Pan Samochodzik i Nieuchwytny Kolekcjoner – recenzja

Pan Samochodzik i Nieuchwytny Kolekcjoner
Pan Samochodzik i Nieuchwytny Kolekcjoner

Nieuchwytny Kolekcjoner to wydana pośmiertnie kontynuacja przygód pana Samochodzika. Nienacki zdążył napisać niecałe 100 stron. W ostatniej woli życzył on sobie, aby książkę dokończył jego przyjaciel i uczeń – Jerzy Ignaciuk. Wdowa po Nienackim jednak postanowiła powierzyć dokończenie powieści komuś innemu, z większym nazwiskiem i doświadczeniem. Niestety żaden z pisarzy, którym proponowała dokończenie maszynopisu Nienackiego, nie chciał się tego podjąć. Prawdopodobnie zaważyła tutaj przeszłość Nienackiego, który był zagorzałym komunistą, popierającym nawet stan wojenny. Chcąc nie chcąc wdowa w końcu oddała materiał Ignaciukowi, pod warunkiem, że dopisze on resztę książki bez ingerencji w oryginalny maszynopis. Tak się stało i „Pan Samochodzik i Nieuchwytny Kolekcjoner” został wydany w 1997. Ignaciuk przyjął pseudonim Jerzy Szumski.

Fabuła

Powieść zaczyna się od przygotowań Tomasza, do urlopu. Jednak jak to zwykle bywa, niedane mu będzie, się nim nacieszyć w spokoju. Kontaktuje się z nim siostra i prosi o zaopiekowanie się swoimi dziećmi. Otrzymała stypendium i musi nagle wyjechać, a nie ma ich z kim zostawić. Jednocześnie dyrektor Marczak prosi Tomasza o zajęcie się sprawą tajemniczych włamań do małych kościółków. Jeśli znamy inne części, to możemy się domyślić, że nie oznacza to nic innego jak zapowiedź wspaniałej przygody.

Książka zapowiada się naprawdę dobrze, jednak im dalej się w nią zagłębiamy, tym trudniej się ją czyta. Szumski dosyć zgrabnie próbuje naśladować swojego mistrza, jednak w pewnym momencie zaczynamy dostrzegać fragmenty, które odstają od reszty. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to slang. Tomasz znany jest z nienagannego języka, używanego praktycznie w każdej sytuacji. Tutaj jednak czytamy, że idzie on „walnąć się w pościel”, albo zastanawia się kto „nadał skoki”. Dzieciaki to nagle „małolaty” a Samochodzik od przeciwników dostaje „po łbie”. W pewnym momencie zostajemy nawet uraczeni małą lekcją grypsery więziennej. Prawda, że to typowy Samochodzik? Dodatkowo pojawiają się tematy rodem z taniego kryminału. Kobieta nie chce rozmawiać z Tomaszem, bo ceni swoją urodę i nie chce, aby ktoś jej żyletką pociął twarz…

READ  Giana Sisters - historia pewnej kradzieży

Fabularnie książka też zaczyna odbiegać od tego, do czego nas przyzwyczaił Nienacki. Po pierwszych rozdziałach, gdzie Tomasz z siostrzeńcami wyruszają, aby wyjaśnić zagadkę, nagle pojawia się zwrot fabularny. Wszystkie tropy prowadzą do Trójmiasta. I wtedy z radosnej podróży po przygodę, książka zmienia się w coś w rodzaju odcinka „07 Zgłoś Się”. Trójmiejscy gangsterzy, speluny, podejrzane typki i obławy policyjne. W finale mamy bombę, którą Tomasz rozbraja, wyrywając z niej przewody. Bez komentarza.

Bomba z zegarem cyfrowym
Prawda że to pierwsza rzecz jaka wam przychodzi wam do głowy na myśl o Panu Samochodziku?

Jak wspomniałem, Szumski potrafi momentami dość wiernie naśladować Nienackiego, z wyjątkiem slangu używanego przez różne postacie. Jednak mocno widać, że nie za bardzo interesowały go poprzednie przygody Samochodzika. W prawie każdej części Tomasz spożywał alkohol. Bywał w sklepie pani Pilarczykowej, żeby wypić piwko na miejscu, pił strzemiennego z Petersenem i ojcem Wilhelma Tella oraz Burgunda jako kustosz Niesamowitego Dworu. A tu nagle zostajemy uraczeni sceną, w której chce on się zaprzyjaźnić z jakimś podejrzanym typem ale nie może powstrzymać swojego wstrętu przed piwem. Do tego stopnia, że musi czekać, aż nikt nie będzie patrzył i wylewa je z obrzydzeniem. Pamiętamy też kodeks moralny Samochodzika, był on bardzo wyczulony na pewne rzeczy. Tymczasem tutaj mając pod opieką, młodzież w wieku 14 i 15 lat, nie tylko pozwala im chodzić na dyskoteki po nocach, ale zostawia ich praktycznie bez opieki. Ba! Widząc siostrzenicę, która wykłóca się z bramkarzami przed wejściem do lokalu, uznaje, że jest tam bezpieczna. Pozwala też im zadawać się z jakimś podejrzanym typem, który pojawił się nie wiadomo skąd. Ostatnim gwoździem do trumny jest scena, w której ten właśnie typek przed zabraniem jego siostrzeńców oferuje mu piersiówkę z alkoholem. I Tomasz, zdając sobie sprawę, że on lubi sobie łyknąć strzemiennego i tak pozwala im iść. Przecież on nie puściłby dzieciaków pod swoją opieką z kimś, kto pije przed jazdą.

READ  Pan Samochodzik i testament Rycerza Jędrzeja - recenzja

Jeszcze jedna rzecz, która mi się rzuciła w oczy to sposób, w jaki Nienacki opisuje policję. W całym cyklu policja była prawdziwymi zawodowcami. Owszem, nie znali ani interesowali się sztuką, ale swoją pracę wykonywali bezbłędnie. Tymczasem tu po raz pierwszy czytamy o policjantach jako zapatrzonych w siebie głupkach, którzy bardziej przeszkadzają, niż pomagają. Wygląda na to, że zmiana ustroju wywróciła poglądy autora na temat organów ścigania. Zresztą sam Tomasz też jakby stracił nieco szarych komórek. Kiedy idzie obserwować pewną willę, widzi zaparkowane autko, widzi jego markę i kolor, po czym kilka stron dalej, kiedy poznaje osobę, z tym samym autem nie pamięta, gdzie je widział. Ach, jak mi brakuje tych subtelnie podsuwanych przez Nienackiego wskazówek…

Koniec końców, Tomasz oczywiście pokonuje złych ludzi, odzyskuje zdobyte przez nich dzieła sztuki i rozbija gang Kolekcjonera. Tutaj mały spoiler: kolekcjonerem okazuje się matka autystycznego mężczyzny, który wykonywał jej polecenia. Ktoś to nawet mógłby uznać za pomysłowe, ale po pierwsze autyzm tak nie działa, jak jest opisane w książce, po drugie to nie jest zakończenie Pana Samochodzika tylko jakiegoś taniego kryminału z cyklu „Ewa wzywa 07”. A po trzecie, po co w całą sprawę Szumski wciągał Baturę? Wspominałem, że Batura jest w tej części? Przemyka gdzieś we wzmiankach, później kontaktuje się z Tomaszem, po to, by na końcu zostawić mu list w rodzaju, „ha ha to jednak nie byłem ja”. Wyciąganie najważniejszego przeciwnika Samochodzika, po to, aby go nie wykorzystać jest absurdalne. No i cały motyw z odzyskaniem korony, sprawia wrażenie wciśniętego na siłę, jakby Szumski sobie przypomniał nagle, że pierwotnie o to się rozchodziło. Fabularny chaos.

Końcówka książki naprawdę mnie zmęczyła. Osobiście odbieram ją jako porażkę. Zapowiadała się całkiem dobrze, ale pomysły pana Szumskiego całkowicie tę książkę zabiły. Niestety wdowie Nienackiej się ona podobała, a nawet uznała, że część napisana przez Szumskiego jest lepsza od maszynopisu zostawionego przez Nienackiego i zaczęła żałować, że nie pozwoliła na większe zmiany w oryginalnym tekście. Zadowolenie z okrągłej sumki przesłanej przez wydawnictwo zaowocowało kolejną próbą reanimacji zwłok Samochodzika, ale to już temat na następną recenzję.

READ  Pan Samochodzik i Zagadki Fromborka - recenzja

Okładka ksiązki

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*