Historia serii Resident Evil – Resident Evil 4

Resident evil 4 plakat

Resident Evil 4 to jedna z najdłużej powstających gier Capcomu. Proces jej tworzenia rozpoczął się w 1999, a zakończył dopiero w 2004. Gra przeszła cztery iteracje, a jedną z nich wykorzystano do stworzenia całkowicie nowej serii – Devil may cry. Pierwotnie tytuł powstawał na konsole PlayStation 2, jednak w pewnym momencie zadecydowano o przeniesieniu pracy na konkurencyjną konsolę Nintendo Gamecube. Do prac powołano nowy oddział Capcomu na czele, którego stanął twórca oryginalnej serii – Shinji Mikami, a za produkcje gry odpowiadał Hideki Kamiya, czyli twórca drugiej części cyklu.

Chcąc wykorzystać moc obliczeniową nowej konsoli Sony, Kamiya postanowił zmienić tempo rozgrywki i zamiast powolnej gry eksploracyjno-przygodowej stworzyć dynamiczną grę akcji. Oznaczało to całkowite przemodelowanie dotychczasowego systemu. Wszystko miało działać w pełnym 3D. Celem podkręcenia tempa postanowiono nadać głównej postaci nadnaturalne zdolności. Zdolności te miały być tajemnicą także dla głównego protagonisty i dopiero w trakcie rozgrywki ich pochodzenia miało być stopniowo wyjaśniane. Nadzorujący projekt Shinji Mikami w pewnym momencie uznał, że gra jest co prawda bardzo dobra, jednak całość odeszła za daleko od typowego survival horroru. Aby nie marnować wyprodukowanego do tej pory materiału, zmieniono tytuł, wyrzucono z gry wszystkie nawiązania do zombie, a scenariusz został nieznacznie zmodyfikowany. Imię głównego bohatera zmieniono z Tony‘ego na Dante, a całość otrzymała tytuł Devil may cry. W ten sposób narodziła się nowa franszyza, która dorobiła się pięciu części i jest kontynuowana do dziś. Do pracy nad DMC oddelegowani zostali wszyscy programiści związani z produkcją RE4, co oznaczało tymczasowe zawieszenie prac.

Devil may cry zostało wydane w 2001 roku i dopiero wtedy ekipa wrócił do prac nad RE4. Międzyczasie Capcom podpisało umowę z Nintendo na wydanie pięciu gier na ich nowej konsoli Gamecube. Nintendo było do tej pory kojarzone z grami rodzinnymi i pragnąc zdobyć nowych klientów, postanowiło wzbogacić bibliotekę swojej nowej konsoli o pozycje dla dojrzalszych graczy. W ramach umowy miały powstać następujące tytuły: Resident Evil 4, Product Number Three, Killer7, Viewtiful Joe, i Dead Phoenix. Całość została ochrzczona przez prasę Capcom Five. W tym czasie  Resident Evil 4 było ukończone w około 40%. Na targach TGS w 2002 zaprezentowano jej pierwsze fragmenty. W grze nie było żadnych zombie, zamiast nich Leon zmagał się z atakującą go czarną chmurą przypominająca ducha. Całość przypominała gotycki horror o nawiedzonym domu, a nie grę o inwazji zombie. Przyjęcie fanów serii było mimo to nadzwyczaj ciepłe. Wersja ta została ochrzczona Resident Evil 4 Fog version. Niewiele wiadomo o scenariuszu gry oprócz tego, że miała się rozgrywać w nowych lokacjach: na statku powietrznym i w nawiedzonej posiadłości, a kamera była osadzą na stale, niczym w klasycznych odsłonach serii. Mimo pozytywnych ocen znalazła się jedna osoba niezadowolona z Fog Version, a był nią Shinji Mikami. Bez słowa wyjaśnienia gra poszła do kosza i prace rozpoczęto na nowo.

Kolejny zwiastun ukazał się na targach E3 2003. Tym razem gra czerpała pełnymi garściami z horroru psychologicznego Eternal Darkness: Sanity’s Requiem. Ta wersja osadzona była w nawiedzonej posiadłości pełnej paranormalnych przeciwników. Ochrzczono ją nazwą Resident Evil 4 Hook man version. Spowodowane to było wyglądem jednego z przeciwników. Dźwigał on duży hak, którym atakował głównego bohatera. Tym razem zdradzono więcej szczegółów na temat fabuły. Leon miał zostać zainfekowany przez wirus, który wywoływał u niego halucynacje. W tej wersji po raz pierwszy pojawiła się charakterystyczna kamera, zawieszana za plecami głównej postaci, oraz laserowy celownik. Co ciekawe fani serii nie wiedzieli nawet, że oglądają zupełnie nową grę stworzona od podstaw i myśleli, że oglądają inne etapy tej samej produkcji. Przyjęcie trailera było równie pozytywne, jak poprzednim razem i ponownie Shinji Mikami nie był zadowolony. Tym razem jednak nie poszło tylko o jego widzimisię, a o koszty. Halucynacje miały się pojawić w różnych momentach gry, a to oznaczało tworzenie dwóch wersji scenerii dla każdego obszaru. Innymi słowy, oznaczało to podwojenie prac i przy tym budżetu. Ta wersja też została w końcu skasowana, lecz nie zmarnowano jej całkowicie. Niektóre fragment scenariusza wykorzystano przy produkcji Resident Evil 5, a gotową grafikę przeniesiono do DLC zatytułowanego Lost in Nightmares.

  Psygnosis - historia i upadek marki

Dotychczasowy reżyser został odsunięty od projektu, a jego miejsce zajął sam Shinji Mikami. Scenariusz po raz kolejny został napisany na nowo. Jego nowa wersja odcinała się od ustalonego dotychczas kanonu. Wyrzucono z niego wszystkie nawiązania do Umbrelli. Stworzono też nowy rodzaj przeciwników, rezygnując z obecności zombie. Przez krótki czas eksperymentowano z powrotem do korzeni, czy klasyczną rozgrywką w stylu pierwszych części, jednak szybko z tego pomysłu zrezygnowano.

Leon w resident evil 4

Akcja ma miejsce sześć lat po wydarzeniach z Resident Evil 2. Leon S. Kennedy, po incydencie w Raccoon City rozpoczął pracę dla agencji rządowej. Jego zadaniem jest odnalezienie uprowadzonej córki prezydenta USA, porwanej przez członków tajemniczego kultu. Ślady prowadzą do małej hiszpańskiej wioski. Na miejscu towarzyszący Leonowi policjanci zostają zamordowani, a on nie mogąc liczyć na wsparcie, musi samotnie kontynuować misję.

Jak widać, scenariusz jest wyjątkowo głupi. Policjant-żółtodziób, który nie zdążył przepracować na służbie jednego dnia, został w ciągu sześciu lat członkiem elitarnych tajnych służb. Mało tego, międzyczasie zaliczył także służbę wojskową, wywiadowczą i był na kilku tajnych misjach. I jest najwidoczniej tak dobry, że kiedy zostaje porwana córka prezydenta USA, wysłany zostaje jedynie on. Nie wspominając o wielkim planie przeciwników: porwiemy córkę prezydenta, zainfekujemy ją, a ona po powrocie zarazi cały rząd. Brzmi to jak kiepski żart. Zresztą im głębiej się wgłębiamy w fabułę, tym uderza nas większy poziom głupoty. Planem zapasowym członków kultu była… inwazja na USA. A wszystkim kierował karzeł, z pomocą…Rasputina. Każda z dotychczasowych odsłon skąpana była w b-klasowym klimacie, ale RE4 to prawdziwe mistrzostwo świata kampu.

Niestety jest jeszcze jedna rzecz, która odrzuca graczy od ekranu i to w o wiele większym stopniu, a jest nią sterowanie. Nie ma chyba takiego słowa, które opisuje jak niewygodnie i nieintuicyjne jest sterowanie w RE4. Najprościej je opisać, jako znane z poprzednich odsłon sterowanie „czołgowe” przeniesione w trzeci wymiar. Lewą gałką możemy się obracać, a prawa powoduje jedynie lekkie wychylenie kamery w odpowiednią stronę z jednoczesnym przybliżeniem się do pleców naszego bohatera, co powoduje, że wypełnia on większą część ekranu. Aby się rozejrzeć po okolicy, czy spojrzeć w górę albo w dół, musimy wejść w tryb celowania. W trybie tym możemy rozglądać się swobodnie w każdą stronę, jednak nie możemy się poruszać. W praktyce wygląda to tak: biegniemy, widzimy nadchodzącego przeciwnika, musimy się zatrzymać, włączyć tryb celowania namierzyć go, strzelić, a jeśli nie uda się go zabić, musimy wrócić do normalnego trybu, obrócić się, wycofać i powtórzyć całą procedurę aż do skutku. Jeszcze gorzej jest z obiektami, które znajdują się pod nami lub nad nami. Nie ma szans ich zobaczyć z normalnego trybu więc, co jakiś czas musimy przejść w tryb celowania, rozejrzeć się i jeśli coś zobaczymy, wykonać odpowiednią akcję. Problem w tym, że aby do danej rzeczy podejść, musimy wrócić do normalnego trybu, w którym danej rzeczy nie widzimy, więc musimy przejść na wyczucie kilka kroków i sprawdzić w trybie celowania, czy jesteśmy już w odpowiedniej odległości. Całość jest niewygodna i powoduje, że przez pierwsze rozdziały walczymy nie tyle z przeciwnikami, ile ze sterowaniem.

Na szczęście, kiedy już przyzwyczaimy się do niewygodnego sterowania i wybaczymy grze pretekstową fabułę, czeka nas kilka godzin naprawdę dobrej zabawy. Szczególnie efektownie wypadają pierwsze etapy, w których fanatyczni wieśniacy atakują nas grupami. To już nie są powolne zombie będące zwykłym mięsem armatnim. Wieśniacy zwani Ganado, próbują nas podejść z różnych stron, a kiedy mierzymy do nich, robią gwałtowne uniki. Chociaż jest to gra akcji, likwidowanie wieśniaków nie polega jedynie na bezmyślnym strzelaniu do szturmujących przeciwników. Amunicja jest serwowana w limitowanych ilościach i liczy się każda kula. Trzeba cały czas się przemieszczać, aby zająć strategiczną pozycję, albo poprowadzić wieśniaków w jakieś dogodne dla nas miejsce. Zamiast marnować naboje na grupę 10 przeciwników, można zaczaić się na nich w pobliżu beczki z prochem. Albo, jeśli czujemy się dostatecznie pewnie, możemy spróbować ich zabić przy pomocy precyzyjnych strzałów w głowę. Zamiast 3-7 strzałów w korpus wystarczą 1-2 strzały w czaszkę, więc to duża oszczędność. Jest jednak mały haczyk – po odstrzeleniu głowy ciało pokonuje jeszcze kilka kroków. Problem w tym, że czasami w miejscu głowy z korpusu wychodzą macki, atakujące naszą postać. Wystarczy jeden lub dwa ciosy i Leon ginie, a zastrzelenie macki nie jest proste. Oznacza to, że nawet po odstrzeleniu głowy nie możemy czuć się bezpiecznie i musimy obserwować każde bezgłowe ciało do momentu, aż padnie. W ten sposób gra nie pozwala nam nawet na chwilę osiąść na lurach, gdyż ciągle pojawia się coś, co zmusza nas do wymyślenia nowej strategii. Bardzo dobrze wypadają też starcia z bossami. Pojedynki są kreatywne, a przeciwnicy zróżnicowani.

  Resident Evil 2 remake - szybka recenzja wersji demo

Atmosfera jest rewelacyjna. Po przybyciu do wioski Leon wchodzi do pierwszego domu, gdzie widzi zwykłego wieśniaka palącego w kominku. Gdy Leon próbuje mu pokazać zdjęcie poszukiwanej kobiety, wieśniak zaczyna przeklinać po hiszpańsku, po czym podnosi siekierę i atakuje głównego bohatera. Leon oczywiście się broni. Chwilę później dom jest oblegany przez dziesiątki innych wieśniaków. Dlaczego? Nie mamy pojęcia, ale całość wprowadza atmosferę niepokoju i zaszczucia. Bardzo dobrze wypadają też etapy dziejące się w zamku. Dopiero pod koniec etapy stają się sztampowe, a gra sprawia wrażenie wydłużonej na siłę.

Chociaż Capcom zarzekało się, ze RE4 będzie grą ekskluzywną na konsolę Gamecube, zaraz po premierze firma zaczęła się z tego stwierdzenia wycofywać rakiem. Powodem były oczywiście pieniądze. Gra szybko trafiła na Playstation 2. Ta wersja zawiera dodatkowy scenariusz „Separate Ways”, w którym sterujemy Adą Wong, równolegle do wydarzeń z głównego wątku. Pod względem graficznym wersja PS2 jest minimalnie gorsza od tej z Gamecube. Gra trafiła także na pecety jako konwersja z PS2. Pojawiła się także konwersja na konsolę Nintendo Wii. W 2011 ukazał się remaster gry na PlayStation 3 i Xbox 360. Ten sam port trafił także w 2014 na pecety. W 2016 dokonano kolejnego odświeżenia na potrzeby PlayStation 4 i Xbox One. Ostatnią edycją gry jest wersja na konsole Switch. Wszystkie wersje HD, zawierają bonusowe dodatki.

 

Sprzedaż osiągnęła zadowalający pułap, zbliżając się do najbardziej kasowych odsłon cyklu. Na Gamecube sprzedało się 1.6 Milion a na PS2 2 miliony. Port na Wii dołożył kolejne 1.8 Miliona.

Zarówno Mikami, jak i Kamiya nie mieli już nic wspólnego z kolejnymi odsłonami serii. W 2006 odeszli z Capcom i założyli własne studio Seeds Inc. Rok później ich firma połączyła się z innym developerem i w ten sposób powstało Platinum games. Firma istnieje do dziś, a ich najbardziej znane tytuły to: Bayonetta, Metal Gear Rising: Revengance i Nier: Automata.

Mimo wymienionych błędów Resident Evil 4 jest uważana za jedną z najbardziej wypływowych gier w historii. Do czerpania inspiracji z tej produkcji przyznają się twórcy The Last of Us, serii Batman, Gears of War, Uncharted, GTA, Bioshock, God of War czy Fallout. W późniejszym czasie gra miała jeszcze jeden wpływ na branże. Remaster Resident Evil okazał się tak popularny, że zapoczątkował modę na reedycje znanych klasycznych tytułów.

Historia serii Resident Evil – Resident Evil 5

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*