, jednak po powrocie czekają go nieciekawe wieści – Elaine przegrała. Gubernatorem wyspy został Charles L. Charles, który tak naprawdę jest LeChuckiem w przebraniu. Na dodatek LeChuck i Ozzie Mandrill współpracują. Co ciekawe każdy z nich kieruje się innymi pobudkami. Ozzie nienawidzi piractwa i chce je wyeliminować, wykupując wszystkie pirackie bazy i zmieniając je w atrakcje turystyczne. LeChuck pomaga Ozziemu, gdyż ten uwolnił go z lodowej pułapki (zakończenie części trzeciej), a dzięki „ostatecznej zniewadze” będzie mógł złamać ducha Elaine i ją poślubić. Wspólnicy postanawiają chwilowo oszczędzić Guybrusha i porzucić go na Małpiej Wyspie. Tam Guybrush uczy się tajnej sztuki walki zwanej Monkey Kombat. Udaje mu się też przywrócić pamięć Hermanowi Toothrothowi. Okazuje się, że staruszek tak naprawdę jest dziadkiem Elaine. Statua w kształcie małpiej głowy okazuje się głową wielkiego robota. Z jego pomocą Guybrush pokonuje LeChucka i Ozziego. Herman Toothrooth/Marley wraca na stanowisko Gubernatora.

Pod względem humoru i zagadek jest to powrót do formy. Z drobnymi wyjątkami zagadki są ciekawe i wyważone. Niestety nie wszystkie i trafia się także kilka baboli. Potwornie frustrująca jest na przykład zagadka w barze Lua, gdzie liczy się nie tylko myślenie, ale i refleks. Inne sprawiają trudność przez toporne sterowanie, ale o tym za chwilę.

Względem poprzednich odsłon fabuła została rozbudowana. Liczy się nie tylko Guybrush i jego przygoda, ale i perypetie Elaine, wybory, ratowanie domu i tajemniczy inwestor. Oprócz głównej intrygi pojawiają się podteksty antykapitalistyczne i prześmiewające biurokrację. Niestety wiele z żartów może przelecieć nad głowami graczy. No bo nie każdy w 2022 roku musi wiedzieć, do czego nawiązuje Planet Threepwood. Humor w poprzednich odsłonach jest o wiele bardziej ponadczasowy. Niestety, o ile większość fabuły trzyma jako taki poziom, w trzecim akcie wszystko wali się jak domek z kart. Walki gigantycznych mechów pasują do formuły gry jak pięść do nosa. Autorzy stworzyli też jedną z największych dziur fabularnych w całej serii. Herman Toothrot jest cierpiącym na amnezję dziadkiem, Elaine. Przeczy to ustalonym w poprzednich częściach faktom. Kapitan Marley był zupełnie inną osobą. Rozczarowuje też rozwiązanie „tajemnicy Małpiej Wyspy”. Jest to wielki robot ukryty w podziemiach wyspy. Serio, Lucasarts?

  Leisure Suit Larry 6: Shape Up or Slip Out! (Z impetem w głąb) - recenzja

Escape from monkey island gra

Grafika jest przyjemna dla oka. Jest bardzo prosta jednak dzięki zachowaniu kreskówkowego stylu łatwo się do niej przyzwyczaić. Modele postaci są toporne jak na dzisiejsze standardy, jednak nadrabiają to płynnością animacji i żywą gestykulacją. Engine został użyty wcześniej w grze Grim Fandango, jednak tam grafika była przygaszona, a tu jest kolorowa i radosna. Niestety w kodzie gry kryje się jakiś błąd i od czasu do czasu nasza postać utknie w pętli animacyjnej, co spowoduje, że biegając po mieście, będziemy oglądać…wiosłowanie.

Muzyka jak w każdej odsłonie nie zawodzi. Jest przyjemna, wpadająca w ucho i co najważniejsze dopasowana do wydarzeń. Żadnych zastrzeżeń nie można mieć także do obsady głosowej. Tutaj jest po prostu perfekcyjnie i ciężko sobie wyobrazić innych aktorów w tych rolach.

Murray escape from monkey island

Niestety grę zabijają dwie rzeczy: sterowanie i Monkey Kombat. Sterowanie przypomina trochę chodzenie w grach serii Resident Evil. Bohater wpada na niemal każdą, nawet najmniejszą przeszkodę. Do tego dochodzą wprowadzające dodatkowy chaos rzuty kamery. Wbiegamy do nowego pomieszczenia, jednak widok sprawia, że automatycznie z niego wychodzimy. Ciężko też ustawić się w odpowiedni sposób, aby aktywować interaktywny przedmiot. Niejedna zagadka wymaga perfekcyjnego ustawienia się w konkretnym punkcie. Czasami nawet z solucją w ręku ciężko trafić w odpowiednie miejsce. Monkey Kombat z kolei jest jedną z najbardziej znienawidzonych minigierek. Parodia Mortal Kombat ma być zastępstwem szermierki słownej. Ciężko jednak te dwie rzeczy porównywać biorąc pod uwagę, że Monkey Kombat jest nudna, repetytywna i ma niezwykle skomplikowane zasady, które ciężko samemu zrozumieć bez używania poradnika. Sam żart też był nieco spóźniony, gdyż lata świetności Mortal Kombat przypadające na pierwszą połowę lat 90. już dawno minęły.

Monkey kombat opis przejścia

Warto jeszcze dodać, że Escape From Monkey Island jest najtrudniejszą z dotychczasowych odsłon, jeśli chodzi o odpalanie na współczesnych systemach. W poprzednie części można grać bezproblemowo przez ScummVM, jednak w przypadku czwartej odsłony potrzebę są patche. Nawet sama instalacja sprawia problem. W przypadku niedoświadczonych graczy najlepszą opcją jest więc kupno gotowe wersji z Gog.

EDIT: istnieje emulator o nazwie DREAMM, który obsługuje stare gry Lucasarts. Możecie go znaleźć pod tym linkiem.

W kolejnej części omówimy Tales of Monkey Island.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *