Entuzjasta Gier

Gry, filmy, seriale, ciekawostki

Broken Sword II: The Smoking Mirror – recenzja

Broken sword smoking mirror

Gra Broken Sword: The Shadow of the Templars odniosła oszałamiający sukces. Docenili ją zarówno krytycy, jak i gracze. Nic dziwnego, że pracownicy Revolution Software niemal natychmiast po premierze przysiedli do tworzenia kontynuacji. Ekipa uporała się z zadaniem w zaledwie rok, co było sporą poprawą w stosunku do powstającej przez cztery lata pierwszej części. Oczywiście zadanie było ułatwione, gdyż projekty postaci, silnik i zarys świata gry już istniały, więc dysponując tym materiałem, wystarczyło napisać ciekawą historię. Niestety ten ostatni element nie do końca się udał.

Fabuła Broken Sword II: The Smoking Mirror zaczyna się sześć miesięcy po zakończeniu wydarzeń z części pierwszej. George Stobbart po półrocznej rozłące z Nicole powraca do Francji. Okazuje się, że jego dziewczyna nie próżnowała. Prowadząc dziennikarskie śledztwo w sprawie bandy przemytników, Nico trafiła na tajemniczy kamień Majów. Znaczenie kamienia ma jej wyjaśnić ekspert od kultury Majów – Profesor Oubier. Niestety na miejscu zamiast profesora czeka na nich bandyta. George dostaje pałką w głowę i traci przytomność. Okazuje się, że napastnik porwał Nico. George musi się uwolnić, a następnie odszukać i uratować swoją partnerkę. Wydarzenia są wstępem do nowej przygody, która zaprowadzi bohaterów aż do amazońskiej dżungli.

Gra wygląda prawie identycznie jak poprzedniczka. Grafika została delikatnie poprawiona; dodano dodatkową bitmapę dającą efekt ruchomego tła oraz drobiazgi takie jak cień rzucany przez postacie. Znacznie rozbudowano też wielkość plansz oraz ilość osób na nich się znajdujących. W przeciwieństwie do oryginalnego Shadow of Templars sterujemy zarówno Georgem, jak i Nico (dopiero w remaku pierwszej części wprowadzono dodatkowe etapy, w których sterujemy Nicole). Obie postacie są sympatyczne i zabawne. George łączy w sobie chłopięcy optymizm, wymieszany ze sporą dawką sarkazmu a Nicole jest odważną, jednak czasami lekkomyślną dziennikarką. Humor ponownie jest najjaśniejszą stroną gry. Nawet zwykle oglądanie przedmiotów może być zabawne. Co powiecie na karmę dla psów na opakowaniu, której jest napisane, że nie była ona testowana na zwierzętach? Podobnie zabawne są dialogi oraz obserwacje George’a.

Niestety poziom zagadek i fabuły znacznie się obniżył. Zacznijmy od zagadek. W pierwszej części trafiło się kilka dziwnych, jednak większość była logiczna. Tutaj tak jest jedynie na początku. Wystarczy kopnąć podpórkę regału z książkami, aby ten się przewrócił i zgniótł jadowitego pająka (mamy związane ręce). Logiczne i intuicyjne. Niestety im dalej w grę tym poziom zagadek robi się coraz bardziej absurdalny. Co zrobić, aby ukraść inżynierowi plany? Należy przekonać rybaka, aby dla nas coś złowił. Rybak najpierw złowi rower(?), a następnie ryby. Rybami karmimy kota. Dętkę z roweru wieszamy na maszcie od flagi, a następnie przywiązujemy do niej rybę. W ten sposób sprawiamy, że kot opuszcza swoje legowisko. Wtedy możemy zdobyć kulkę, którą się bawił. Później tę samą dętkę przyczepiamy do drzewa, tworząc gigantyczną procę. Zdobytą od kota kulką strzelamy w drugi maszt, strącając cel używany przez inżyniera do pomiarów geodezyjnych. Wtedy pojawia się wciekły inżynier, aby zamontować swoje urządzenia na miejsce. Kiedy wspina się na maszt, wystarczy zabrać mu drabinę i będzie tak sobie wisiał. Wtedy możemy sobie iść i zabrać jego plany. To scena nie ma sensu. Cel można było strącić, używając drabiny. Kotu można pomachać rybą przed oczami i odrzucić ją kawałek. Skąd mamy wiedzieć, że rybak z oceanu wyłowi rower? Dlaczego inżynier nie zeskoczy, skoro ma do ziemi jakiś półtora metra. I jak długo on tak może wisieć? To wszystko brzmi jak czepianie się, jednak poziom zagadek z jedynki przyzwyczaił nas do czegoś innego. Cała sytuacja jest mocno abstrakcyjna i przypomina przygodówki w stylu Monkey Island, a nie pierwszą część Broken Sword. Jest to duży krok wstecz względem poprzedniej gry. Można też się przyczepić do powtarzającego się przez całą grę schematu. Odwracanie czyjejś uwagi, aby wykonać jakąś akcję, powtarza się kikakrotnie. Niestety krótki czas tworzenia gry odbił się boleśnie na jakość zagadek.

  Wonder Woman 1984 - recenzja spoilerowa

Innym dużym błędem twórców jest brak ekspozycji. Twórcy zagłębili się w lekturę mitów dotyczących Majów, lecz zapomnieli, że gracz może o tym nie mieć bladego pojęcia. Mitologia Majów nie jest przecież znana tak dobrze, jak na przykład grecka. Gra niestety nie tłumaczy nam pewnych niuansów i pozostaje nam Wikipedia albo drapanie się po głowie.  Historia ma też kilka dziur fabularnych. Kiedy George uwalnia Nico, bohaterowie prawie natychmiast uznają, że ich przeciwnicy wciąż mogą chcieć odzyskać kamień, więc najlepiej będzie wyruszyć ich śladem. Naprawdę lepiej pchać się w paszczę lwa, niż zabezpieczyć kamień na miejscu? Tak naprawdę postacie nie mają powodu aby podążać na koniec świata, oprócz tego, że tak sobie zażyczyli scenarzyści. Przez takie niedopatrzenia w opowiadanej historii brakuje spójności. W pierwszej części motywacje postaci były rozpisane o wiele lepiej.

Oprawa dźwiękowa jest fantastyczna. Duża w tym zasługa aktorów głosowych. Zarówno pierwszy, jak i drugi plan gry są świetnie obsadzone. A mówimy o grze z 1997, kiedy to dobry dubbing był rzadkością a nie standardem. Szczególnie bawią różnorakie regionalne akcenty. Soundtrack także stoi na wysokim poziomie. Niestety brakuje w nim utworu charakterystycznego, który wbija się w pamięć i do którego lubimy wracać.

Remaster gry ukazał się w 2011. W przeciwieństwie do remastera pierwszej odsłony szkielet gry pozostał nietknięty. Nie uświadczymy tutaj dodatkowych etapów i zagadek. Poprawki są kosmetyczne. Podmieniono niektóre zbyt rozmyte tła i poprawiono animacje. Dodano też zbliżenia twarzy rozmówców. Grając w oryginalną grę, widzimy tylko małą postać i nie wiemy, jak dokładnie wygląda. Tutaj u góry ekranu widzimy twarze rozmówców, oraz ich emocje. Menu przedmiotów zostało przeniesione ze spodu ekranu na środek. Gdzieniegdzie zmodyfikowano dialogi. Warto też wspomnieć, że remastery obu części nadają się do grania także na urządzeniach przenośnych, co biorąc pod uwagę charakter gry (point and click), jest sporym osiągnięciem.

  Bloodrayne - adaptacje gier komputerowych

Broken Sword II: The Smoking Mirror jest grą dobrą, jednak stojącą w cieniu swojego poprzednika. Dialogi i humor pozostały na tym samym poziomie a grafika została ulepszona, niestety szybki czas produkcji odbił się na opowiadanej historii i zagadkach. A to przecież najważniejsze składniki dobrej przygodówki. Twórcom prawdopodobnie zabrakło kilku miesięcy na dopracowanie produktu. Revolution Software wyciągnęło nauczkę i trzecia część gry ukazał się dopiero sześć lat później.

Broken Sword: The Sleeping Dragon – recenzja