Road 96 – recenzja

Fikcyjny kraj Petria rządzony jest żelazną ręką faszystowskiego prezydenta Tyraka Największy głos sprzeciwu wyrażają nastolatki i to one stają się celem rządowych łapanek. Schwytanych czekają bolesne tortury i pranie mózgu. Tak się składa, że zbliżają się wybory, więc reżym zaciska swoje szpony ze zdwojoną siłą. Jedynym ratunkiem dla młodych buntowników jest ucieczka z kraju. Wcielając się w kolejnych uciekinierów, musimy pokierować ich krokami tak, aby bezpiecznie przekroczyli granice ku upragnionej wolności.

Road 96 na pierwszy rzut oka można pomylić z dowolna produkcją Telltale games. Grę cechuje taka sama uproszczona grafika 3D oraz podobny system dokonywania wyborów. Różnicą jest losowe generowanie kolejnych etapów. Zamiast linearnej przygody, gra nieustanie losuje nam, gdzie wylądujemy i kogo napotkamy na swojej drodze. Oznacza to, że przechodząc grę dwa razy, trafimy na zupełnie inne postacie i przeżyjemy inne przygody. Część z tych wydarzeń powodowana jest naszymi decyzjami (iść pieszo czy łapać stopa), a część wybierana przez komputer niezależnie od nas.

Innym elementem odróżniającym Road 96, od innych gier tego typu jest upolitycznienie. I nie mówimy tu o jakichś drobnych aluzjach, tylko prawdziwym nalocie dywanowym podtekstów i nawiązań do współczesnej polityki. Zły prezydent Tyrak to oczywiście Donald Trump. Jego przeciwniczką jest szlachetna Flores, która jako jedyna może odmienić losy kraju i wyrwać go z łap faszyzmu. Wszędzie panuje medialna propaganda, a służby są podporządkowane reżymowi i z lubością wypełniają najbardziej sadystyczne instrukcje. Przez całą grę postacie pytają nas o nasze poglądy polityczne (rewolucja, głosowanie, obojętność) i od tych decyzji zależy zakończenie gry. Nastawienie w stylu „polityka mnie nie interesuje” nie wchodzi w grę – postacie będą nas za to krytykować, a zakończenie gry będzie ponure. Gra jest po prostu tworem ludzi z poglądami stereotypowego odbiorcy CNN, co przy dzisiejszym klimacie zdyskwalifikuje ją w oczach wielu odbiorów jako nachalną propagandę. Wszystko zależy oczywiście od bańki, w jakiej dany gracz się zamknął. Jak jednak gra sprawdza się, gdy zapomnimy na chwilę o politycznych podtekstach?

No cóż, losowo generowana fabuła działa zaskakująco dobrze. Całość tworzy całkiem pomysłową rozgrywkę łączącą ze sobą elementy przygodówki i walking simulatora z odrobiną survivalu. Każdy rozdział rozpoczynamy od widoku na mapę pokazującego, ile kilometrów dzieli nas od granicy. Następnie rzuceni zostajemy w lokację, w której spotkamy jedną z postaci pobocznych. Może to być dwójka bandytów, seryjny morderca, gwiazda reżymowej telewizji, czy kierowca ciężarówki. Postaci jest kilka, a każda z nich ma jakieś indywidualne problemy. Ze względu na losową naturę fabuły, nie możemy liczyć na jakieś pogłębione psychologicznie postacie — są to po prostu NPCe, które pojawiają się na naszej drodze, po czym bezpowrotnie znikają. Czasami nasze interakcje ograniczają się do rozmowy, a czasami musimy zagrać w jakąś minigierkę. Towarzysząc kierowcy, dostajemy do ręki broń, przy pomocy której musimy zlikwidować ścigających go piratów drogowych. Jadąc autem jako pasażer, możemy pograć ze współpasażerką w warcaby. Jeśli napotkamy seryjnego zabójcę, musimy po prostu bardzo ostrożnie dobierać słowa, aby pasek jego gniewu się nie przepełnił. Każda z takich interakcji może skończyć się śmiercią lub schwytaniem przez organy ścinania. Oprócz tego musimy regularnie jeść. Do tego potrzebne są pieniądze. Tutaj kłania się losowa natura gry. Czasami gotówka sama wpada nam w ręce, a innym razem przybywamy na granicę głodni i wykończeni. Wszystko zależy, w jakim etapie wylądujemy i kogo spotkamy.

  Wyspa Złoczyńców - recenzja książki i filmu

recenzja road 96

Granica jest najtrudniejszą częścią gry. Istnieje wiele możliwych dróg jej pokonania, jednak większość z nich zostaje odcięta, ze względu na brak odpowiednich umiejętności danej postaci. Mamy kompleks podziemnych tuneli, do którego możemy dostać się, kupując kartę, lub używając hakerskich zdolności (których zapewne nie mamy). Możemy także opłacić przemytnika. Jeśli jednak trafimy na granicę wyzerowani, pozostaje nam tylko ukrycie się pod ciężarówką lub ryzykowna przeprawa przez góry. Po przejściu granicy (lub zastaniu schwytanym) wybieramy następnego nastolatka i historia się powtarza. Tym razem z dodatkowym utrudnieniem, gdyż użyta przez nas wcześniej droga zostanie odcięta.

Świetnie wypada ścieżka dźwiękowa. Utwory są wpadające w ucho i bardzo dynamiczne. Utwory pełnią też funkcje znajdziek, w postaci kaset magnetofonowych. Aktorstwo głosowe za to budzi mieszane uczucia. Trafiają się naprawdę dobrze dobrane głosy jak i kompletne nieporozumienia.

Czy Road 96 to dobra gra? Dzięki losowej strukturze i ciekawej mieszance gatunków, w Road 96 gra się całkiem przyjemnie. Jeśli nie macie nic przeciwko indykowej oprawie graficznej i licznym podtekstom politycznym powinniście się świetnie bawić. Natomiast jeśli polityka i minigierki was odrzucają, trzymajcie się od tej gry z dala.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *