The Tragedy at Deer Creek – recenzja

The Tragedy at Deer Creek to klasyczna gra przygodowa z widokiem z pierwszej osoby, która zabiera gracza do opuszczonej osady drwali położonej wśród alaskańskich lasów. Klasyczne gry przygodowe z widokiem z pierwszej osoby wciąż mają swoich wiernych fanów, zwłaszcza jeśli zamiast widowiskowej akcji stawiają na atmosferę, eksplorację i stopniowe odkrywanie tajemnicy. The Tragedy at Deer Creek próbuje połączyć te elementy z historią opuszczonej osady drwali na Alasce, której mieszkańcy pewnego dnia zniknęli bez śladu.

The Tragedy at Deer Creek – fabuła

Fotografka Charlotte Gray przybywa do opuszczonej osady drwali na Alasce. Jej celem jest udokumentowanie miejsc zapomnianych przez czas na potrzeby swojej książki. Miasteczko zachowało się w wyjątkowo dobrym stanie i wciąż pełne jest osobistych przedmiotów. Zupełnie jakby mieszkańcy pewnego dnia po prostu je opuścili, nie zabierając ze sobą żadnego dobytku.

The Tragedy at Deer Creek to klasyczna gra przygodowa z widokiem z pierwszej osoby i statycznymi ekranami. Na każdym z nich znajdują się hotspoty – miejsca, których kliknięcie pozwala podnieść lub użyć przedmiotu. Po najechaniu kursorem zmienia się on w ikonę oka, informując, że dany obiekt można obejrzeć. Jeśli natomiast przedmiot umożliwia zarówno oględziny, jak i interakcję, pojawia się dwuelementowe menu pozwalające wybrać odpowiednią akcję. Prawy przycisk myszy nie pełni żadnej funkcji.

Zagadki

Zagadki nie odbiegają od kanonu klasycznych gier przygodowych. Znajdujemy przedmioty, łączymy je ze sobą, wykorzystujemy na innych obiektach i stopniowo odblokowujemy kolejne lokacje. Fabuła prowadzi nas niemal za rękę, regularnie wyznaczając nowe cele. Zazwyczaj sprowadzają się one do dostania się w nowe miejsce lub uruchomienia jakiegoś urządzenia. Gra jest bardzo linearna – jeśli w danym momencie dany przedmiot nie jest potrzebny, Charlotte po prostu go nie podniesie. Trzeba więc zapamiętywać rozmieszczenie potencjalnie przydatnych obiektów, by wrócić po nie później.

Pod względem stopnia skomplikowania łamigłówki w The Tragedy at Deer Creek są raczej proste. Dziwi natomiast spora liczba przedmiotów sugerowanych jako interaktywne, które nigdy nie znajdują żadnego zastosowania. Dobrym przykładem jest wyposażenie fotografki. W rozłożonym na stole ekwipunku znajdują się między innymi zapasowe klisze i światłomierz. Przy próbie ich podniesienia bohaterka stwierdza, że zabierze je później do robienia zdjęć średnioformatowych. Problem w tym, że przez całą grę przedmioty te nie zostają wykorzystane. Możliwe, że pierwotnie planowano bardziej rozbudowaną mechanikę fotografowania, z której ostatecznie zrezygnowano.

recenzja The Tragedy at Deer Creek

Oprócz rozwiązywania zagadek odnajdujemy liczne dokumenty przybliżające realia życia mieszkańców Deer Creek. Z notatek nadzorcy dowiadujemy się, którzy pracownicy byli wzorowymi stachanowcami, a którzy zasłużyli na naganę lub zwolnienie. Z dziennika pielęgniarki poznajemy historię kolejnych wypadków, chorób czy mieszkańców nadużywających laudanum. Tego typu materiały skutecznie budują wiarygodność świata i sprawiają, że opuszczona osada wydaje się miejscem, w którym rzeczywiście kiedyś tętniło życie.

Grafika

Dużym atutem The Tragedy at Deer Creek jest oprawa graficzna utrzymana w estetyce retro low-poly. Postacie i otoczenie zbudowano z prostych, geometrycznych brył pozbawionych zbędnych detali, dzięki czemu całość jest bardzo czytelna i ma własny charakter. W licznych przerywnikach filmowych animacje postaci są zaskakująco naturalne i płynne, co sugeruje wykorzystanie rotoskopii. Całość przywodzi na myśl animowane sekwencje z takich klasyków jak Another World czy Flashback. Mocną stroną produkcji jest również wszechobecny klimat samotności i opuszczenia, który skutecznie buduje napięcie podczas eksploracji.

Wady

Niestety zawodzi prawdopodobnie najważniejszy element gry – opowiadana historia. Przez większość czasu po prostu odkrywamy kolejne lokacje, a po odnalezieniu odpowiedniej ich liczby oglądamy krótką scenkę przedstawiającą fragment przeszłości osadników z ich perspektywy. Problem polega na tym, że niewiele z tych retrospekcji wynika. Dowiadujemy się głównie oczywistości: życie na odludziu było ciężkie, zdarzały się drobne konflikty, ludzie zmagali się z codziennymi trudnościami. Na właściwe wyjaśnienie tytułowej tragedii trzeba czekać niemal do samego końca, kiedy cała tajemnica zostaje przedstawiona w trwającym zaledwie kilka minut pokazie slajdów.

deer creek recenzja

W efekcie przez większość gry fabuła praktycznie stoi w miejscu, by na samym końcu w pośpiechu wyłożyć wszystkie karty na stół. Historia sama w sobie nie jest szczególnie odkrywcza, a sposób jej przedstawienia nie wywołuje większych emocji. Gdyby kolejne rozdziały stopniowo budowały napięcie, ukazywały narastające konflikty i pogłębiały relacje między bohaterami, finał miałby znacznie większą siłę oddziaływania. Tymczasem twórcy próbują wzbudzić emocjonalne zaangażowanie dopiero podczas kilkuminutowej końcowej sekwencji, co zwyczajnie nie działa.

Drugim elementem wybijającym z immersji jest dysonans pomiędzy zagadkami a realiami przedstawionego świata. Trudno uwierzyć, że grupa drwali, spędzających całe dnie na ciężkiej pracy fizycznej w ekstremalnych warunkach Alaski, po godzinach konstruowała skomplikowane mechanizmy, sekretne przejścia czy zamki wymagające zegarmistrzowskiej precyzji. Tego rodzaju łamigłówki lepiej pasują do gier pokroju Myst czy Reah, natomiast w The Tragedy at Deer Creek bardziej naturalne byłyby zagadki wynikające z codziennych czynności mieszkańców osady.

Mniejszym mankamentem jest aktorstwo głosowe. Główna bohaterka dysponuje przyjemnym i wyrazistym głosem, jednak niekiedy wypowiada kwestie z manierą przypominającą lektora filmu dokumentalnego. W niektórych scenach brakuje jej emocji i wyraźniej zarysowanej osobowości.

Mimo tych zastrzeżeń The Tragedy at Deer Creek pozostawia po sobie całkiem pozytywne wrażenie. To solidna, klasyczna przygodówka, która nadrabia klimatem, świetną oprawą audiowizualną i satysfakcjonującą eksploracją opuszczonej osady. Szkoda jedynie, że potencjał drzemiący w intrygującej tajemnicy nie został lepiej wykorzystany, a finał sprawia wrażenie zbyt pospiesznego i niedostatecznie przygotowanego. Jeśli jednak ktoś szuka nastrojowej gry na kilka wieczorów i jest gotów przymknąć oko na fabularne niedociągnięcia, wyprawa do Deer Creek z pewnością okaże się warta rozważenia.

The Tragedy at Deer Creek
The Tragedy at Deer Creek oferuje świetny klimat, dopracowaną oprawę audiowizualną i satysfakcjonującą eksplorację, ale rozczarowuje niewykorzystanym potencjałem swojej historii.
Zalety
Minimalistyczna oprawa
Klimat
Przyzwoite, choć niepasujące do scenerii zagadki
Wady
Źle poprowadzona fabuła
Zakończenie
Przestarzały interfejs
6

Dark Side of the Moon – recenzja gry FMV

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *