Resident Evil 7: Biohazard – recenzja

Pierwsze trzy oficjalne części cyklu Resident Evil trzymały się tej samej formuły. Statyczne kamery, „czołgowe” sterowanie, sporo zombie do zabicia a wszystko wymieszane z zagadkami rodem z typowej „przygodówki”. Słabe przyjęcie Resident Evil : Code Veronica spowodowało drastyczną zmianę koncepcji. Resident Evil 4 stawiał na akcję i eksplorację, ignorując element przygodowy. Mimo tak dużej zmiany, gracze polubili niezwykle dynamiczną odsłonę serii. Wkrótce pojawiły się kolejne części coraz bardziej skupiające się na akcji, z których każda była przyjmowana coraz gorzej. Widać było, że twórcy jadą na kreatywnych oparach. Ostatnia oficjalna cześć – Resident Evil 6 ukazała się w 2012. Późniejsze spin-offy dostawały jeszcze gorsze oceny z niesławną Umbrella Corps na czele, będącą jedną z najgorszych gier 2016. U konkurencji też było nie za ciekawie. Konami ze swoja serią Silent Hill także się pogubiło i kolejne odsłony cyklu były coraz słabsze. Miłośnicy prawdziwych horrorów szukali ratunku w produkcjach niezależnych, które miały kilka naprawdę udanych przedstawicieli, taki jak Amnesia czy Outlast . Jednak gracze mieli apetyt na więcej. Nieoczekiwanie w 2014 okazało się, że niewykorzystane poletko gier z gatunku horror chce zagospodarować nie kto inny jak sam Hideo Kojima. Promowane jego nazwiskiem demo gry P.T. okazało się zapowiedzią kolejnej odsłony Silent Hill. Kojima podszedł to tematu straszenia w oryginalny sposób. Nie wiedzieliśmy praktycznie nic o miejscu akcji, bohaterze ani wydarzeniach poprzedzających akcję dema. Wszystko należało odkryć samemu, ze zdjęć, dziwnych wiadomości i wyglądu pomieszczeń. Dodatkowo cały czas towarzyszyło nam uczucie zagrożenia. Zamiast skupiać się na potworach wyskakujących z każdej strony, gracz był nieustannie atakowany szarpiącymi nerwy odgłosami i dziwnymi wydarzeniami. Korytarz się zapętlał, przedmioty zamieniały swoje położenie, a czasami coś nam migało przed oczami tak szybko, że nie wiedzieliśmy, czy właśnie zaobserwowaliśmy coś ponadnaturalnego, czy to po prostu nasza wyobraźnia.

Zwolnienie Kojimy

Niestety wkrótce po wypuszczeniu Metal Gear Solid V , Kojima został z hukiem wyrzucony z Konami , a demo P.T. zostało bezpowrotnie wykasowane. Zapowiadana gra Silent Hills została anulowana, a Kojima zaczął tworzenie własnej surrealistycznej gry Death Stranding . Jednak mimo wszystko, jego dzieło nie zostało zmarnowane. Oniryczna atmosfera generowana przez krótkie demo zainspirowała dziesiątki twórców do stworzenia czegoś podobnego. Jedną z najbardziej znanych gier próbujących odtworzyć tę atmosferę jest polskie Layers of Fear . W tym samym czasie Capcom pracował nad kolejną odsłoną Resident Evil, jednak po ukazaniu się P.T. nastąpiła zmiana koncepcji i porzucenie akcji na rzecz budowania napięcia. Chociaż reprezentanci Capcom stanowczo zaprzeczyli naśladowaniu produktu konkurencji, to jednak pewne element rzucają się w oczy aż nadto.

Resident Evil 7 recenzja

Fabuła Resident Evil 7

Główny bohater Ethan Winters przyjeżdża na opuszczoną plantację w Dulvey , w stanie Luizjana. Powodem jego przybycia jest nieoczekiwana wiadomość od żony, Mii , która od trzech lat była uważana za zmarłą. Po dotarciu na miejsce Ethan odkrywa, że lokacja wcale nie jest opuszczone, a jego żona bardzo się zmieniła od czasu ich ostatniego spotkania. Więcej nie warto pisać, gdyż duża część gry to odkrywanie kolejnych fragmentów historii

Powrót do formy

Resident Evil 7 jest jedną z najlepszych gier w serii i może śmiało konkurować z klasycznymi odsłonami. Nawet mimo zmiany gatunku filmowego, na którym jest wzorowana. Jeśli klasyczne gry z cyklu były zakorzenione w filmach George’a A . Romero , to cześć siódma czerpie inspiracje z horrorów ” hillbilly ” z Teksańską masakrą piłą mechaniczną na czele. Tym razem zamiast zombie zobaczymy rodzinę zdegenerowanych południowców a zamiast bogatej rezydencji zrujnowaną drewnianą chatę pełną kanibalistycznych okropności i zmutowanych potworów.

Grafika

Jedną z największych zmian w Resident Evil 7 jest wprowadzenie widoku z perspektywy pierwszej osoby. Wbrew pozorom nie czyni to jednak z gry klasycznego FPS-a. Początkowo rozgrywka przypomina raczej walking simulator. Dopiero w późniejszych etapach sytuacja się zmienia i dostajemy do dyspozycji więcej broni oraz amunicji. Oprawa graficzna może nie zachwyca pod względem technicznym, ale silnik gry doskonale współgra z wizją twórców. Pokryte pleśnią ściany, walające się tu i ówdzie części ciała czy przeciwnicy oblepieni smołowatą mazią wyglądają wyjątkowo realistycznie. Po początkowym szoku, jaki wywołuje nowa odsłona, zaczynamy dostrzegać, że pod warstwą wieśniackiego horroru wciąż kryje się ten sam Resident Evil.

Dom Bakerów

Niemal cała akcja Resident Evil 7 rozgrywa się we wnętrzu ponurego domu. Na początku do dyspozycji mamy zaledwie kilka pomieszczeń i dopiero odnajdując kolejne przedmioty, uzyskujemy dostęp do następnych pokoi. W nowych miejscach zdobywamy z kolei przedmioty, które pozwalają nam odblokować zamknięte wcześniej drzwi w początkowych lokacjach. Historia jest bardzo linearna. W trakcie gry dokonujemy zaledwie jednego wyboru, który tylko w niewielkim stopniu wpływa na fabułę. Backtracking jest tu bardzo wyraźny, ale właśnie na tym polega urok tej serii. Co ciekawe, czasami odwiedzamy te same pomieszczenia również w retrospekcjach. Od czasu do czasu zdobywamy kasety wideo (czytelnicy urodzeni po 2000 roku pewnie teraz drapią się po głowach), które uchylają rąbka tajemnicy. To bardzo efektowny zabieg, ponieważ grając w retrospekcjach, poznajemy rozmieszczenie niektórych przedmiotów, a ta wiedza później oszczędza nam sporo błądzenia.

Survival horror

Podobnie jak w innych grach z cyklu, Resident Evil 7 kładzie duży nacisk na oszczędzanie amunicji i innych zasobów. Po uzyskaniu dostępu do nowego pomieszczenia możemy na chwilę poczuć się jak bogacze, jednak potwory kryjące się w kolejnych szybko udowadniają nam, że amunicji nigdy nie ma zbyt wiele. Im dłużej gramy, tym bardziej Resident Evil 7 upodabnia się do klasycznych odsłon serii. Mamy tu save roomy, do których potwory nigdy nie wchodzą. Zdobywamy amunicję i zioła, które możemy łączyć z innymi przedmiotami. Możemy też tworzyć nową amunicję albo ją ulepszać. Zdobywamy klasyczne bronie, takie jak strzelba czy granatnik, a także przedmioty w rodzaju zaworu czy klucza z symbolem. Grę można podzielić na trzy główne sekcje, z których każda konfrontuje nas z innym przeciwnikiem. Pierwszy nieustannie prowokuje nas do walki, podążając za nami niczym Nemesis z trzeciej części. Drugi zmusza do ciągłego skradania się. Trzeci natomiast stawia przed nami makabryczne zagadki rodem z filmu Piła.

Resident Evil 7 gra

Nawiązania do poprzednich odsłon

Fabularnie Resident Evil 7 początkowo wydaje się całkowicie oderwane od poprzednich odsłon, jednak z czasem zaczyna podrzucać drobne, subtelne nawiązania. W końcówce pojawia się już bezpośrednie połączenie wydarzeń z innymi częściami serii. To, czy takie rozwiązanie się spodoba, pozostaje kwestią gustu. Moim zdaniem Capcom powinien był pozostawić Resident Evil 7 jako odrębną historię, zamiast na siłę wciskać ją w swoje uniwersum.

Pojedynki z bossami

Walki z bossami w Resident Evil 7 nie wywracają serii do góry nogami. Większość z nich opiera się na sprawdzonym schemacie — trochę biegania po zamkniętej arenie, trochę panicznego szukania miejsca do złapania oddechu i pakowanie amunicji w odpowiedni punkt na ciele przeciwnika. To formuła dobrze znana, momentami wręcz podręcznikowa. Na szczęście nie wszystkie pojedynki jadą wyłącznie na starym patencie. Jedna z walk wyraźnie wybija się ponad resztę. Przeciwnik znika, ukrywa się i  atakuje z najmniej spodziewanej strony, przez co napięcie nie bierze się z samej trudności starcia, ale z nieustannej niepewności. To właśnie wtedy Resident Evil 7 jest najciekawsze — gdy nie straszy samym potworem, tylko tym, że przez kilka sekund kompletnie nie wiemy, gdzie on właściwie jest.

Muzyka

Zamiast nieustannego podbijania emocji soundtrackiem dostajemy przede wszystkim ciszę, szmery i całą masę niepokojących dźwięków otoczenia. Drewniany dom skrzypi, gdzieś za ścianą coś stuka, z korytarza dobiega odgłos kroków, a człowiek co chwilę ma wrażenie, że zaraz ktoś wyskoczy mu prosto w twarz. Jasne, są to chwyty doskonale znane z horrorów, ale Capcom korzysta z nich na tyle umiejętnie, że trudno mieć o to pretensje. Dzięki temu napięcie nie jest tu budowane nachalnie, tylko powoli sączy się z każdego pomieszczenia. I właśnie dlatego dźwięk robi w Resident Evil 7 większą robotę niż niejedna bombastyczna ścieżka muzyczna.

Błędy

Mimo że wersje na PC i PlayStation 4 wyglądają podobnie, występują między nimi pewne różnice graficzne. Na PlayStation niektóre tekstury mają bardzo niską rozdzielczość, podczas gdy na PC wszystko jest ostre jak brzytwa. Dodatkowo na PlayStation 4 pojawia się błąd związany z wolnym wczytywaniem tekstur. W praktyce wygląda to tak, że wchodzimy do pomieszczenia, patrzymy na przedmioty, a ich tekstury są rozmyte i dopiero po kilku sekundach zastępowane właściwymi. Trzeba jednak przyznać, że na konsoli ani razu nie zdarzyły się spadki liczby klatek na sekundę, podczas gdy w wersji PC doświadczyłem ich kilka razy. Najgorzej wypada wersja na Xbox One. Innym irytującym mankamentem są zauważalnie długie czasy ładowania. Gdy zaczyna się wczytywanie kolejnego etapu, można spokojnie pójść zaparzyć herbatę.

EDIT: Bezpłatna aktualizacja nowej generacji do Resident Evil 7: Biohazard (wydana w czerwcu 2022 r.) ulepsza grę na PS5 i Xbox Series X/S, dodając rozdzielczość 4K, wysoką liczbę klatek na sekundę, ray tracing i dźwięk 3D. W praktyce patch eliminuje większość wyżej wymienionych problemów – oczywiście w przypadku posiadania konsoli nowej generacji. 

Resident Evil 4 z 2005 roku było zaskakującym odświeżeniem formuły, które niestety sprowadziło serię na złą drogę. Czy historia się powtórzy? Tego jeszcze nie wiemy. Na razie pozostaje cieszyć się z tego, że Resident Evil 7 jest najlepszą odsłoną serii od czasów klasycznych części i jednym z najciekawszych horrorów 2017 roku. Mimo drobnych wad to pozycja godna polecenia zarówno nowym graczom, jak i weteranom serii.

Resident Evil 7 recenzja
Resident Evil 7: Biohazard
Udane odświeżenie serii i powrót do formuły survival horroru
Zalety
Grafika
Atmosfera
Nacisk na eksplorację i przetrwanie
Świeży kierunek fabularny
Wady
Niedopracowana optymalizacja
8

Layers of Fear 2023 – recenzja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *