Final Fantasy 7 remake – recenzja

Final Fantasy VII z 1997 roku to jedna z najlepiej ocenianych gier w historii i trudno jednoznacznie wskazać, który z jej elementów zadecydował o takim sukcesie. Świetnie napisane postacie, epicka i wielowątkowa historia, steampunkowa atmosfera, rewelacyjna jak na swoje czasy oprawa audiowizualna czy turowy system walki? Prawdopodobnie była to kombinacja wszystkich tych elementów. Gracze od wielu lat dopominali się o remake, a ich prośby zostały w końcu wysłuchane po 23 latach. O ile potrzeba odświeżonej wersji była niemal powszechnie akceptowana, o tyle wizja jej zawartości budziła już skrajne opinie. Jedni chcieli możliwie wiernego odwzorowania oryginału, inni oczekiwali uwzględnienia upływu czasu i dostosowania gry do współczesnych trendów. Final Fantasy VII Remake plasuje się gdzieś pośrodku, próbując zachować równowagę między nostalgią a nowoczesnością.

Fabuła Final Fantasy 7 Remake

Fundamenty historii pozostały niemal identyczne. Młody żołnierz elitarnych oddziałów specjalnych megakorporacji Shinra, rozczarowany działaniami swoich przełożonych, odchodzi ze służby i zostaje najemnikiem współpracującym z walczącą z Shinrą grupą eko-terrorystów o nazwie Avalanche. Celem organizacji jest sabotaż reaktorów zasilających miasto, które poprzez bezwzględną eksploatację niszczą ekosystem planety. Członkowie Avalanche nie zdają sobie jednak sprawy, że są jedynie pionkami w rozgrywce gigantycznej korporacji, a prawdziwe plany Shinry okazują się znacznie bardziej złowieszcze.

Pierwsza część historii

Final Fantasy VII Remake nie jest pełnoprawnym remakiem całej gry. Square Enix podzieliło fabułę oryginału na części, a wydana produkcja stanowi dopiero pierwszy rozdział tej historii. Ile części ostatecznie powstanie? Trudno powiedzieć — prawdopodobnie sami twórcy nie mają jeszcze sprecyzowanej odpowiedzi. Obecny epizod obejmuje wydarzenia rozgrywające się w Midgarze, czyli fragment odpowiadający mniej więcej pięciu godzinom z około czterdziestogodzinnego oryginału. Nie oznacza to jednak, że remake można ukończyć w kilka godzin. Historia została rozbudowana do tego stopnia, że przejście gry może zając nawet i 20 godzin, nie licząc misji pobocznych.

Tam, gdzie wcześniej przejście z punktu A do punktu B trwało kilka minut, tutaj potrafi zająć nawet godzinę. Proste czynności, jak pociągnięcie za dźwignię, zastąpiono rozbudowanymi sekwencjami i mini-grami. Kilka dialogów popychających akcję do przodu zamieniono na wielominutowe sceny przerywnikowe. Square Enix stara się wycisnąć maksimum z każdej lokacji. Po wysadzeniu pierwszego reaktora oryginał niemal natychmiast przenosił gracza do bazy Avalanche, natomiast remake pozwala przez dłuższy czas przemierzać zniszczone ulice i obserwować konsekwencje katastrofy dla mieszkańców miasta. Takie zmiany dodają światu wiarygodności i sprawiają, że wydaje się bardziej żywy.

Niestety, obok świetnie rozbudowanych fragmentów pojawiają się także dłużyzny. Niektóre etapy sprowadzają się do wielokrotnego przemierzania monotonnych korytarzy i walki z tymi samymi przeciwnikami. Te fragmenty sprawiają wrażenie sztucznie wydłużonych i wyraźnie psują tempo rozgrywki. Także misje poboczne często okazują się bardzo schematyczne. Najczęściej sprowadzają się do pokonania potwora, odnalezienia przedmiotu albo dostarczenia paczki. Oprócz nich gra oferuje jednak również różnego rodzaju mini-gry i dodatkowe aktywności. W barze Tify można zagrać w lotki, na siłowni zmierzyć się z lokalnym mistrzem, a w Wall Market wziąć udział w nielegalnym turnieju walk.

Brak turowego systemu walki

Ogromną zmianę przeszedł również system walki. Zniknęły losowe starcia i klasyczny system turowy, w którym bohaterowie wykonywali akcje naprzemiennie. Tym razem całość odbywa się w czasie rzeczywistym. Gracz kontroluje maksymalnie trzy postacie, swobodnie przełączając się między nimi, podczas gdy pozostałymi steruje sztuczna inteligencja. Walka ma wyraźnie zręcznościowy charakter — trzeba nieustannie się poruszać, atakować, blokować i wykonywać uniki. Dzięki temu ładuje się pasek ATB, pozwalający korzystać z umiejętności specjalnych, magii czy przedmiotów. Po wejściu do menu akcja nie zatrzymuje się całkowicie, lecz wyraźnie zwalnia, dając chwilę na wybór odpowiedniej komendy.

Tryb „klasyczny”

Oprócz standardowych poziomów trudności dodano także tryb „Classic”. Nazwa może jednak wprowadzać w błąd, ponieważ nie jest to powrót do klasycznego systemu turowego. W tym trybie komputer przejmuje kontrolę nad ruchem i podstawowymi atakami postaci, a gracz ogranicza się głównie do wybierania akcji specjalnych po naładowaniu paska ATB. W praktyce oznacza to bardziej rolę obserwatora niż aktywnego uczestnika walki. Dla osób tęskniących za klasycznym systemem może to być spore rozczarowanie — wybór sprowadza się do dynamicznej, momentami chaotycznej walki albo niemal całkowitego oddania sterowania komputerowi.

Zmianie uległ także system summonów. W oryginale przywoływane stwory wykonywały pojedynczy, niezwykle potężny atak. W remake’u summon pojawia się na polu walki jako dodatkowy sojusznik i przez pewien czas wspiera drużynę w walce. Pełni on rolę swego rodzaju koła ratunkowego, ponieważ gra pozwala korzystać z niego głównie podczas trudniejszych starć.

Grafika

Pod względem wizualnym gra prezentuje się znakomicie. Modele postaci są niezwykle szczegółowe, a lokacje robią ogromne wrażenie rozmachem i dbałością o detale. Co prawda miejscami można zauważyć tekstury o niższej jakości, jednak na co dzień nie rzucają się one szczególnie w oczy. Duże uznanie budzi także optymalizacja. Rozległe obszary nie wymagają dodatkowych ekranów ładowania, a spadki płynności praktycznie się nie zdarzają, nawet podczas najbardziej widowiskowych momentów.

Muzyka w Final Fantasy VII od lat uchodzi za jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych w historii gier i twórcy podeszli do niej z dużym szacunkiem. Większość kompozycji to odświeżone wersje utworów znanych z oryginału. Dodano jedynie nowe aranżacje i wariacje dopasowane do konkretnych sytuacji. Tym razem muzyka wykonywana jest przez orkiestrę, co nadaje wielu scenom dodatkowej dramaturgii i emocjonalnej siły.

Rewelacyjnie wypada również konstrukcja świata przedstawionego. Większość odwiedzanych lokacji tętni życiem. Nawet bez wykonywania misji można spacerować ulicami i przysłuchiwać się rozmowom mieszkańców. Dialogi zmieniają się w zależności od postępów fabularnych i miejsca, w którym aktualnie przebywamy. Inaczej rozmawiają mieszkańcy slumsów, a inaczej bywalcy dzielnicy czerwonych latarni. Gracz może także wpływać na swoją reputację poprzez wykonywanie zadań pobocznych. W większych lokacjach znajdziemy postacie zlecające dodatkowe, płatne zadania, których ukończenie zwiększa sympatię mieszkańców wobec bohaterów.

Cloud i aeris final fantasy 7 remake

Na osobny akapit zasługuje zakończenie gry. Przez większość czasu historia pozostaje stosunkowo wierna oryginałowi i dopiero finał całkowicie zmienia kierunek opowieści. Końcówka z pewnością okaże się kontrowersyjna, szczególnie dla fanów znających pierwowzór, ale jednocześnie otwiera przed twórcami ogromne możliwości na przyszłość. Pozostaje jedynie czekać, w jaki sposób Square Enix zamierza je wykorzystać.

Wyjaśnienie zakończenia Final Fantasy 7 Remake

Twórcom Final Fantasy VII Remake udało się połączyć nowe pomysły z wiernym odtworzeniem najbardziej pamiętnych elementów oryginału. Mimo niepotrzebnego odejścia od klasycznego systemu turowego oraz kilku wyraźnych dłużyzn jest to jedna z najlepszych gier JRPG ostatnich lat.

 

Final Fantasy 15 – recenzja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *