Kto z nas nie żywił kiedyś niezdrowych uczuć wobec swojego szefa? Czy to z powodu braku obiecywanej podwyżki, pominięcia przy awansie, kąśliwych uwag, ignorowania ciężkiej pracy czy innych doznanych krzywd. Zwykle jednak powstrzymuje nas prosta zależność – to my bardziej potrzebujemy pracy i związanych z nią pieniędzy niż nasz przełożony naszej sympatii. Ale co by się stało, gdyby te role nagle się odwróciły?
Fabuła Send help
Linda (Rachel McAdams) jest pracownicą wielkiej korporacji. Współpracownicy trzymają się od niej z daleka – chyba że akurat potrzebują kogoś do wykonania kolejnych raportów. Jej jedyną radością w życiu pozostaje ukochany ptak oraz marzenie o występie w programie „Survivor”. Sytuacja w firmie zmienia się diametralnie, gdy po śmierci właściciela stanowisko dyrektora obejmuje jego arogancki syn Bradley (Dylan O’Brien). Choć Linda szybko zaczyna się nim fascynować, jej uczucia nie znajdują odwzajemnienia. Nowy szef pomija ją przy awansie, szydzi z jej zachowania i wyglądu, a mimo to bez skrupułów korzysta z jej pracy przy domykaniu ważnego projektu. W końcu zabiera ją w służbową podróż, która kończy się katastrofą lotniczą – oboje trafiają na bezludną, tropikalną wyspę.

To właśnie tam następuje całkowite odwrócenie ról. Linda, dotąd wyśmiewana i marginalizowana, okazuje się osobą doskonale radzącą sobie w ekstremalnych warunkach. Potrafi rozpalić ogień, zbudować schronienie, zdobyć wodę, rozpoznać jadalne rośliny, a nawet upolować dzika. Bradley tymczasem jest bezradny – nie potrafi nawet związać ze soba dwóch patyków, a kontuzja nogi tylko pogłębia jego zależność od Lindy.
Sam Raimi
„Send Help”, wyreżyserowany przez Sam Raimiego (Doktor Strange w multiwersum obłędu), nosi wyraźne piętno stylu swojego twórcy. Gdy na ekranie pojawia się przemoc, zostaje ona doprowadzona do groteskowej przesady – ilość krwi potrafi przywołać skojarzenia z legendarną sceną z Lśnienie. Zatrucia pokarmowe zamieniają się w niemal slapstickowe sekwencje obrzydliwości, a charakterystyczne dla Raimiego dynamiczne zbliżenia i ujęcia z perspektywy pierwszej osoby nadają całości nerwowego, momentami wręcz komiksowego rytmu.
Zabawa konwencją
Największą siłą filmu jest jednak scenariusz, który bawi się konwencją. Początkowo „Send Help” przypomina klasyczny film z gatunku survival – dwie osoby zmuszone są porzucić dzielące ich różnice i współpracować, by przetrwać. W tle pojawia się subtelny komentarz dotyczący nierówności społecznych i relacji władzy. Z czasem jednak historia zaczyna skręcać w stronę komedii romantycznej: bohaterowie zbliżają się do siebie, odkrywają swoje słabości i prowadzą pełne napięcia dialogi. I właśnie wtedy, gdy widz zaczyna spodziewać się przewidywalnego rozwiązania, Raimi wywraca wszystko do góry nogami, wprowadzając elementy groteski, horroru czy czarnego humoru. Ten zabieg powtarza się wielokrotnie, skutecznie uniemożliwiając jednoznaczne „rozgryzienie” filmu.

Interesująco wypada również konstrukcja bohaterów. Choć Linda wydaje się protagonistką, nie jest postacią jednoznacznie sympatyczną. Jej zachowania z czasem stają się coraz bardziej niepokojące, a zdobyta na wyspie władza zaczyna ją zmieniać. Bradley z kolei, mimo że początkowo jawi się jako typowy antagonista, z czasem zyskuje odrobinę współczucia. Film zręcznie manipuluje sympatiami widza, zmuszając go do ciągłego przewartościowywania opinii o bohaterach – i stawiając pytanie, czy którekolwiek z nich zasługuje na jednoznaczne wsparcie.
Nie oznacza to jednak, że film jest pozbawiony wad. Część fabularnych zwrotów – zwłaszcza w trzecim akcie – okazuje się bardzo przewidywalna, przez co finał traci nieco impetu i zaskoczenia. Problemem bywa również nierówna tonacja: balansowanie między satyrą, horrorem i czarną komedią nie za każdym razem wypada płynnie. Do tego dochodzą drobniejsze mankamenty, jak momentami zbyt widoczne efekty CGI czy nadmierne „puszczanie oka” do widza, które potrafią wytrącić z immersji i sprawić wrażenie przesady formalnej
Obsada
Pod względem aktorskim film stoi na bardzo wysokim poziomie. Dylan O’Brien świetnie odnajduje się w roli aroganckiego, a jednocześnie niepewnego siebie manipulanta. Jednak prawdziwy ciężar filmu spoczywa na barkach Rachel McAdams. Aktorka, znana zarówno z lżejszego repertuaru, jak i bardziej dramatycznych ról (jak w True Detective czy Spotlight), tworzy tutaj postać wielowymiarową – balansującą między komizmem a niepokojącą intensywnością. Jej Linda jest jednocześnie ofiarą i zagrożeniem, co czyni ją fascynującą do oglądania.

„Send Help” to film, który trudno jednoznacznie zaszufladkować – i właśnie w tym tkwi jego największa siła. To jednocześnie survival, czarna komedia, groteskowy horror i przewrotna opowieść o relacjach władzy. Raimi udowadnia, że wciąż potrafi zaskakiwać, bawić się konwencją i wytrącać widza z komfortu. W ostatecznym rozrachunku „Send Help” zostawia widza z czymś więcej niż tylko obrazem krwawej, absurdalnej historii o przetrwaniu. To film o tym, jak cienka jest granica między ofiarą a oprawcą, jak łatwo role mogą się odwrócić i jak szybko w sprzyjających (lub raczej niesprzyjających) warunkach ujawniają się nasze najgorsze instynkty. To również przypomnienie, że władza – nawet ta najmniejsza – potrafi zmieniać ludzi w sposób, którego sami by się po sobie nie spodziewali. A przy tym wszystkim to po prostu diabelnie rozrywkowe kino: obrzydliwe, śmieszne, niepokojące i momentami kompletnie szalone. Jeśli ktoś tęsknił za bezkompromisowym stylem Raimiego, tutaj znajdzie go w pełnej, nieskrępowanej formie.
Ciekawostki i prawdziwe sprawy z filmu Chłopcy z ferajny (Goodfellas)




