Laura Bow in The Dagger of Amon Ra – recenzja

Pierwszą w historii grą Sierry była tekstowa przygodówka zatytułowana Mystery House. Inspirowana powieściami Agaty Christie i grą planszową Clue produkcja zyskała dużą popularność i spowodowała narodziny jednej z największych firm komputerowych w historii. Później przyszło pasmo sukcesów i coraz bardziej zaawansowane graficznie silniki gier. Po dziewięciu latach od wydania Mystery House, twórczyni gry, Roberta Williams postanowiła wrócić do gatunku kryminału tytułem The Colonel’s Bequest. Gra pożyczała pewne elementy scenariusza i zagadki z Mystery House, jednak była oryginalną historią. Główną bohaterką gry była studentka dziennikarstwa Laura Bow, która usiłowała rozwiązać zagadkę zabójstwa. Na fali popularności gry w 1992 roku wydano sequel zatytułowany Roberta Williams’ Laura Bow in The Dagger of Amon Ra.

Rok po wydarzeniach z The Colonel’s Bequest Laura przybywa do Nowego Jorku, aby objąć posadę dziennikarki śledczej w prestiżowej gazecie The New York News Tribune. Jej pierwszym zadaniem jest napisanie artykułu o kradzieży bezcennego egipskiego sztyletu z muzeum Leyendeckera. Sytuacja komplikuje się gdy na przyjęciu w muzeum zostaje zamordowany arogancki archeolog, który przywiózł sztylet do Anglii. Prowadzący sprawę kradzieży nieudolny detektyw, zamyka muzeum z wszystkimi obecnymi i zaczyna przesłuchania. Jak można się domyślić, zamknięcie grupy ludzi z bezwzględnym mordercą nie jest najlepszym pomysłem. Z czasem giną kolejne osoby, a lista podejrzanych jest coraz dłuższa…

Gra powstała na ulepszonej wersji silnika graficznego SCI 1.1. Oznacza to, że przeciwieństwie do The Colonel’s Bequest sterowanie odbywa się wyłącznie przy pomocy myszy i nie trzeba wpisywać ręcznie żadnych poleceń klawiaturą. Nowy silnik wyświetla o wiele lepszą grafikę VGA. Dziś już oczywiście nie powali ona nikogo na kolana, ale w czasie premiery grafika robiła wrażenie. Ciekawym zabiegiem było stylizowanie grafiki na prace jednego z najsłynniejszych rysowników pierwszej połowy XX wieku — J. C. Leyendeckera.

Podobnie jak w większości gier Sierry wykonywanie akcji symbolizowane jest przez odpowiednie ikonki. Niewielką zmianą jest opcja notatnika. Gdy klikniemy ikonką pytania jakąś postać, na ekranie pojawią się zapiski Laury, z których musimy wybrać interesujący na temat. Lista tematów do poruszenia cały czas rośnie, więc pod koniec gry przeklikanie się przez wszystko może zająć dużo czasu. System ten jest niestety uciążliwy. Gra nie odznacza poruszanych wcześniej tematów, więc musimy polegać na naszej pamięci. Na dodatek system zabiera niepomiernie dużo czasu. Trzeba otworzyć notatnik, wybrać odpowiedni rozdział, w nim odpowiednią stronę, zaznaczyć temat i ręcznie wyjść z notatnika. Dopiero wtedy bohaterka zada pytanie. Dlaczego nie można było tego umieścić w postaci normalnych dialogów?

laura bow notatnik

Nie jest to jedyna monotonna czynność w grze. Chociaż cały obszar Nowego Jorku obsługuje tylko jeden taksówkarz, za każdym razem kiedy wsiadamy do pojazdu, musimy mu okazać legitymację dziennikarza. Gdy przechodzimy przez ulicę musimy najpierw sprawdzić obie strony drogi, albo rozjedzie nas auto. Takich czynności są dziesiątki. Problemy sprawia także interface. Przykładem niech będzie obraz, do którego ktoś przykleił klucz. Wydawać by się mogło, że kliknięcie błyszczącego obiektu spowoduje jego wzięcie – jednak nie. Okazuje się, że musimy stanąć obok obrazu i dopiero wtedy spojrzeć na niego w powiększeniu. Wtedy pojawia się zbliżenie obrazu z przyklejonym kluczem. Klikamy na klucz i nadal nic. Trzeba kliknąć nie na sam obiekt, a część ekranu pod nim. Ciężko powiedzieć czy to błąd programistów, czy celowa zagrywka, jednak takich kwiatków trafia się kilka.

  Syberia 1 - recenzja

Gra podzielona jest na sześć aktów. Pierwszy, trwający niemal godzinę pokazuje przybycie bohaterki do Nowego Jorku i objęcie posady dziennikarki. W drugim, trafiamy na przyjęcie, w trakcie którego podsłuchujemy kolejne grupki gości. Dopiero wtedy pojawia się pierwszy trup i gra rozpoczyna się na dobre. Tak naprawdę pierwszą godzinę gry można by spokojnie usunąć, bez wielkiej straty dla fabuły. Scenariusz jest i tak gigantyczny. Ilość podejrzanych, ich potencjalnych motywów, zwrotów akcji i fałszywych tropów jest niespotykana jak na 1992 rok.

Chociaż gra jest kryminałem mocno inspirowanym powieściami Agathy Christie, autorzy umieścili w niej dużo scen humorystycznych. Wszystko zostało zaserwowane z lekkim przymrużeniem oka — od przerysowanych postaci aż po sceny zabójstw. Jedna z postaci zostaje zabita poprzez nadzianie na…jeżozwierza. Mamy więc makabryczny widok człowieka przerzuconego przez biurko, z dziesiątkami kolców wystających z jego pleców. Sam w sobie widok jest drastyczny, jednak pod ofiarą leży przygnieciony jeżozwierz, którego pyszczek wystaje spod ciała ze śmiesznym wytrzeszczem. Gdy to zobaczymy, scena z makabrycznej zmienia się w niemal komiczną.

recenzja laura bow

Gra jest dosyć trudna, jednak dwa końcowe akty to już prawdziwe Himalaje. W przedostatnim akcie musimy uciekać i ukrywać się przed mordercą. Sekcja ta przypomina współczesne quick time eventy — jeśli nie zdążymy odpowiednio szybko zareagować już po nas. W ostatnim etapie musimy wskazać zabójcę. Samo odgadnięcie jego tożsamości jednak nie wystarczy – trzeba udzielić odpowiedzi na szereg pytań dotyczących jego motywów, narzędzia zbrodni, itp. Musimy też dysponować odpowiednimi dowodami na poparcie naszych słów. Zła odpowiedź lub brak dowodu będzie oznaczać złe zakończenie. Nie mówimy to o 3 czy 7 odpowiedziach a o 25! Każda z nich może doprowadzić do śmierci bohaterki. Niestety przedmioty ominąć niezwykle łatwo, czy to przez wspomniane już problemy z interfejsem, jak z powodu upływającego czasu. Wykonanie jakiejś akcji może spowodować przeskok w czasie, o godzinę lub dwie. Niby to niewiele, ale w praktyce odcina nam dostęp do niektórych dialogów, przedmiotów i lokacji. Konia z rzędem temu, kto przejdzie grę bez solucji za pierwszym podejściem.

Laura Bow była jedną z pierwszych gier Sierry z dubbingiem. W tamtych czasach nikt specjalnie nie przejmował się jego jakością więc w postacie wcielili się amatorzy, lub nawet pracownicy Sierry. Niektóre postacie brzmią całkiem dobrze, jednak są takie, co irytują lub śmieszą. Weźmy takiego Steve’a, będącego obiektem westchnień Laury. Z jakiegoś powodu głos aktora został przepuszczony przez filtr pogrubiający. Brzmi to jak podczas programu telewizyjnego, gdy stacja próbuje ukryć tożsamość osoby udzielającej wywiadu. Młodzieniec przemawiający zmodulowanym głosem świadka koronnego Masy, budzi rozbawienie.

Laura Bow nie jest najlepszą produkcją Sierry. Choć jest to jedna z bardziej rozbudowanych gier, zabawę utrudniają wysoki stopnień trudności i niepotrzebne skomplikowanie interfejsu. Weterani gier przygodowych będą się dobrze bawić, jednak osoba dopiero zaczynająca swoją przygodę z retro-przygodówkami powinna sięgnąć po inny, bardziej przystępny tytuł.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *