A Twisted Tale to niezależna przygodówka typu point-and-click, która od pierwszych minut przenosi gracza do świata pełnego absurdu, humoru i surrealistycznych zagadek. Młoda dziewczyna o imieniu Vio znajduje kostkę Rubika i bawiąc się nią, przypadkowo otwiera portal do innego wymiaru. Po przejściu na drugą stronę brama się zamyka, a bohaterka zostaje uwięziona w dziwnym mieście.
Jak to w przygodówkach bywa, powrót do domu nie będzie prosty. Okazuje się, że magiczna kostka dostała się w niepowołane ręce, a jej odzyskanie będzie wymagało wysiłku i intelektu. Potrzebne będą różne przedmioty, które można uzyskać od lokalnych mieszkańców poprzez wchodzenie z nimi w układy, wykonując dla nich przysługi lub zdobywając potrzebne rzeczy. Przejście całej gry trwa około półtorej godziny. Należy jednak ostrzec — kupując grę, otrzymujemy tylko jej pierwszy rozdział. Pozostałe sześć rozdziałów ma się ukazać dopiero za jakiś czas.
Wielką zaletą A Twisted Tale jest ręcznie rysowana grafika, która wyraźnie nawiązuje stylem do klasycznych przygodówek LucasArts z lat 90., takich jak Monkey Island czy Day of the Tentacle. Plansze są bogate w detale, pełne drobnych elementów tła, które budują atmosferę świata i zachęcają do uważnej eksploracji. Okazjonalnie pojawiają się również animowane przerywniki. Całość robi naprawdę duże wrażenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że gra została w dużej mierze wymyślona, napisana i narysowana przez jedną osobę. W tym kontekście poziom spójności artystycznej i dbałość o detale są imponujące, bo widać wyraźnie konsekwentną wizję twórcy.
Gra stawia na humor. Mieszkańcy przedziwnego miejsca to prawdziwa galeria ludzi pozytywnie zakręconych. Na swojej drodze spotkamy dumnego właściciela sklepu, w którym nikt nie chce nic kupować, tatuażystę z lękiem do igieł, wściekłego śpiewaka operowego, zakłócającego życie innym czy restauratora serwującego jedynie indyki. Odbywane z nimi konwersacje cechuje nienachalny humor. Produkcje możemy porównać do połączenia Broken Age z The Curse of Monkey Island. Może nie będziecie się tarzać po podłodze, ale okazjonalnie uśmiech powinien zagościć na waszych ustach.

Na tle innych elementów, fabuła A Twisted Tale jest traktowana po macoszemu. Nie dowiadujemy się zbyt wiele o głównej bohaterce ani o okolicznościach jej przejścia do innego wymiaru. Gra w tym aspekcie przypomina nieco escape room: trafiamy do dziwnego miejsca, szukamy sposobu na wydostanie się stamtąd, a następnie uciekamy. Koniec. Nie zostaje nakreślony żaden przeciwnik, a bohaterce brakuje głębszej motywacji poza samą chęcią powrotu do domu.
Zagadki, podobnie jak całe otoczenie, są bardzo surrealistyczne. Sposób, w jaki łączymy przedmioty, z pewnością nie ma nic wspólnego z logiką. Trzeba jednak przyznać, że każda zagadka, choć najbardziej absurdalna, została w jakiś sposób zasugerowana. Więc choć rozwiązanie często jest bardzo pokrętne, jeśli zwracamy uwagę na wskazówki i dialogi, w końcu na nie wpadniemy.

A Twisted Tale pozostawia mieszane uczucia. Jest to produkcja wykonana z sercem i pasją. Większość elementów jest dopracowana i atrakcyjna. Niestety, gra jest niezwykle krótka i bardziej przypomina prolog lub demo niż pełnoprawną grę. Czy warto zapłacić obecną cenę za półtorej godziny nostalgii? Zdecydujcie sami.

