Kobiety Mafii – recenzja

Na samym początku filmu pojawia się scena, w której szef głównej bohaterki mówi jej, że ma wobec niej ambiwalentne uczucia — i dokładnie takie same odczucia mam wobec tego filmu. Po zdeptanym przez krytyków „Botoksie” zwiastun naprędce nakręconych „Kobiet mafii” nie napawał optymizmem. Padało w nim kilka „kurew”, ktoś strzelał, ktoś rzucał sucharami, a wszystko to w wykonaniu twarzy dobrze już znanych z filmów Vegi. Na szczęście okazało się, że wcale nie jest tak źle.

Historia powstania filmu była szeroko opisywana przez prasę branżową, ale jeśli komuś umknęła — przypominam. Po nakręceniu dwóch kontynuacji „Pitbulla” Vega pokłócił się ze wspólnikiem i producentem o występ Dody w nowej odsłonie serii. Doprowadziło to do jego odejścia ze stanowiska reżysera i pośpiesznego zastąpienia go Pasikowskim. Tymczasem Vega nie próżnował — szybko złożył nowy scenariusz, który miał pokazać „prawdziwe” (który to już raz) oblicze polskiej przestępczości. Ów realizm miał zapewnić współscenarzysta — gangster chcący opowiedzieć historię swojego życia. Co prawda w wywiadach nie padają konkretne nazwiska, ale krążą plotki, że chodzi o niejakiego Oskara Z.

Anonimowi pracownicy służb twierdzili, że to właśnie ten gangster był poruszony przerysowanym obrazem mokotowskiego półświatka w „Nowych porządkach”. Podobno próbował skontaktować się z Vegą, a nawet rozważał wytoczenie mu procesu. Inną przesłanką jest teledysk rapera NDZ, w którym pojawia się historia młodego gangstera o imieniu Oskar — wychowanego na Mokotowie i obecnie przebywającego w więzieniu. W utworze padają też słowa, że „Nowe porządki” to „komedia, plotki i farsa”. Warto dodać, że wspomniany Oskar Z. to członek tzw. gangu obcinaczy palców, zamieszany w różne przestępstwa oraz podejrzewany (choć nieoskarżony) o udział w zabójstwie dziecka. Tak czy inaczej, Vega miał otrzymać od tego tajemniczego gangstera scenariusz rzekomo oparty na jego życiu.

chabior bołądź kobiety Mafii
Postać szefa Beli, nawiązuje do Kojaka

Fabuła

Policjantka Bela (Olga Bołądź) wpada na dość absurdalny pomysł zatrzymania wielu gangsterów jednocześnie. Gdy jej plan — o dziwo — się udaje, w nagrodę zostaje zwolniona. Jej akcja okazuje się jednak na tyle głośna, że trafia do uszu szefa ABW (Janusz Chabior), który ją rekrutuje. Po przeszkoleniu z zakresu technik szpiegowskich i tortur otrzymuje pierwsze zadanie: infiltrację i rozbicie gangu Padrino (Bogusław Linda). Do organizacji dostaje się przez łóżko jednego z jej członków — Cienia (Sebastian Fabijański). Odkrywając w jego domu ukryte karabiny używane do zabójstw, wydaje na siebie wyrok śmierci, ale ratuje się, „wystawiając” jubilera i organizując na niego napad. Wkrótce męscy członkowie gangu zostają aresztowani, a ich dzieło kontynuują ich żony i kochanki czyli tytułowe „Kobiety mafii”.

„Kobiety mafii” to swoisty kogel-mogel pomysłów: obok ciekawych scen pojawiają się kiczowate i tandetne, a wszystko doprawione jest wulgarnym humorem. Aktorzy w większości spisują się bardzo dobrze — po Lindzie (Psy) czy Bołądź (Służby specjalne) trudno było spodziewać się czegoś innego. Zaskoczeniem jest Katarzyna Warnke, która szarżuje z dużą energią, przejmując rolę filmowego „idioty”, dotąd kojarzoną z Oświęcimskim — i robi to całkiem skutecznie. Świetnie wypada choćby scena jej awantury z Cieniem. Niestety, dobre momenty mieszają się tu z przeciętnymi, a całość sprawia wrażenie zszytej nieco niezdarnie, niczym potwór Frankensteina. Rytm filmu wygląda mniej więcej tak: scena brutalna (gangsterska) – scena seksu (lub romantyczna) – scena humorystyczna. I tak w kółko. Mimo to ogląda się to zaskakująco znośnie. W gruncie rzeczy osoby, którym podobały się „Nowe porządki” i „Niebezpieczne kobiety”, powinny odnaleźć się i tutaj. No ale najważniejsze — czy w filmie jest realizm i „prawdziwa mafia”?

Linda po raz kolejny udowadnia że jest jednym z lepszych polskich aktorów

Realizm?

Z realizmem „Kobiety mafii” mają niewiele wspólnego. Owszem, niektóre sceny nawiązują do głośnych wydarzeń z życia polskiej przestępczości, ale równie dobrze można by doszukiwać się takich inspiracji w paradokumentach. Większość sytuacji została wymyślona na potrzeby filmu, a te nieliczne oparte na faktach zmieniono do tego stopnia, że tracą sens. Żeby nie spoilerować, posłużę się przykładem z „Nowych porządków”: scena, w której bohater Lindy wchodzi na siłownię i zabija dwóch mężczyzn, by przejąć władzę. Owszem, podobne wydarzenie miało miejsce (tzw. egzekucja w siłowni „Paker”), ale przebieg wyglądał zupełnie inaczej. Sprawcy wiedzieli, kogo mają zabić — nie musieli pytać „kto tu rządzi?”. Nie zwierzali się też policjantowi ze swoich planów. Co więcej, ofiary były tymi, które próbowały przejąć władzę — a nie odwrotnie. W praktyce więc bohater Lindy w takiej sytuacji raczej sam zostałby zastrzelony.

To może brzmieć jak czepianie się szczegółów, ale skoro twórca sam podkreśla realizm, warto ten blef sprawdzić. W efekcie dostajemy proporcje mniej więcej 20% realizmu i 80% komiksowej akcji. Nawet prozaiczne zatrzymanie samochodu przez dosypanie czegoś do baku kończy się efektownym wypadkiem — bo musi się dziać. Widać też, że Vega czuje się już bardzo pewnie jako twórca, skoro pozwala sobie na auto-nawiązania (jak dialogi o cukrze czy relacje Bołądź–Chabior).

Katarzyna Warnke Kobiety Mafii
Katarzyna Warnke kradnie każdą scenę

Film kończy się czymś na kształt cliffhangera i planszą „Kobiety mafii powrócą”. Biorąc pod uwagę liczbę ulubionych aktorów Vegi, którzy giną pod koniec, może to być trudne do zrealizowania. Bardziej prawdopodobny wydaje się serial — zwłaszcza że jednym z producentów jest Showmax, który już wcześniej adaptował film Vegi do takiej formy. Zresztą sama fabuła aż się o to prosi — wiele wątków zostało potraktowanych dość pobieżnie.

Kasyno – prawdziwe sprawy i ciekawostki z filmu Martina Scorsese

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *