H. H. Holmes to jedna z najbardziej ponurych postaci w historii kryminalistyki. Wielu historyków uważa go za pierwszego „medialnego” seryjnego zabójcę w Stanach Zjednoczonych. Holmes zasłynął z budowy owianego legendą „Murder Castle” — hotelu pełnego ukrytych przejść, fałszywych ścian, zapadni i pomieszczeń przypominających komnaty tortur. To właśnie tam miał mordować swoich gości podczas wystawy światowej w Chicago w 1893 roku. Oficjalnie skazano go tylko za jedno zabójstwo, lecz sam przyznał się do 27 morderstw, a według najbardziej sensacyjnych teorii liczba jego ofiar mogła przekraczać nawet 200. Wokół Holmesa przez lata narosło tyle mitów, że pojawiały się nawet spekulacje, jakoby mógł być słynnym Kubą Rozpruwaczem.
Mimo tak makabrycznej historii Holmes nigdy nie stał się ikoną popkultury na miarę Hannibala Lectera czy Leatherface’a. Dopiero The Dark Pictures Anthology: The Devil in Me postanowiło szerzej wykorzystać jego legendę. Gra studia Supermassive Games jest finałem pierwszego sezonu antologii horrorów The Dark Pictures i czerpie pełnymi garściami zarówno z historii Holmesa, jak i klasycznych slasherów pokroju „Piły”, „Lśnienia” czy „Halloween”.
Fabuła The Devil in Me
Tajemniczy milioner buduje na prywatnej wyspie wierną replikę hotelu Holmesa i zaprasza ekipę realizującą serial dokumentalny true crime. Dla bohaterów ma to być szansa na uratowanie podupadającego programu i zdobycie nowych widzów. Na wyspę trafiają reżyser Charlie (Paul Kaye), prezenterka Kate (Jessie Buckley), operator Mark (Fehinti Balogun), oświetleniowiec Jamie (Gloria Obianyo) oraz dźwiękowiec Erin (Nikki Patel).
Początkowo wszystko wygląda niepokojąco, ale jeszcze normalnie — bohaterowie zwiedzają hotel, nagrywają materiały i czekają na ekscentrycznego gospodarza. Szybko okazuje się jednak, że stali się uczestnikami chorej gry. W hotelu grasuje zamaskowany morderca wzorujący się na Holmesie, a cały budynek zamienia się w gigantyczną pułapkę. Ściany przesuwają się, korytarze zmieniają układ, a kolejne pomieszczenia przypominają sadystyczne konstrukcje rodem z serii „Saw”.

Rozgrywka
Pod względem rozgrywki The Devil in Me pozostaje bardzo wierne wcześniejszym odsłonom serii. Nadal jest to przede wszystkim interaktywny horror nastawiony na eksplorację, wybory moralne i sekwencje QTE. Kierując kolejnymi członkami ekipy, przemierzamy hotel, szukamy wskazówek, unikamy zagrożeń i podejmujemy decyzje wpływające na to, kto przeżyje. Twórcy dodali jednak kilka nowych elementów. Bohaterowie posiadają teraz prosty ekwipunek, mogą korzystać z narzędzi, pokonywać przeszkody terenowe, wspinać się czy przesuwać obiekty.
Kosmetyczne zmiany
Problem polega na tym, że zmiany są raczej kosmetyczne. Przy historii skupionej wokół wymyślnych pułapek aż prosiło się o bardziej rozbudowane zagadki logiczne. Tymczasem wiele scen sprowadza się do znalezienia odpowiedniego przedmiotu lub wykonania prostego QTE. Dobrym przykładem jest sekwencja ze zgniatającymi ścianami. Jedyną możliwością uniknięcia „Jill Sandwich”, jest posiadanie pewnego przedmiotu zdobytego we wcześniejszym etapie. Czyż nie byłoby lepiej, gdyby postać musiała rozwiązać jakąś łamigłówkę albo wykonać szereg czynności? Irytującą wadą jest także ciemność. Gra co jakiś czas zmusza nas do grania w zaciemnionych korytarzach, z minimalnym źródłem światła. W teorii ma to budować napięcie, ale w praktyce momentami zamienia eksplorację w frustrujące błądzenie po identycznych korytarzach.

Postacie
Jednym z najmocniejszych elementów gry są bohaterowie. To nadal grupa ludzi z horroru, więc nie brakuje konfliktów, błędnych decyzji i wzajemnych pretensji, ale postacie mają wyraźne osobowości i relacje. Dzięki temu łatwiej się z nimi zżyć niż z typowymi „mięsami armatnimi” ze slasherów klasy B. Nie obyło się jednak bez zgrzytów. Scenariusz czasami sam sobie przeczy — jedna z postaci najpierw wspina się po stromych skałach niczym Nathan Drake, by później dostać ataku lęku wysokości na zwykłym moście. Podobnych drobnych absurdów jest więcej.
Nierówny poziom prezentuje też oprawa techniczna. W najlepszych scenach mimika bohaterów wygląda świetnie i pozwala odczytać drobne emocje czy nerwowe tiki. W innych postacie nagle sprawiają wrażenie sztucznych manekinów. To problem, który od lat przewija się w grach Supermassive Games.
The Devil in Me to udane zwieńczenie pierwszego sezonu The Dark Pictures Anthology. Gra nie rewolucjonizuje formuły serii, ale skutecznie wykorzystuje motyw „morderczego hotelu” inspirowanego legendą H.H. Holmesa. Największe atuty produkcji to gęsty klimat, ciekawi bohaterowie i pomysłowe pułapki budzące skojarzenia z filmową „Piłą”. Z drugiej strony gameplay nadal bywa zbyt prosty, a techniczne niedoróbki potrafią wybić z immersji.
Jeśli komuś podobały się wcześniejsze odsłony antologii, The Devil in Me dostarczy dokładnie tego, czego oczekuje — filmowego horroru, w którym każda decyzja może zakończyć się śmiercią bohatera. Natomiast osoby zmęczone schematem serii raczej nie znajdą tu nic, co całkowicie zmieni ich opinię. To bardziej dopracowana ewolucja niż prawdziwa rewolucja.

