Resident Evil 2 remake – szybka recenzja wersji demo

resident evil 2

Demo długo wyczekiwanego remaku Resident Evil w końcu się pojawiło. Twórcy zastrzegają, że końcowy produkt może się różnic od dema, jednak ciężko oczekiwać drastycznych zmian na dwa tygodnie przed premierą. Demo zaczyna się od momentu dotarcia Leona do posterunku, a kończy po odnalezieniu pierwszego klucza z symbolem. Wprowadzono też półgodzinny limit czasowy, oraz wprowadzono możliwość jedynie jednego podejścia. Przegraliśmy – nasza strata. Jednak wbrew pozorom jest to czas wystarczający, aby zapoznać się z mechaniką gry i stwierdzić czy Resident Evil 2 jest wart kupna.

Grafika jest piękna. Gra została zrobiona na REengine użytym także w Resident Evil 7. Podobnie jak tam, wszystko jest bardzo szczegółowe. Całość wygląda niczym remake Resident Evil 1, gdyby gra ta została przeniesiona w trzeci wymiar. Wnętrza są bardzo zbliżone do tych z RE2, jednak nie zostały przeniesione w stosunku 1:1. Podobnie jest z rozkładem pomieszczeń. Użytkownik znający dwójkę powinien wiedzieć jak dość do pomieszczenia zapisu, mimo kilku dodatkowych drzwi po drodze. Warto też zwrócić uwagę, że większość posterunku pogrążona jest w ciemnościach i trzeba posługiwać się latarką. Niestety momentami jest to przeszkodą, szczególnie w ciasnych korytarzach. Postać Leona porusza się w sposób bardzo zbliżone do tego znanego z części czwartej, czyli znajduje się mniej więcej na środku ekranu. Jednak kiedy wchodzimy w ciasny korytarz, kamera potrafi przylepić się do jego pleców, zasłaniając nam mniej więcej połowę ekrany, co w połączeniu z małym strumieniem światła powoduje, że niewiele widać. W niektórych pomieszczeniach można włączyć światło, jednak nie wiedźmo czy będzie to dodatkowy element gamelany (np. znalezienie bezpieczników, aby rozświetlić obszar gry).

Podobnie odświeżone zostały zagadki. W holu znajduje się wilka statua, jednak zamiast jednego otworu na emblemat są aż trzy. Oznacza to, że w połączeniu ze wzbogaconym rozkładem pomieszczeń, odnajdywanie kolejnych przedmiotów nie będzie się odbywało z zamkniętymi oczami, nawet w przypadku weteranów serii. Widać też pewne wpływy z RE7 jak na przykład zaklejona taśmą klejącą skrzynka. Innym przykładem jest zbrojownia, w której każda z szafek otwierana jest kodem. Niestety na klawiaturze brakuje dwóch klawiszy, co oznacza, że mamy dostęp tylko do mniej ważnych przedmiotów. Można zakładać, że te brakujące klawisze będą tym, czym były monety w RE7, czyli walutą, za którą zdobędziemy lepsze uzbrojenie.

  Unsane 2018 - recenzja

Muzyka to niestety lekkie rozczarowanie, gdyż jest prawie nieobecna. W oryginalnej grze ścieżka dźwiękowa była budulcem nastroju tajemniczości i grozy. Tutaj tymczasem muzyki albo nie ma, albo słychać jakiś dramatyczny ambient. Nawet kultowa melodia z save roomu zniknęła zastąpiona jakąś jej dziwną wytłumioną mutacją. Jakby tego było mało, jakiekolwiek kliknięcia na przedmiot (skrzynia, notatki, naboje) powoduje jej prawie całkowite ściszenie. Po co? Żebyśmy lepiej słyszeli szelest kartek podczas przeglądania jakiegoś dokumentu? Na chwilę obecną ten element leży, ale możliwe, że muzyka celowo została wycięta z dema. Oby.

W demie dostajemy do dyspozycji trzy bronie: nóż, pistolet i shotgun. Najwięcej zabawy sprawia oczywiście ten ostatni. Wystrzał zostawia mnóstwo realistycznie wyglądających ran szarpanych. Niestety prowadzi nas to do kolejnego minusa, którym jest krew. Prawdziwa krew jest rzadka i wodnista, natomiast w grze mamy gęstą maziową breję, przeniesioną żywcem z RE7. Taki już widocznie urok tego engine, jednak o ile w RE7 czarna gęsta maź świetnie pasowała do pleśniowych potworów, tego tutaj krew wygląda nieco nienaturalnie. Na szczęście reszta obrzydliwości jest odpowiednio dopracowana. W jednej scenie Leon odwraca głowę poszarpanego nieboszczyka. Widzimy wszystko: zerwaną skórę, kość czy zęby. Warto też zwrócić uwagę na kolor krwi. Wszystkie zombie wydają się świeże”. Nawet lekko nieświeży zombie z szarą skórą po postrzale krwawi czerwoną posoką.

Ciężko powiedzieć coś o przeciwnikach, gdyż spotykamy ich tylko kilku. Zombie zawsze rzucają się nam do gardła. Oprócz tradycyjnego wyszarpania się z uścisku pojawia się tu mechanika użycia noża lub pistoletu, czyli patent znany z remake RE1. Czy będzie to wpływało to na zużycie broni?

W demie spotkamy kilka rodzajów zombie. Licker przez chwilę nam miga w oknie, ale nie udało się go odnaleźć. Nie zabrakło też czarnego humoru – jeden z grubych policjantów zombie zawzięcie atakuje automat ze słodyczami. Co ciekawe mimo podejścia do samych pleców nie pojawiła się opcja zgładzenia go poprzez wbicie noża w czaszkę, co po obejrzeniu kilku epizodów The Walking Dead podpowiada nam instynkt. Wracając jeszcze na chwilę do Lickerów, jedna z odnalezionych notatek sugeruje, że są one ślepe i należy się koło nich skradać. Pachnie to trochę Clickerami z The Last of us.

  Czy nad adaptacją Metal Gear Solid właśnie zawisły czarne chmury?

Ilość przedmiotów została wzbogacona względem oryginału. Można kombinować ze sobą proch, celem produkcji nabojów (mechanika po raz pierwszy użyta w RE3). Ważny element rozgrywki pełnią też deski, którymi możemy zabijać okna, przez które próbują dostać się zombie. Wygląda to podobnie jak z podpalaniem zwłok w remarkę RE1. Zabiera to czas i zmusza do ostrożnego dobierania ekwipunku, ale w dłuższej mierze może się opłacić, gdyż wygląda na to, że przez niezabezpieczone okno, prędzej czy później wejdzie nieproszony gość.

W demie gramy tylko Leonem, jednak przez chwilę widzimy Claire na kamerze przemysłowej. Wchodzimy też w interakcje z naszym nowym (rannym niczym w oryginale dowódcą). Widać tutaj niesamowitą poprawę w jakości aktorstwa głosowego. Na koniec dema możemy obejrzeć specjalny trailer, w którym pokazane są urywki z różnych etapów gry. Można w nich rozpoznać bohaterów oryginalnej gry i wiele znanych lokacji. Jedyne co lekko razi to głos aktorki podkładającej głos Claire. Brzmi on jak jakaś nastolatka, a nie dojrzała kobieta.

Na chwilę obecną RE2 wygląda rewelacyjnie i jeśli twórcy poprawią drobne niedociągnięcia, być może będziemy mieli do czynienia z kandydatem do gry roku. Jednak aby się o tym przekonać, musimy poczekać do 25 stycznia.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*