The Occultist – recenzja

Horrory z perspektywy pierwszej osoby od lat próbują znaleźć złoty środek między eksploracją, zagadkami i straszeniem. Jedne stawiają na ucieczkę przed potworami, inne na atmosferę i opowiadanie historii. The Occultist próbuje pójść jeszcze inną drogą, łącząc elementy klasycznej gry przygodowej z paranormalnym thrillerem. Niestety, choć pomysł wydaje się obiecujący, jego realizacja pozostawia sporo do życzenia.

Alan Rebels jest specjalistą od spraw nadprzyrodzonych, który przybywa na wyspę Godstone w poszukiwaniu zaginionego ojca. Na miejscu odkrywa, że wyspa jest praktycznie wymarła – pozostały na niej jedynie ciała mieszkańców, którzy zginęli w tajemniczych okolicznościach, oraz niespokojne duchy. Alan szybko wpada na trop mrocznej sekty, która przed laty uczyniła z Godstone miejsce odprawiania tajemniczych rytuałów.

Choć na pierwszy rzut oka The Occultist sprawia wrażenie kolejnego walking simulatora, w rzeczywistości znacznie bliżej mu do klasycznej gry przygodowej. Akcja prowadzi nas przez kolejne rozbudowane lokacje – szpital, sierociniec czy cyrk – a każda z nich stanowi zamknięty rozdział wypełniony zagadkami i historiami mieszkańców. Rozwiązując kolejne łamigłówki, stopniowo poznajemy wydarzenia, które doprowadziły wyspę do upadku, jednocześnie popychając główną fabułę do przodu. Pod tym względem produkcja przypomina współczesną przygodówkę point-and-click, tyle że przedstawioną z perspektywy pierwszej osoby i w pełnym trójwymiarze.

Oprócz tradycyjnego znajdowania, łączenia i wykorzystywania przedmiotów twórcy wyposażyli bohatera w cztery specjalne umiejętności odblokowywane wraz z postępami fabuły. Do dyspozycji otrzymujemy magiczny talizman pozwalający dostrzegać obiekty niewidoczne gołym okiem, zdolność cofania czasu umożliwiającą naprawianie zniszczonych przedmiotów, kruka przynoszącego przedmioty z trudno dostępnych miejsc oraz magiczny flet, dzięki któremu możemy kontrolować hordy szczurów. Mechaniki te skutecznie urozmaicają rozgrywkę i sprawiają, że kolejne zagadki nie ograniczają się wyłącznie do szukania kolejnych interaktywnych punktów.

Same zagadki wypadają całkiem dobrze. Ich poziom trudności został rozsądnie wyważony – potrafią zmusić do zastanowienia, ale rzadko prowadzą do frustracji. Co ważniejsze, są naturalnie wplecione w fabułę i otoczenie. Dzięki temu nie ma wrażenia wykonywania sztucznych zadań stworzonych wyłącznie po to, by wydłużyć czas gry.

Twórcy dorzucili również kilka prostych elementów zręcznościowych. Od czasu do czasu przechodzimy po wąskich belkach, balansując ciałem, pojawiają się quick time eventy oraz starcia z bossami wymagające unikania ataków. W niektórych lokacjach spotykamy także niewielkie laleczki, które wyskakują zza rogu i rozpoczynają pościg, a po dogonieniu bohatera eksplodują. Niestety element ten został wykonany dość nieudolnie – zdarza się, że lalka wybucha podczas animacji używania przedmiotu, gdy gracz nie ma żadnej możliwości reakcji.

Nieco lepiej wypadają duchy patrolujące wybrane obszary mapy. W teorii miały one zapewne pełnić rolę podobną do kultowego Mr. X z Resident Evil 2, jednak w praktyce zagrożenie okazuje się iluzoryczne. Pilnowane lokacje można zwyczajnie przebiec, ponieważ duchy nie opuszczają wyznaczonych stref, a samo trafienie przez przeciwnika odbiera jedynie niewielką ilość regenerującego się zdrowia. Nawet śmierć nie stanowi większej kary, ponieważ gra odradza nas dosłownie chwilę wcześniej.

Oprawa graficzna prezentuje przyzwoity poziom. Nie jest to produkcja, która zachwyca możliwościami technologicznymi, ale trudno również mówić o poważniejszych wpadkach. Największe wrażenie robią odwiedzane lokacje – każda z nich ma własny klimat i jest wypełniona licznymi detalami. Znacznie słabiej prezentują się natomiast modele postaci. Sprawiają wrażenie wykonanych pospiesznie, pozbawionych charakteru i stylistycznie odstają od reszty gry. Momentami wyglądają wręcz jak przypadkowe modele pobrane z gotowych bibliotek.

recenzja the occultist

Największym problemem The Occultist jest jednak całkowity brak napięcia. Scenariusz wydaje się wręcz idealnym materiałem na rasowy horror – opuszczona wyspa, tajemnicza sekta, duchy i paranormalny śledczy brzmią jak przepis na sukces. Niestety twórcy niemal całkowicie marnują ten potencjał. Poza okazjonalnymi jump scare’ami gra praktycznie nie buduje atmosfery grozy ani poczucia zagrożenia. Jeszcze gorzej wypada sama fabuła. Jest pełna nieścisłości i fabularnych skrótów, a przede wszystkim nie potrafi zaangażować gracza. Brakuje intrygi, która zachęcałaby do rozegrania „jeszcze jednego rozdziału”, bo większości zwrotów akcji można domyślić się z dużym wyprzedzeniem.

The Occultist to pozycja przede wszystkim dla miłośników spokojnych gier przygodowych z zagadkami, którzy nie oczekują pełnokrwistego horroru. Jeśli liczycie na atmosferę rodem z Amnesii czy Outlasta, możecie poczuć się rozczarowani. Jeżeli jednak lubicie eksplorację, rozwiązywanie łamigłówek i niespieszne odkrywanie historii opuszczonych miejsc, produkcja potrafi dostarczyć kilku godzin całkiem przyjemnej zabawy. Szkoda tylko, że twórcy nie wykorzystali znakomitego punktu wyjścia. W rękach bardziej doświadczonego zespołu historia tajemniczej wyspy i okultystycznej sekty mogła stać się jednym z ciekawszych horrorów ostatnich lat. Zamiast tego otrzymaliśmy solidną, momentami interesującą grę przygodową, która jedynie udaje horror i nigdy nie wykorzystuje drzemiącego w niej potencjału.

The occultist recenzja
The Occultist
The Occultist rozczarowuje jako horror z powodu braku napięcia i słabej fabuły, jednak broni się jako solidna przygodówka z satysfakcjonującymi zagadkami.
Zalety
Grafika
Zagadki
Wady
Brak napięcia
Schematyczna fabuła
Modele postaci
5.5

Punisher Dirty Laundry – recenzja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *