Resident Evil Requiem – recenzja

Seria Resident Evil nigdy nie bała się eksperymentować z własną formułą. Pierwsze odsłony stawiały na budowanie napięcia, eksplorację, oszczędzanie zasobów i rozwiązywanie zagadek. Później cykl skręcił w stronę widowiskowej akcji, by następnie powrócić do horroru za sprawą perspektywy pierwszoosobowej. Najnowsza część, zatutułowana Resident Evil Requiem próbuje połączyć niemal wszystkie pomysły wypracowane przez serię na przestrzeni trzech dekad, tworząc swoiste „the best of Resident Evil”. Pytanie brzmi: czy taka mieszanka rzeczywiście działa?

Fabuła

Minęło 28 lat od zniszczenia Raccoon City. Analityczka FBI Grace Ashcroft zostaje wysłana do zbadania serii tajemniczych zgonów osób, które przeżyły katastrofę miasta. Śledztwo prowadzi ją do opuszczonego hotelu, gdzie przed laty zamordowano jej matkę. Na miejscu Grace zostaje porwana przez byłego naukowca Umbrelli, Victora Gideona. Jej tropem rusza Leon S. Kennedy.

Rozgrywka

Podczas rozgrywki naprzemiennie wcielamy się w Grace i Leona. Każda z postaci oferuje zupełnie inne doświadczenie. Fragmenty z Grace przywodzą na myśl klasyczne odsłony serii – zasoby są ograniczone, przeciwnicy niebezpieczni, a bohaterka nie jest wyszkoloną maszyną do zabijania. Z tego powodu często musimy omijać wrogów lub ukrywać się przed nimi. Jej kampania skupia się również na rozwiązywaniu zagadek środowiskowych.

Leon stanowi całkowite przeciwieństwo. To doświadczony agent, który bez większych problemów radzi sobie z większością zagrożeń. Jego etapy stawiają przede wszystkim na dynamiczną akcję i intensywne starcia. Dzięki temu gra zachowuje bardzo przyjemny rytm – po stresujących, pełnych napięcia fragmentach z Grace dostajemy bardziej widowiskowe sekwencje, pozwalające odreagować nagromadzone emocje.

Twórcy oddali graczom do dyspozycji zarówno widok pierwszo-, jak i trzecioosobowy. Domyślnie gra sugeruje rozgrywanie kampanii Grace z perspektywy FPS, na wzór Resident Evil 7 i Village, natomiast Leona w TPP przypominającym remaki części drugiej i czwartej. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby dowolnie zmieniać ustawienia.

Pod względem mechanik Resident Evil Requiem nie rewolucjonizuje serii. Nadal strzelamy, rozwiązujemy łamigłówki, zarządzamy ekwipunkiem i racjonujemy zasoby. Nowości tkwią głównie w szczegółach. Dodano prosty system skradania się – do części przeciwników można podkraść się od tyłu i użyć specjalnego preparatu, który dosłownie rozrywa ich ciała na strzępy. Ma to znaczenie, ponieważ podobnie jak w remake’u pierwszej części, niektóre zabite zombie po pewnym czasie „ożywają” i stają się znacznie groźniejsze.

re requiem recenzja

Znacznie bardziej kontrowersyjny jest nowy system craftingu. Aby odblokować receptury, musimy najpierw zdobyć próbki krwi, następnie przeanalizować je pod mikroskopem w formie prostej minigry. Dopiero wtedy możemy tworzyć przedmioty poprzez łączenie składników. Problem w tym, że system wydaje się przekombinowany i niezbyt logiczny. Trudno przyswoić fakt, że połączenie metalu z odpowiednią ilością krwi zombie skutkuje stworzeniem amunicji. Dodatkowo ograniczona pojemność ekwipunku oraz konieczność noszenia specjalnych narzędzi do pobierania krwi powodują, że każda próba stworzenia nowych przedmiotów często wiąże się z wielokrotnymi kursami między miejscem eksploracji a skrzynią z zapasami.

Powraca również klasyczny system zapisu przy maszynach do pisania. Na wyższych poziomach trudności potrzebny jest do tego tusz, podczas gdy niższe ustawienia oferują nielimitowane sejwy. Sam poziom trudności jest wyraźnie wyższy niż w kilku ostatnich odsłonach serii. Nawet na normalnym poziomie gra potrafi dać się we znaki.

Jedną z największych zalet Resident Evil Requiem jest ogromna dbałość o detale. Zwiedzany hotel pełen jest świeżo przemienionych zombie, które mechanicznie kontynuują czynności wykonywane za życia. W łazience spotkamy sprzątaczkę wykonującą swoje obowiązki, a na korytarzu natrafimy na pracownika obsesyjnie bawiącego się przełącznikiem światła. Co ważne, nie są to jedynie ozdobniki. Zachowania przeciwników można wykorzystać na swoją korzyść, odciągając ich lub manipulując ich zainteresowaniem konkretnymi obiektami. Takie drobiazgi sprawiają, że świat gry wydaje się bardziej wiarygodny.

resident requiem recenzja

Grafika

Wielkie wrażenie robi również oprawa graficzna. Capcom po raz kolejny wykorzystał autorski silnik RE Engine i efekty są znakomite. Gra wygląda równie imponująco jak wiele produkcji na Unreal Engine 5, jednocześnie oferując znacznie lepszą optymalizację. Nie występują tu charakterystyczne dla wielu współczesnych tytułów przycięcia czy problemy z doczytywaniem zasobów. Świetnie prezentuje się także motion capture oraz praca aktorów, dzięki którym postacie wypadają wyjątkowo naturalnie.

Nie wszystko jednak działa równie dobrze. Pewnym rozczarowaniem okazują się walki z bossami. Są widowiskowe, dynamiczne i efektownie wyreżyserowane, ale Capcom po raz kolejny sprowadza większość starć do ostrzeliwania świecących, pulsujących narośli na ciałach potworów. Po tylu latach seria mogłaby zaoferować nieco bardziej kreatywne rozwiązania. Jeszcze gorzej wypada główny antagonista, do złudzenia przypominający Alberta Weskera. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest jedynie bladą kopią jednego z najbardziej kultowych złoczyńców serii.

Słaby scenariusz

Problemy ma również fabuła. Gry z serii nigdy nie słynęły z głębokiego, przemyślanego scenariusza, ale tym razem jest wyjątkowo słabo. Fabuła jest chaotyczna i pełna retconów, niezdarnie usiłujących dopasować ją do innych odsłon. Nie brakuje też prób grania nostalgią. Niektóre postacie wracają wyłącznie dlatego, że są rozpoznawalne przez fanów, a nie dlatego, że ma to sens fabularny. Wątpliwości budzi również rola Grace w całej historii, jednak rozwijanie tego wątku wymagałoby wejścia w spoilery.

Resident Evil 9 to jedna z najbardziej ambitnych odsłon serii. Capcom umiejętnie połączył survival horror znany z klasycznych części z dynamiczną akcją późniejszych odsłon, tworząc grę różnorodną i bardzo satysfakcjonującą. Nie wszystkie pomysły okazały się trafione – crafting bywa męczący, fabuła momentami ociera się o absurd, a główny antagonista nie zapada w pamięć. Mimo to dzięki znakomitej atmosferze, świetnemu projektowi lokacji i dopracowanemu gameplayowi jest to jedna z najlepszych części cyklu od lat i pozycja obowiązkowa dla fanów survival horrorów.

resident evil requiem recenzja
Resident Evil Requiem
Resident Evil Requiem to udane połączenie klasycznego survival horroru i nowoczesnej akcji, które zachwyca atmosferą oraz wykonaniem, choć nie unika fabularnych głupot i kilku nietrafionych mechanik.
Zalety
Grafika
Gameplay
Postacie
Wady
Fabuła
Irytujący crafting
8

Krótka historia gier erotycznych na komputery i konsole

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *