„Pretty Lethal” to kolejna próba połączenia kina grozy z czarną komedią, która – przynajmniej w założeniu – ma bawić konwencją i jednocześnie dostarczać widowiskowej, przerysowanej przemocy. Film wpisuje się w dobrze znany schemat historii o grupie młodych ludzi uwięzionych w odizolowanym miejscu, jednak próbuje wyróżnić się nietypowym pomysłem obsadzenia w roli ofiar… baletnic. Czy ten zabieg wystarcza, by tchnąć świeżość w ograny gatunek?
Fabuła
Grupa skonfliktowanych baletnic jedzie na prestiżowe zawody na Węgrzech. Wśród nich znajdują się: Bones (Maddie Ziegler), Princess (znana z The Boys Lana Condor), Grace (Avantika) oraz siostry Zoe (Iris Apatow) i Chloe (Millicent Simmonds). Gdy ich autobus psuje się w środku lasu, dziewczyny postanawiają ruszyć pieszo. Po kilku godzinach, zmoknięte i zmarznięte, trafiają do odludnego zajazdu prowadzonego przez byłą gwiazdę baletu, Devorę (Uma Thurman). W tym samym czasie do lokalu przybywa grupa lokalnych gangsterów. Konflikt szybko eskaluje – opiekunka grupy zostaje zastrzelona, a dziewczyny trafiają do niewoli.
Schemat pogania schemat
Film od samego początku podąża utartymi schematami. Motyw zepsutego autobusu w środku lasu i bohaterów trafiających w złe miejsce to niemal kalka fabuły „Severance” z 2006 roku. Później dostajemy stereotypowy wschodnioeuropejski przybytek śmierci, jakby w tej części świata co kilkaset metrów znajdował się hostel prowadzony przez psychopatów. Do tego dochodzi klasyczna grupa protagonistek zmuszonych do walki o przetrwanie. W gruncie rzeczy jedynym świeższym elementem jest uczynienie głównych bohaterek baletnicami.

Sceny akcji
Prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero w momencie, gdy dziewczyny uwalniają się z niewoli i przechodzą do kontrataku. Film wyraźnie wpisuje się w nurt komediowego horroru, w którym przemoc jest tak przesadzona, że nabiera niemal groteskowego, humorystycznego charakteru. Sceny akcji wypadają jednak nierówno. Najlepiej sprawdzają się te momenty, w których bohaterki wykorzystują swoje umiejętności i działają zespołowo – obserwowanie, jak grupa drobnych dziewczyn obezwładnia dwójkę rosłych gangsterów przy pomocy improwizowanych broni, potrafi być naprawdę rozrywkowe.
Problem pojawia się przy większych, bardziej widowiskowych starciach. W scenach zbiorowych logika ustępuje miejsca chaosowi – bohaterki rozprawiają się z całymi grupami rosłych przeciwników przy pomocy układów baletowych i nożyków ukrytych w baletkach. Wymaga to od widza nie tylko zawieszenia niewiary, ale wręcz przymknięcia oczu na fakt, że kłębiący się w tle statyści często bez powodu chaotycznie biegają i wymachują rękami, czekając na swoją kolej, by zostać „pokonanymi”. Wyraźnie zabrakło tu dopracowanej choreografii walk, co jest tym bardziej rozczarowujące, że potencjał na kreatywne wykorzystanie baletu w scenach akcji był naprawdę duży.
Humor
Humor jest dość nierówny i mocno zależy od tego, czy widz „kupuje” konwencję filmu. Twórcy wyraźnie celują w kampową, lekko przerysowaną tonację – coś pomiędzy czarną komedią a parodią kina akcji. W wielu momentach przemoc jest tak przesadzona, że staje się wręcz żartem samym w sobie, a film puszcza do widza oko, jakby mówił: „wiemy, że to absurd i właśnie o to chodzi”. Ten efekt bywa skuteczny – szczególnie w scenach, gdzie baletowe pozy i eleganckie ruchy kontrastują z brutalnością starć. Problem w tym, że humor nie zawsze trafia. Zdarzają się jednak udane one-linery i momenty ironicznego dystansu, które potrafią rozładować napięcie i nadać całości lekkości. Nie sposób się nie uśmiechnąć, gdy złoczyńca usiłuje torturować jedną z baletnic wyrywaniem paznokci, a ta nie okazuje żadnej reakcji, gdyż jak twierdzi w jej fachu, pozbywanie się przeszkadzającego w tańcu paznokcia to codzienność.
Obsada
Aktorstwo stoi na poziomie adekwatnym do scenariusza. Nagród nie będzie, ale młode aktorki robią, co mogą z materiałem, który otrzymały. Niestety ich postacie sprowadzają się do pojedynczych cech: naiwna dewotka, zadufana egoistka, zadziorna buntowniczka itd. Ich rozwój ogranicza się do przewidywalnego schematu – od konfliktu do współpracy. Najbardziej znana członki obsady czyli Uma Thurman (Dexter Zmartwychwstanie) wyraźnie bawi się swoją rolą, grając z przesadą i komicznym wschodnioeuropejskim akcentem. Szkoda tylko, że jej postać została tak słabo wykorzystana. Obsadzić gwiazdę „Kill Billa” w filmie ze scenami walki i nie dać jej ani jednej to niemal zbrodnia.

„Pretty Lethal” to film, który doskonale wie, czym chce być – lekką, krwawą rozrywką z przymrużeniem oka – ale tylko momentami udaje mu się w pełni wykorzystać swój potencjał. Największą jego siłą jest pomysł zestawienia delikatności baletu z brutalnością świata gangsterów oraz energia płynąca ze scen, w których bohaterki działają razem. Niestety, całość tonie w morzu klisz, niedopracowanych scen akcji i niewykorzystanych możliwości, zarówno fabularnych, jak i aktorskich. To produkcja, która może sprawić frajdę widzom nastawionym na niezobowiązującą, nieco głupkowatą zabawę konwencją. Jeśli jednak oczekujesz czegoś więcej niż wariacji na temat „grupa trafia w złe miejsce i walczy o życie”, czeka cię rozczarowanie.




