Seria Mafia to cykl fabularnych gier akcji osadzonych w świecie przestępczości zorganizowanej. Każda część opowiada historię bohatera wciągniętego w działalność mafii, a główny nacisk położono na narrację, relacje między postaciami oraz oddanie klimatu epoki. Pierwsza odsłona przenosiła graczy do fikcyjnego miasta Lost Heaven w latach 30. XX wieku, gdzie śledziliśmy losy taksówkarza Tommy’ego Angelo. W drugiej części poznaliśmy historię Vito Scaletty, weterana wojennego próbującego odnaleźć swoje miejsce w mafijnym półświatku Empire Bay lat 40. i 50. Trzecia odsłona zabrała nas do inspirowanego Nowym Orleanem New Bordeaux końca lat 60., gdzie Lincoln Clay budował własne przestępcze imperium, kierowany żądzą zemsty. Po niemal dekadzie od premiery „Mafii III” seria powraca z czwartą odsłoną zatytułowaną „Mafia: The Old Country”. Czy warto było czekać tak długo?
Początki mafijnej kariery
Akcja gry rozgrywa się na Sycylii na początku XX wieku. Głównym bohaterem jest siedemnastoletni Enzo, pracujący jako górnik w kopalni należącej do organizacji przestępczej. Kiedy w wyniku zaniedbań właścicieli dochodzi do katastrofy, w której giną dziesiątki robotników, w tym jego najbliższy przyjaciel, chłopak traci panowanie nad sobą i atakuje przełożonego. Zmuszony do ucieczki szybko wpada jednak w ręce ludzi konkurencyjnej rodziny mafijnej.
Przed śmiercią ratuje go Don Torrisi, lokalny boss mafijny, który przejmuje młodzieńca pod swoją opiekę. Oczywiście pomoc nie jest bezinteresowna. W zamian za dach nad głową i bezpieczeństwo Enzo zaczyna wykonywać coraz bardziej niebezpieczne zadania dla mafijnej rodziny. Z czasem zdobywa zaufanie swoich nowych patronów i wspina się po szczeblach przestępczej hierarchii.
Powrót do korzeni
Pod wieloma względami „Mafia: The Old Country” stanowi całkowite przeciwieństwo „Mafii III”. Zamiast otwartego świata i struktury przypominającej serię GTA, twórcy postawili na znacznie bardziej zwartą i liniową przygodę. Konstrukcja gry momentami przypomina nawet Uncharted: The Lost Legacy. Większość misji rozgrywa się na ograniczonych obszarach, a tylko od czasu do czasu otrzymujemy możliwość swobodniejszej eksploracji świata.
Problem polega na tym, że świat ten jest w dużej mierze martwy. Owszem, można podziwiać piękne krajobrazy Sycylii, ale poza tym nie znajdziemy tu praktycznie żadnych aktywności pobocznych. Brakuje dodatkowych misji, wydarzeń czy interesujących interakcji z otoczeniem. Poza kolekcjonowaniem znajdziek niewiele jest tu do roboty. Cała kampania trwa około dziesięciu godzin i od początku do końca pozostaje bardzo liniowa.
Strzelanie, noże i konie
Rozgrywka skupia się na strzelaniu z perspektywy trzeciej osoby, walce na noże, skradaniu się oraz podróżowaniu historycznymi samochodami i konno.
Strzelaniny reprezentują klasyczny model cover shootera. Chowamy się za osłoną, wychylamy, eliminujemy przeciwnika i szukamy kolejnego celu. Problemem okazuje się pewna sztywność sterowania. Celownik ma tendencję do lekkiego „pływania”, co być może miało oddawać niedoskonałość uzbrojenia z początku XX wieku, ale w praktyce sprawia, że wymiana ognia jest mniej satysfakcjonująca niż mogłaby być.
Nie pomaga również przeciętne AI przeciwników. Wrogowie korzystają praktycznie z jednej taktyki — od czasu do czasu rzucają granat, aby zmusić gracza do opuszczenia osłony. Poza tym albo chowają się za przeszkodami, albo biegną prosto pod lufę. Trudno mówić tu o jakimkolwiek poczuciu zagrożenia.

Walka na noże również nie wnosi niczego szczególnie świeżego. Mechanika sprowadza się do kontratakowania lekkich ciosów i unikania ciężkich. Sama w sobie działa poprawnie, ale twórcy ewidentnie zakochali się w swoim pomyśle. Niemal każda większa misja i większość starć z bossami kończy się obowiązkowym pojedynkiem na ostrza, przez co po kilku godzinach formuła zaczyna wywoływać ziewanie.
Nóż można również wykorzystywać podczas sekcji skradankowych. Podkradamy się do przeciwników i decydujemy, czy ich ogłuszyć, czy zabić. W praktyce nie ma to większego znaczenia, ponieważ gra nie ocenia naszego stylu rozgrywki. Ciała można ukrywać w skrzyniach, ale zazwyczaj nie jest to nawet konieczne. Trasy patroli są tak skonstruowane, że pozostawienie zwłok na widoku rzadko prowadzi do wykrycia.
Skradanie cierpi zresztą na te same problemy co strzelanie. Strażnicy zachowują się schematycznie i łatwo nimi manipulować. Jeśli trafimy na zbyt liczną grupę przeciwników, wystarczy chwilę poczekać, aż sami się rozejdą.
Jak przystało na serię Mafia, nie zabrakło również wyścigów. Tym razem ścigamy się nie tylko samochodami, ale także konno. W przypadku koni kluczową rolę odgrywa zarządzanie wytrzymałością zwierzęcia i odpowiednie wybieranie skrótów. To przyjemne urozmaicenie, choć trudno nazwać je szczególnie rozbudowanym.
Historia, którą już znamy
Największym problemem fabuły jest jej przewidywalność. Historia Enza podąża niemal dokładnie tą samą ścieżką, którą fani serii widzieli już wielokrotnie. Mamy przyjęcie do rodziny, pierwsze zadania, zdobywanie zaufania przełożonych, awanse, wojny między rodzinami, konflikty lojalnościowe i zdrady. Doświadczeni gracze bardzo szybko zaczną przewidywać kolejne wydarzenia. Osoby, które po raz pierwszy mają kontakt z serią Mafia, prawdopodobnie będą bawić się lepiej. Dla nich wiele zwrotów akcji nadal może okazać się skutecznych. Weterani będą natomiast odhaczać kolejne obowiązkowe punkty mafijnej opowieści. Dopiero finałowa misja wnosi trochę emocji i pokazuje potencjał, który przez większość kampanii pozostawał niewykorzystany.

Sam Enzo jest całkiem udanym protagonistą, ale prawdziwą gwiazdą pozostaje Don Torrisi. To zdecydowanie najciekawsza postać w całej grze. Charyzmatyczny, świetnie napisany i doskonale zagrany kradnie każdą scenę, w której się pojawia.
Piękna Sycylia i problemy Unreal Engine 5
Mocną stroną gry pozostaje oprawa wizualna. Modele postaci prezentują wysoki poziom, podobnie jak architektura, pojazdy czy elementy otoczenia. Gra szczególnie imponuje podczas podróży przez sycylijskie równiny, wzgórza i pola. Widoki bywają naprawdę zachwycające i należą do najmocniejszych elementów produkcji.
Niestety, jak wiele współczesnych gier opartych na Unreal Engine 5, „Mafia: The Old Country” zmaga się z problemami technicznymi. Nawet na bardzo wydajnym sprzęcie wyposażonym w kartę RTX 4080 pojawiają się przycięcia i spadki płynności, szczególnie podczas pościgów oraz szybkiej jazdy. Do tego dochodzą liczne błędy: przenikające przez siebie obiekty, nienaturalnie zachowujące się ciała przeciwników, znikające elementy wyposażenia czy obiekty doczytujące się na oczach gracza. Nie są to problemy uniemożliwiające zabawę, ale skutecznie przypominają, że produkcja wymaga jeszcze dopracowania.
„Mafia: The Old Country” to solidny powrót marki po wielu latach przerwy, ale trudno nazwać go triumfalnym. Twórcy świadomie zrezygnowali z otwartego świata na rzecz bardziej zwartej, filmowej opowieści, co samo w sobie było dobrym pomysłem. Problem w tym, że za tą decyzją nie poszło równie ambitne wykonanie. Rozgrywka jest poprawna, lecz powtarzalna, fabuła przewidywalna, a większość mechanik nie wychodzi poza gatunkowe standardy.
Jednocześnie trudno odmówić grze klimatu. Sycylia początku XX wieku została przedstawiona znakomicie, Don Torrisi jest jedną z najlepszych postaci w historii serii, a finał potrafi dostarczyć kilku mocniejszych emocji. Ostatecznie „Mafia: The Old Country” przypomina dobrze zrealizowany film gangsterski, który ogląda się z przyjemnością, ale o którym zapomina się szybciej, niż by się chciało. To dobra odsłona serii, choć zdecydowanie nie tak wyjątkowa, jak jej twórcy zapewne zamierzali.

