Opowieść Podręcznej – recenzja pierwszego sezonu

 Historia pokazana w serialu dzieje się w niedalekiej alternatywnej przyszłości, w której władzę nad Ameryką przejmuje teokracja, stosująca nauki biblijne jako obowiązujące prawo. Z powodu panującej na świecie bezpłodności kobiety uznane za wrogów systemu zostają reedukowane i zmuszone do bycia surogatkami dla uprzywilejowanych rodzin. Serial, stworzony został przez Bruce’a Millera i oparty jest na powieści z 1985 roku autorstwa Margaret Atwood.
Dosyć skromna budżetowo produkcja rozbiła bank, zgarniając najważniejsze nagrody sprzed nosa takim gigantom jak „Westworld” czy „House of Cards”. Oczywiście nagrody Emmy w tym roku były bardzo upolitycznione i wydawać by się mogło, że wszystkie anty-Trumpowe produkcje dostają nagrody z marszu, (parodia Trumpa w wykonaniu Baldwina to jakiś żart sam w sobie) jednak Podręczna według mnie zasługuje na nagrody niezależnie od kontekstu politycznego.


Na początku, wyjaśnijmy jednak te polityczne powiązania, o którym wszyscy tak krzyczą. Z jakiegoś powodu zarówno lewica, jak i prawica próbują sobie przywłaszczyć ten serial jako próbę zacementowania swoich poglądów politycznych. Lewica dostrzega w Opowieści ostrzeżenie przed rządami Trumpa. Prawica natomiast widzi w serial ostrzeżenie przed dominacją Islamu. I cóż, oczywiście obie te opinie w jakimś stopniu pasują, można się doszukiwać podobieństw i różnic dla każdej z nich, jednak według mnie pokazuje to jedynie ciasnotę umysłową i zaślepienie ludzi, którzy tak robią. Opowieść Podręcznej nie jest przestrogą przed konkretnym totalitaryzmem, ale przed totalitaryzmem w ogóle. Paradoksalnie wbrew swoim politycznymi podtekstom w serialu nie uświadczymy prawie żadnej polityki. Z serialu nie dowiemy się, jaka jest pozycja Gilead (czyli USA po rewolucji) na mapie międzynarodowej. Nie słyszymy długich rozważań o ustrojach politycznych. Jest to opowieść o kobietach i to kobiety pełnią w niej najważniejszą rolę.

Opowieść podręcznej
Brzydota i piękno na jednym ujęciu

Główną rolę tytułowej podręcznej zagrała znana z Mad Men Elisabeth Moss. W nowym społeczeństwie kobiety są zniewolone i podzielone na grupy: żony, gospodynie domowe i surogatki zwane podręcznymi. Bohaterka mieszka u (jest własnością) małżeństwa Waterfordów (Joseph Fiennes i piękna Yvonne Strahovski) jej rolą są drobne prace domowe oraz comiesięczny „rytuał”. Polega on na tym, ze wszyscy domownicy zbierają się w jednym pomieszczeniu, odprawiają modlitwę, następnie pani domu siada na łóżku, podręczna kładzie się głowa na jej udach, rozkłada nogi, czekając jak pan domu, dokona właściwej części rytuału. Po czym następuje nerwowe oczekiwanie na efekty. Innymi słowy, podręczne to nowoczesne seks niewolnice. Oczywiście podręcznej nie wolno się w żaden sposób sprzeciwić „naukom biblijnym” a próba uniknięcia swojego obowiązku kończy się karą – od porażenia paralizatorem aż do wyłupienia oka. Oczywiście istnieje też kara śmierci, ale ze względu na deficyt kobiet posiadających zdolność reprodukcji, jest ona stosowana tylko jako ostateczność. Warto też
podkreślić, że mimo okrucieństwa reguł rządzących Gilead, reżym nie stosuje barbarzyństwa i kary amputacji, dokonywane są pod narkozą w warunkach szpitalnych.

  Ray Donovan - recenzja serialu
Elisabeth Moss opowieść podręcznej
W roli głównej wystapiła Elisabeth Moss znana z serialu Mad Man

Świat podręcznej pełen jest małych i dużych reguł, które należy bezwzględnie przestrzegać. Podziały w społeczeństwie akcentowane są odpowiednim kolorem stroju. Podręczne dla przykładu muszą nosić czerwony strój upodabniający je do zakonnicy z białym…abażurem na głowie. Nie wolno im tez patrzeć swoim właścicielom w oczy bez pozwolenia. Z innymi ludźmi
wolno rozmawiać tylko na neutralne tematy, takie jak pogoda. Telewizja i internet nie istnieją, a gdyby nie nowoczesne budownictwo, można by odnieść wrażenie, że czas cofnął się o jakieś 150 lat. Kobietom nie
wolno czytać lub pisać i jest to posunięte do tego stopnia, że w sklepach nie ma szyldów, ani cennika. Ponieważ serial od razu rzuca nas w środek akcji, przeszłe wydarzenia, odkrywamy dzięki retrospekcjom. I tutaj jeden z niewielu zarzutów, jaki mam do twórców. W retrospekcjach widzimy dzisiejsze czasy. Mamy pokazane kilka scen, które pokazują jak totalitaryzm, stawia swoje pierwsze kroki. Widzimy bohaterkę, która idzie na kawę z przyjaciółką, a sprzedawca nieoczekiwanie nazywa je ladacznicami. Mamy scenkę, w której kobiety dowiadują się, że ich konta bankowe zostały zamrożone i nie wolno im posiadać gotówki. I ja kupuje
to. Zły system może nastać w każdym momencie. Jednak narodowy socjalizm czy komunizm, nie były potężnymi siłami politycznymi w XIX wieku. Walczyły o swoje miejsce w historii przez wiele lat. Do czasów kryształowej nocy, każdy obywatel Niemiec wiedział, czym jest partia
Hitlera i jakie sobie stawia cele. Nienawiść do żydów narastała przez wiele lat. Tymczasem kiedy pewnego dnia bohaterka przychodzi do pracy, a szef jej oznajmia ze wszystkie kobiety maja 10 minut na spakowanie, bo już nie wolno im pracować, wygląda on na bardzo zaskoczoną. Wychodząc z pracy ze swoimi rzeczami, wydaje się jeszcze bardziej zaskoczona, kiedy jeden z żołnierzy obstawiających miejsce pozdrawia ją religijną formułką. Bohaterka mówi że wcześniej spała, a teraz dopiero się obudziła. I tego ja nie kupuje. Przecież żołnierze ci nie powstali w tajnym laboratorium, ktoś ich szkolił. Fanatyzm religijny musiał narastać powoli, a nie z dnia na dzień. Bohaterka musiała coś zauważać wcześniej. Poza tym, czy cały naród też spał, kiedy przeprowadzono zamachy na najważniejsze osoby w państwie? Ten watek twórcy potraktowali nieco po macoszemu (zresztą książka też). Rozumiem intencje twórców, po prostu uważam, że troszkę zbyt to uprościli. Problemem są też retrospekcje, które są serwowane dosyć chaotycznie. Niestety przez te nie do końca przemyślane rozłożenie informacji widzowie, którzy nie znają książki, mogą czuć się lekko zagubieni w fabule serialu, szczególnie w początkowych odcinkach.

  Co się wydarzyło w finale trzeciego sezonu Twin Peaks?
rytuał opowieść podręcznej
Podręczne trenują do rytuału

Serial mistrzowsko żongluje naszymi emocjami. Można śmiało powiedzieć, że jest to jeden z bardziej wstrząsających seriali ostatnich lat. Paradoksalnie samej przemocy na ekranie jest niewiele. Mamy co prawda pokazane kilka egzekucji, a na mieście wisielca możemy uświadczyć częściej niż w Wiedźminie, jednak serial to prawdziwy gore-fest przemocy psychicznej. Nie ma wytchnienia, wszyscy są podli a niesprawiedliwość towarzyszy nam na każdym kroku. Nawet pozorne potraktowanie głównej bohaterki przez chwile jak człowieka kończy się szybkim pokazaniem jej gdzie jej miejsce. Jedyne chwile odprężenia przynoszą nam soczyste fucki, którym bohaterka często sypie z narracji. W kontekście danej sytuacji to taki czarny humor, który pomaga rozładować napięcie.

Bardzo podoba mi się też pokazanie różnych odcieni szarości w społeczeństwie. Serial w prawie każdej osobie w pewnych momentach stara się pokazać ludzką stronę. Nie mamy tylko tych dobrych i tych złych. Widzimy ludzi, którzy znaleźli się w takiej, a nie innej sytuacji i próbują walczyć o swoje przerwanie. Większość postaci z serialu męczy się w jakiś sposób w tym systemie. Nawet przesiąknięte hipokryzją elity.

Obsada jest rewelacyjna. Ciężko znaleźć jej słaby punkt. Każdy z aktorów wstrzelił się w role, niezależnie czy mówimy o pierwszym, czy drugi m planie. Elizabeth Moss ma na swoim koncie kilka ciekawych ról, a najbardziej znana w jest z „Mad Man”, ale to ten serial może być dla niej prawdziwym przełomem. Jest ona fantastyczna, w roli pokornej seks niewolnicy, która trzyma głowę pochyloną, jednocześnie zaciskając pięści.

Serial cechuje też niezaprzeczalne piękno. Ujęcia przypominają obrazy, cechuje je też przepiękna symetria. Widok czerwonych zakonnic idących na tle szarych betonowych gmachów robi niesamowite wrażenie. Podobnie jak scena egzekucji, w której zakonnice ustawiają się niczym żołnierze na chińskich defiladach. Wes Anderson byłby zadowolony.

Serial jest jednym z najlepszych debiutów telewizyjnych ostatnich lat. Warto, dać mu szanse, nawet jeśli pierwsze odcinki wydadzą się nam nieco zagmatwane. „Opowieść Podręcznej” w zatłoczonym kalendarzu premier nowych seriali jest czymś wyjątkowym. Jest to bez wątpienia jedna z najmocniejszych premier 2017. Gorąco polecam.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*