Mój dług – recenzja

W 1994 roku dwóch młodych biznesmenów popełniło brutalną zbrodnię. Ofiarami Sławomira Sikory i Artura Brylińskego zostali egzekutor długów Grzegorz Gmitrzak i jego ochroniarz Mariusz Kłos. Gmitrzak miał być wspólnikiem Sikory i Brylińskiego, jednak okazało się, że jego celem jest wyłudzenie od nich jak największej ilości pieniędzy. Naliczony przez Gmitrzaka fikcyjny dług narastał w ekspresowym tempie, a wraz z nim nasilały się prześladowania. Sikora i Bryliński byli bici, zastraszani, a nawet zmuszani do popełniania przestępstw. Mimo regularnego spłacania gangstera, groźby i pobicia nie ustawały. Popchnięci do ostateczności mężczyźni postanowili sami nastraszyć przestępcę i jego ochroniarza, jednak po wywiezieniu na odludzie sprawy wymknęły się spod kontroli. Policja całą sprawę uznała za porachunki mafii, jednak gryziony wyrzutami sumienia Sikora poszedł na policję i się przyznał. O wydarzeniach tych opowiada jeden z najlepszych polskich filmów lat 90. – Dług.

Mój dług jest kontynuacją Długu, gdyż akcja rozpoczyna się w momencie przekroczenia przez Sikorę więziennych murów. Oczywiście nie jest to sequel w pełnym tego słowa znaczeniu, gdyż postacie nazywają się inaczej i są grane przez innych aktorów. Niezależnie jednak jak go potraktujemy, film nie dorasta słynnemu poprzednikowi nawet do pięt.

Głównym problemem filmu jest scenariusz, który tak naprawdę jest zlepkiem przypadkowych scen, podpatrzonych w innych filmach więziennych. Bójka więzienna – odhaczone, nauka grypsery – jest, gwałt na współwięźniu, jest… Cierpi na tym nie tylko struktura filmu, ale i motywacje postaci. Takie oderwane od siebie sceny nie potrafią emocjonalnie zaangażować i nie pozwalają na rozwój postaci. W zamierzeniu mieliśmy zobaczyć drogę, jaką pokonał bohater, aby pogodzić się z samym sobą i uznać swój 'dług’ za spłacony. Zamiast tego oglądamy kolekcję widokówek, którymi ktoś nam macha przed oczami.

Ten sam problem dotyczy wątków drugoplanowych. Postacie pojawiają się i znikają. Większość problemów, udaje się rozwiązać niemal natychmiast. Niechęć współwięźniów? Wystarczy uciąć kabel od grzałki i użyć go jako brakujący kabel do telewizora, aby zyskać ich przychylność i szacunek. Uniewinnienie? Wystarczy napisać list i spotkać się z kobietą z fundacji. Gotowe.

Jedyną postacią poboczną, którą poznajemy lepiej, jest współwięzień, będący byłym egzekutorem długów. Główny bohater powinien czuć do niego instynktowną odrazę, gdyż postać reprezentuje sobą całe zło, jakiego Sikora doświadczył. Przełamanie niechęci do takiej osoby powinno potrwać. Tymczasem sprawa zostaje rozwiązana jednym dialogiem – „jesteśmy tacy sami”. Tyle wystarczyło by dwójka bohaterów, została przyjaciółmi niczym Andy i Red ze Skazanych na Shawshank.

Mój dług stramowski

Kolejnym problemem filmu jest, że twórcy nie próbują niczego oryginalnego, tylko jadą po utartych schematach. W polskim kinie można znaleźć wiele naprawdę dobrych filmów więziennych takich jak Symetria, Git czy 25 lat niewinności. Problem w tym, że pod niemal każdym względem Mój dług na ich tle wypada gorzej. Przemiana głównego bohatera, więzienna rutyna, bezradność — wszystko zostało już pokazane wcześniej i zrobiono to lepiej. Tylko sceny przemocy jako tako się bronią, dzięki naturalizmowi i brutalności.

Grający główną rolę Bartosz Sak ma dobry warsztat, jednak brakuje mu doświadczenia. Wewnętrznej przemiany jego postaci nie widać w ogóle. Sikora wchodzi do więzienia ze znudzoną miną i z podobną z niego wychodzi. Dosyć dobrze wypada Piotr Stramowski w roli Hektora. Wielką porażką castingową jest Greg (odpowiednik Gerarda z Długu) w wykonaniu Marcina Januszkiewicza. Kreacja Grega przypomina nieudany casting na gangstera z filmu Poranek Kojota (nie zmuszaj mnie, żebym Ci nie pokazał, gdzie pieprz… roś… wróć… gdzie raki zimują! Okej?!) Rola jest na pograniczu parodii. Greg nie wzbudza lęku, tylko politowanie. Pozostaje pytanie, po co w ogóle było umieszczać w filmie sceny z tak karykaturalnie zagraną postacią?

Mój dług to film z niedopracowanym scenariuszem, jednowymiarowymi postaciami i przeciętnym aktorstwem. Jedynym pozytywnym aspektem jest kilka szokująco brutalnych scen. Historia miała dużo większy potencjał, jednak został zmarnowany.

4/10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.