Zawieja odwilż

Odwilż – recenzja

W ostatnich latach można było zaobserwować prawdziwy wysyp dobrych polskich seriali. Watacha, Kruk, Belfer, Ślepnąc od świateł, Klangor, czy Pakt to tylko niektóre z nich. Do tego zacnego grona próbuje dołączyć najnowsza produkcja HBO zatytułowana Odwilż. Niestety, chociaż serial rozpoczyna się obiecująco, nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań.

Z rzeki zostaje wyłowione ciało młodej kobiety. Denatką okazuje się córka wpływowego prokuratora (Bogusław Linda). Dochodzenie prowadzi zdeterminowana policjantka Zawieja (Katarzyna Wajda). Ponieważ kobieta była w ciąży, zachodzi podejrzenie, że jej zabójca zatrzymał dziecko. Zawieja rozpoczyna poszukiwania.

Serial rozpoczyna się bardzo intrygująco. Świeżo owdowiała Zawieja nie może się pogodzić ze śmiercią męża i wbrew ustalonym przez prokuraturę faktom, doszukuje się udziału osób trzecich. W pracy jest skonfliktowana z byłym partnerem męża. Prowadzona przez nią sprawa przypomina rytualne morderstwo. Na dodatek ktoś zaczyna ją śledzić. Wątków jest sporo i są intrygujące. Niestety w miarę odkrywania kolejnych elementów układanki wszystko zaczyna się sypać. W scenariuszu pojawiają się liczne błędy i nielogiczności. Finału nie będziemy spoilować, jednak to, co się w nim dzieje zakrawa na parodię. Wybaczyć można liczne uproszenia, będące ewidentną kalką amerykańskich filmów, jednak nierealistycznych zachowań już nie. Zabójca w pewnym momencie po prostu się teleportuje. Zawieja złości się na nieprofesjonalnie zachowanie kolegi podczas przesłuchania, gdyż za bardzo przyciska oskarżoną, jednak sama zapomina, że odcinek wcześniej wpadła do pokoju przesłuchań, gdzie próbowała pobić zarówno przesłuchiwanego, jak i policjanta.

Dialogi brzmią bardzo sztucznie. Scenarzyści chyba uznali, że „dobra” to uniwersalne słowo, nadające się na każdą okoliczność. Oto autentyczna scena z jednego z odcinków:

Trepa: -Dobra, Zawieja, znamy miejsce pobytu Wróbla, jedziesz?
Zawieja: -No
Trepa: -Dobra
Zawieja: -Dobra, mamo, ja muszę jechać..
Mama: -Dobra

Oprócz dużych błędów fabularnych pojawiają się także pomniejsze. W jednej ze scen aktor przeładowuje broń, mierząc ją w stojącego obok statystę. Czy montażysta naprawdę był ślepy i nie zauważył czegoś takiego, czy we wszystkich dublach aktor popełnił ten sam błąd, a reżyser nie zwrócił mu nawet uwagi? Mamy też klasyka w postaci auta jadącego w jedną stronę miasta i pojawiającego się po innej. Tak, inne seriale też mają tego typu błędy, jednak w Odwilży ich ilość jest wyjątkowo duża. Tego typu rzeczy może i by przeszły w jakimś W11 czy Trudnych sprawach, jednak od HBO widz powinien oczekiwać czegoś więcej.

Oglądając serial, nie sposób nie zauważyć podobieństw, do różnych filmów i seriali z ostatnich lat. Protagonistka przywodzi na myśl Mare z Easttown. Podobnie jak ona, Zawieja zmaga się z problemami osobistymi, które rzutują na jej pracę. Ujęcia Szczecina przypominają nakręcony niedawno Klangor. Atmosfera jest podobna do The Killing. Dramatyczny finał do złudzenia przypomina końcówkę serialu Detektyw. Jedna ze scen zainspirowana została Milczeniem Owiec. Takich podobieństw jest bardzo dużo. Szkoda, że większość z nich wypada blado na tle oryginału.

Kolejnym problemem jest fatalnie napisana postać głównej bohaterki. Zawieja jest opryskliwa, arogancka i niemiła dla otoczenia. Na dodatek aktorka nie robi nic, aby zyskać, choć szczątkową sympatię widzów. Część jej zachowań można wytłumaczyć niedawnym odejściem męża, jednak jest różnica pomiędzy depresją a byciem zwykłym chamem. Najśmieszniejsze jest to, że jej postać potrafi być miła i współczująca, dla osoby podejrzanej, po czym stać się chamska w stosunku do osoby z najbliższego otoczenia. Czy nie powinno być na odwrót? Na plus trzeba jednak zaliczyć solidne przygotowanie pani Wajdy do scen akcji. Zawieja kilka razy musi dać komuś w zęby i stoczyć dramatyczną walkę o życie — sceny te wypadają naprawdę dobrze i przekonująco.

Odwilż serial

Wielką pomyłką jest obsadzenie Sebastiana Fabiańskiego w roli męża zamordowanej. Utalentowany aktor, słynący z ról twardzieli gra swoją postać w bardzo nieporadny sposób. Co gorsza, wymawiane przez niego dialogi są trudne do zrozumienia, zupełnie jakby aktor mówił z pełną buzią. Marnuje się talent Andrzeja Grabowskiego. Aktor pojawia się jedynie w krótkich scenach. Główny zły, którego tutaj nie będziemy spoilować gra stereotypowego szaleńca. Dziwne teatralne gesty i uśmieszki nie wystarczają, aby postaci nadać choć trochę grozy. Bardzo dobrze wypada za to Bogusław Linda w roli zrozpaczonego ojca.

Odwilż przypomina trochę ucznia, który podpatrzył i przepisał swoją pracę domową od kolegów — niestety zrobił to bardzo niechlujnie. Oprócz ładnych ujęć Szczecina i mrocznej atmosfery skandynawskich kryminałów, Odwilż nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Zawiązanie intrygi jest obiecujące, jednak jej rozwiązanie rozczarowujące. Serial nie dołączy do czołówki najlepszy polskich produkcji. Wielka szkoda.

6/10

Klangor – recenzja serialu

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.