Entuzjasta Gier

Gry, filmy, seriale, ciekawostki

The Silent age – recenzja

Większość gier na telefony komórkowe, to popłuczyny po grach komputerowych i konsolowych. Powodów ku temu jest kilka: grywalność jest kiepska, sterowanie niewygodne, a producenci gier traktują użytkowników komórek jak dojne krowy. Oczywiście nie oznacza to, że każdy tytuł na komórki jest zły. W zalewie tandetnych gier freemium nastawiany na wydrenowanie z kieszeni gracza jak największej ilości pieniędzy czasami można trafić na udaną produkcję. Jedną z takich gier jest wydana w 2012 roku przygodówka The silent age. Gra okazała się na tyle dobra, że w 2015 trafiła na komputery PC. Jednak czy taka konwersja ma w ogóle sens? Sprawdźmy.

Akcja gry rozpoczyna się w 1972 roku. Wcielamy się w Joe – woźnego pracującego w koncernie zbrojeniowym Archon National Defense Services. Jego życie pozbawione jest większych zmartwień. Oprócz pracy i okazjonalnego wyjścia na piwo ze znajomymi Joe nie ma żadnych zainteresowań. Wszystko się zmienia gdy dostaje awans. Wraz z awansem przydzielone mu zostają nowe rejony do sprzątania, w tym tajne laboratorium położone w podziemiach budynku. Podczas pierwszej zmiany Joe trafia na rannego staruszka, który przed śmiercią wręcza mu tajemnicze urządzenie i prosi o odnalezienie go w przyszłości, celem zapobieżenia katastrofie. Podczas przesłuchania przez policję Joe niechcący uruchamia urządzenie i przenosi się do roku 2012. Okazuje się, że świat został niemal całkowicie zniszczony przez wojnę nuklearną. Wykorzystując kieszonkowy wehikuł czasu pozwalający mu przemieszczać się między dwoma epokami czasowymi, Joe postanawia odszukać tajemniczego staruszka i zapobiec trzeciej wojnie światowej.

Twórcy The Silent Age nie próbowali wykorzystywać dobrodziejstwa lepszego sprzętu. Wersja pecetowa jest niemal wierną kopią oryginalnej gry komórkowej. Różnicą jest wyższa rozdzielczość, aktorstwo głosowe, oraz połączenie dwóch epizodów w jedną całość. Trzeba przyznać, że była to bardzo dobra decyzja. Minimalistyczna wektorowa grafika nadaje grze charakteru i tworzy świetny klimat. Równie minimalistyczna jest ścieżka dźwiękowa. Ambientowa muzyka została nagrana na syntezatorach i przypomina niektóre wczesne utwory Akiry Yamaoki. Bardzo dobrze brzmią także odgłosy środowiskowe: padający deszcz, wiejący wiatr czy szum obracającego się wiatraka. W wersji pecetowej usłyszymy także aktorów głosowych. Można ich słuchać bez zgrzytania zębami, jednak przysłowiowych fajerwerków nie ma. Co ciekawe, nie wszystko zostało zdubbingowane i przemyślenia Joe na temat niektórych przedmiotów i naszych akcji pozostają nieme. Trochę szkoda, bo sarkastyczne przemyślenia głównego bohatera są bardzo zabawne.

  Billy Mitchell - najlepszy gracz świata oszustem?

Gra to klasyczna przygodówka z gatunku ‘wskaż i kliknij’. Fabuła podzielona jest na 10 rozdziałów a każdy z nich to osobna lokacja, która w pewnym sensie jest prostym escape roomem. Co wyróżnia Silent Age na tle konkurencji to bardzo silny nacisk na zagadki związane z podróżami w czasie. Zmieniamy coś w przeszłości i dzięki temu następuje reakcja w przyszłości. Większość zagadek ma logiczne uzasadnienie, co jest miłą odmianą w zalewie abstrakcyjnych łamigłówek znanych z wielu gier przygodowych. Zdobyte przedmioty wykorzystujemy w danej lokacji, więc nie ma mowy o sprawdzaniu dziesiątek przedmiotów na jakimś obiekcie. Na ogół w naszym posiadaniu jest zaledwie kilka przedmiotów. Odpada też pixel hunting. Gdy najeżdżamy kursorem na potencjalnie interesujący przedmiot, zmienia się on w swojej wielkości okrąg, dzięki czemu podnoszenie i używanie przedmiotów nie sprawia najmniejszego problemu.

Niestety przyszła pora na podzielnie się zastrzeżeniami. Historia opowiedziana w grze, nie jest zła, ale nie jest także specjalnie porywająca. Po drugie, stopień trudności, a w zasadzie jego brak. Twórcy starali się unikać abstrakcyjnych łamigłówek, znanych z wielu produkcji tego typu, jednak trochę przesadzili w drugą stronę. Wchodzimy do pomieszczenia – na półce leży żarówka. Bierzemy ją i idziemy dalej. W drugim pomieszczeniu nie działa światło…a bohater komentuje, że chyba się przepaliła żarówka. Oh nie, co teraz zrobić? Takich momentów jest sporo, co powoduje, ze gra jest niezwykle prosta.

Gra the silent age

The Silent Age to gra z minimalistyczną, jednak przyjemną dla oka grafiką, uproszczonymi zagadkami i bardzo klimatycznym soundtrackiem. Czy jest to zaleta, czy wada, każdy powinien sobie odpowiedzieć sam. Jeśli zjedliście zęby na starych przygodówkach produkcji Lucasarts i Sierra, The Silent Age będzie dla was grą zbyt prostą. Jeśli jednak nigdy nie graliście w żadną produkcję tego typu, lub wydawały się wam one zbyt trudne, omawiana tutaj gra powinna przypaść wam do gustu.