Gry oparte na licencji filmowej zazwyczaj są zwykłym skokiem na kasę – tandetną, napisaną na kolanie produkcją, do której ktoś na siłę podpina znaną markę. Oparta bezpośrednio na filmie Christophera Nolana gra Batman Begins z 2005 roku, choć nie jest tytułem doskonałym, wymyka się temu stereotypowi.
Uwaga: Użyte w artykule screenshoty wykonane zostały na emulatorze PCSX2.
Fabuła Batman Begins
Fabuła dość wiernie powtarza historię opowiedzianą w filmie. Pojawiają się kluczowe wydarzenia oraz lokacje. Oglądamy zarówno porządki zaprowadzane przez Batmana w Gotham, jak i wcześniejszy trening Bruce’a Wayne’a pod okiem Ducarda i Ligi Cienia. Do swoich ról powrócili niemal wszyscy aktorzy znani z filmu, z wyjątkiem Gary’ego Oldmana. Niewielką wadą są cutscenki wypełniające przestrzeń między misjami, będące mocno wyedytowanymi fragmentami filmu. Dla gracza, który nie zna lub nie pamięta ekranowego pierwowzoru, nadanie kontekstu w postaci jednego zdania może okazać się niewystarczające do pełnego zrozumienia ciągłości narracyjnej.
Grafika
Jak na swoje czasy gra prezentuje się bardzo dobrze. Animacje są płynne, lokacje dopracowane wizualnie i pełne detali nawiązujących do filmowego pierwowzoru. Dobrze wypadają także efekty świetlne, takie jak cienie, dynamiczne oświetlenie czy dym. Najlepiej jednak prezentują się modele postaci. Choć gra została wydana na konsole szóstej generacji (PS2, GameCube, Xbox), momentami wygląda jak wczesna produkcja z PlayStation 3. Jedyną drobną wpadką grafików jest niemal komiczna animacja wchodzenie po drabinie.
Rozgrywka
Rozgrywka w Batman Begins podzielona jest na kilka powtarzających się sekcji: eksplorację, walkę, skradanie się oraz jazdę Batmobilem. Eksploracja jest najprostsza, ponieważ nie wymaga niemal żadnego wysiłku. Biegniemy przed siebie, pokonując kolejne korytarze i pomieszczenia niczym prowadzeni po sznurku. Nawet jeśli natrafimy na przeszkodę (np. zamknięte drzwi), rozwiązanie jest widoczne niemal od razu – będzie nim jedyny interaktywny punkt w okolicy. Może to być kratka wentylacyjna, rura, podwyższenie lub inny obiekt, z którego należy skorzystać. Zasada jest zawsze taka sama: jeśli coś jest interaktywne, oznacza to, że trzeba tego użyć. Gdy trafimy na przeciwników, możliwe są dwa scenariusze. Jeśli wszyscy są nieuzbrojeni, musimy po prostu pokonać ich w walce wręcz. System walki jest bardzo prosty i sprowadza się do mashowania przycisków. Jeśli jednak przeciwnicy posiadają broń palną, otwarta walka oznacza niemal pewną śmierć. Jedyną metodą jest eliminowanie ich z ukrycia lub zastraszenie całej grupy. Pierwsza opcja jest dość oczywista – korzystając z kamerki zapewniającej wgląd do pomieszczenia, czekamy aż przeciwnik odwróci się plecami, po czym wchodzimy i ogłuszamy go. Druga opcja polega na dostaniu się do pomieszczenia alternatywną drogą (szybem wentylacyjnym, oknem czy bocznym wejściem), a następnie dokonaniu drobnego aktu sabotażu: gaszenia świateł, wypuszczania pary, zrzucania obiektów czy atakowania z wysokości. W wyniku strachu uzbrojeni przeciwnicy porzucają broń, a nam pozostaje jedynie ich pobicie. Dlaczego wystraszony bandyta miałby porzucać broń palną – pozostaje w sferze domysłów.
Okazjonalnie gra zmusza nas do hakowania urządzeń lub otwierania zamków wytrychem w formie prostych minigierek. Ostatnią atrakcją jest jazda Batmobilem, przypominająca do złudzenia wyścigi z serii Burnout. Pędzimy przez miasto, taranując pojazdy przeciwników, a każdy wypadek kończy się efektowną animacją w zwolnionym tempie. Celem jest dotarcie do wyznaczonego miejsca na czas. Etapy te nie są skomplikowane, ale bez wątpienia należą do najbardziej dynamicznych i widowiskowych.

Niestety, choć całość brzmi wyjątkowo dobrze, Batman Begins nie jest pozbawiony problemów. Największymi z nich są linearność i powtarzalność. Poziomy prowadzą gracza jasno wyznaczoną ścieżką, pozostawiając niewiele miejsca na eksperymenty. Jeśli napotykamy kratkę wentylacyjną możliwą do zniszczenia batarangiem, to jest to jedyna słuszna droga. Jeśli jakieś urządzenie można zniszczyć – musimy je zniszczyć. Nie ma miejsca na kombinowanie, alternatywne rozwiązania czy kreatywne podejście. Każde pomieszczenie należy przejść dokładnie w taki sposób, jaki zaplanowali deweloperzy.
Nie sposób też nie wspomnieć o późniejszych grach z serii Arkham. Wprowadziły one mechaniki na tyle rewolucyjne, że na ich tle rozgrywka z Batman Begins wygląda jak produkcja amatorska. Gracz, który sięgnie po ten tytuł po ukończeniu nowszych odsłon, może przeżyć spore rozczarowanie. Mechaniki są pozornie podobne, ale różnica w jakości – kolosalna.

Batman Begins to jedna z niewielu licencjonowanych gier, które nie próbują jedynie odcinać kuponów od popularnej marki. Gra jest dobracowana graficznie, dość wiernie oddtwarza materiał źródłowy i ma mnóstwo ciekawych pomysłów. Niestety prosta struktura poziomów i brak swobody potrafią znużyć, a powtarzalność szybko daje się we znaki. To tytuł, który najlepiej sprawdzi się jako powrót do przeszłości lub ciekawostka dla fanów Batmana, pokazująca, jak wyglądały fundamenty pod znacznie lepsze gry, które miały dopiero nadejść.

