AC Brotherhood

Assassin’s Creed: Brotherhood – recenzja

Pierwsza część Assassins Creed jest grą dobrą, ale niepozbawioną wad. Misje są w niej powtarzalne, a głównym bohaterem jest nudny, bezpłciowy protagonista. Wady te zostały poprawione w drugiej części. Zamiast ponurego Altaira, główną postacią jest sympatyczny awanturnik Ezio, a misje są ciekawsze i bardziej rozbudowane. Przyjęcie gry było tak dobre, że zamiast tworzyć kolejną grę w innej epoce z innym bohaterem, tak jak było to pierwotnie planowane, Ubisoft zdecydował, że kolejna odsłona gry będzie kontynuacją historii Ezio Auditore.

Assassin’s Creed: Brotherhood zaczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym skończyła część druga. Po pokonaniu papieża Borgii Ezio zdobywa Jabłko Edenu. Zmęczony licznymi przygodami, powraca z wujem Mario do swojej willi w Monteriggioni. Niestety niedane będzie mu odpocząć. Pod murami obronnymi pojawia się Cezar Borgia, a jego potężna armia w krótkim czasie podbija całe miasteczko. Ocaleni członkowie rodziny Auditore zmuszeni są uciekać. Jednak sam Ezio nie ma zamiaru ukrywać się do końca życia. Zamiast tego głowa rodziny udaje się prosto w paszczę lwa, czyli do Rzymu.

Tym razem nie odwiedzamy wielu miejscowości, cała gra toczy się w średniowiecznym Rzymie. Miasto podzielone jest na dwanaście dzielnic kontrolowanych przez ludzi Borgiów. Aby odblokować daną dzielnicę, musimy najpierw pozbyć się wpływu Borgiów, a osiągamy to poprzez zabicie kapitana lokalnej straży i podpalenie wieży strażniczej. Daje nam to dostęp do sklepów (które podobnie jak w części drugiej możemy kupować i ulepszać), pobocznych misji oraz czyni nasze życie łatwiejszym, gdyż w okolicy nie grasuje banda strażników atakujących nas przy każdej okazji.

Duża część misji to powtórka z Assassin’s Creed 2. Mamy starożytne budowle, w których niczym Lara Croft musimy odnaleźć drogę na szczyt, jak i tradycyjne dla serii zadania typu: zabij na zlecenie, śledź kogoś, dostarcz przedmiot jakiejś osobie itp. Na szczęście w Brotherhood pojawiły się także nowości. Najważniejszą z nich jest tytułowe braterstwo. W trakcie gry możemy rekrutować obywateli miasta do bractwa asasynów. Ma to realny wpływ na rozgrywkę, gdyż podczas wykonywania misji możemy namierzyć dowolnego strażnika, a nasz rekrut natychmiast go bezgłośnie zlikwiduje. Oprócz tego rekruci otwierają nam drogę do misji międzynarodowych. Wybieramy lokację, przypisujemy odpowiednią ilość asasynów, po czym komputer pokazuje nam szanse na ukończenie misji i jeśli jesteśmy zadowoleni z szans, wysyłamy naszych ludzi, dzięki czemu staja się oni silniejsi, a my zarabiamy dodatkowe pieniądze. Oczywiście, kiedy są na misji, nie możemy ich przywołać, więc jest to miecz obosieczny. No i trzeba się liczyć z tym, że w trakcie wykonywania takich misji, rekrut może zginąć. Inną nowością jest system synchronizacji. W AC2 misje oznaczały wóz albo przewóz – wykonałeś misję albo nie. Tutaj do każdej misji wprowadzono dodatkowe warunki: zabij wroga z określonego punktu, nie daj się wykryć, złap kogoś poniżej jednej minuty lub nie odnieś podczas misji żadnych obrażeń. Oczywiście jest możliwe ukończenie misji bez spełniania tego warunku, jednak wtedy pozostaje pewien niedosyt. System ten okazał się tak dobry, że stał się nieodłączną częścią serii.

Poprawie uległ system walki. W dwójce, gdy byliśmy otoczeni przez grupę przeciwników, należało stać i czekać na możliwość wyprowadzenia kontry, wykańczając przeciwników, jednego po drugim. W Assassin’s Creed: Brotherhood po kontrze możemy przejść do ofensywy, z możliwością wykończenia pozostałych przeciwników jednym ciosem, tworząc prawdziwy balet śmierci. Niewielka zmiana, a daje dużo więcej możliwości i czyni walkę bardziej interesującą. Przydatną nowością jest także kusza pozwalająca nam likwidować przeciwników na odległość.

Historia zaprezentowana w grze jest emocjonalna i poprowadzona poprawnie, jednak sprawia wrażenie odgrzewanej. W obu grach rodzina Ezio zostaje zaatakowana przez Borgiów, w wyniku czego giną jego bliscy, co powoduje, że bohater wkracza na wojenną ścieżkę. W obu grach zaczynamy od zera i opanowujemy nowe obszary miasta, a naszym  ostatecznym celem jest zdobycie Jabłka Edenu. Oczywiście nie oznacza to, że grze brakuje zwrotów akcji czy emocjonalnych momentów, po prostu mamy wrażenie, że pewne rzeczy już widzieliśmy. Kontynuowany jest także wątek współczesny, w którym Desmond Miles ukrywa się przed wysłannikami templariuszy. Jest on tutaj o wiele ciekawszy niż w poprzednich grach, bo Desmond zaczyna sobie przyswajać ruchy asasyna, dzięki czemu możemy pobawić się w parkour także we współczesności.

Gra prezentuje się dosyć dobrze na współczesnych komputerach, jednak nadgryzienie zębem czasu jest coraz bardziej widoczne. Niektóre tekstury wyglądają na mdłe i rozmyte. Grę możemy uwspółcześnić na dwa sposoby. Na PC mamy specjalne mody dodające efekty graficzne i podmieniające tekstury. Efekt jest bardziej niż zadowalający, niestety instalacja moda jest kłopotliwa.

The Ezio Collection

Jeśli posiadamy konsolę, możemy nabyć The Ezio Collection, która jest oficjalnym remasterem od Ubisoft. Grafika wyświetla się w pełnym 1080 i jest wspomagana lepszymi teksturami oraz filtrami graficznymi. Zaletą nabycia tego pakietu jest zawartość wszystkich DLC fabularnych. Niestety gra nie wykorzystuje do końca możliwości współczesnych konsol. Twarze niektórych postaci wyglądają nieco dziwnie (jakby zdeformowane), a cała gra śmiga w zaledwie 30fps. Brak też trybu multiplayer.

EDIT: w 2021 roku konsole Xbox series X i S, otrzymały tryb FPS Boost, w którym Ezio Collection chodzi w pełnych 60 fps.

Brotherhood to godny następca rewelacyjnej AC2. Twórcom udało się utrzymać poziom i wprowadzić nowe ciekawe funkcje. Trudno o grze powiedzieć coś złego. Assassin’s Creed Brotherhood jest obowiązkowym zakupem dla fanów serii i jeśli jeszcze w nią nie graliście, musicie to koniecznie nadrobić.

Assassin’s Creed: Revelations – recenzja

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.