A Plague Tale: Innocence – recenzja

Średniowieczna Francja. Kraj jest niszczony przez wojnę stuletnią, lecz to nie najeźdźcy są największym zagrożeniem, a roznoszące zarazę szczury. Główną bohaterką gry jest młoda szlachcianka Amicia de Rune. Jej pięcioletni brat Hugo cierpi na dziwną dolegliwość, przez którą rodzice trzymają go w zamknięciu. De Rune żyją z dala ze zgiełku wojennego, jednak sielankowe życie się kończy, kiedy ich dom zostaje napadnięty przez wysłanników inkwizycji, którzy z jakiegoś powodu poszukują Hugo. Bezlitośni inkwizytorzy mordują wszystkich domowników, a rodzeństwo zostaje zmuszone do ucieczki. Amicię i Hugo czeka wędrówka przez zniszczoną wojną i zarazą Francję. Za dnia muszą unikać wszędobylskich wysłanników inkwizycji, a nocami gromady wygłodniałych szczurów.

Amicia i Hugo są w ogóle nieprzygotowani na warunki panujące poza murami ich posiadłości. Nie potrafią się bronić, więc dostrzeżenie przez wroga na ogół oznacza koniec gry. Polna droga, na wprost nas jeden strażnik, dalej na rozwidleniu drogi drugi. Rzucamy kamień w jakiś brzęczący przedmiot, strażnik idzie sprawdzić to miejsce, a my szybko przebiegamy za jego plecami. Czekamy chwilę na drugiego strażnika, aż zrobi kolejny obchód i przemykamy ukradkiem, chowając się w wysokiej trawie. Każda z takich sytuacji to swoista łamigłówka z coraz większym stopniem skomplikowania. W późniejszych etapach dochodzą kolejne umiejętności, przedmioty oraz interaktywne elementy plansz.

Oprócz strażników drugą największą przeszkodą są szczury. Nie są to zwykłe szczury, a wściekłe, demoniczne hordy atakujące wszystko na swej drodze. Gromada szczurów niczym stado wygłodniałych piranii potrafi w kilka sekund zjeść dorosłego człowieka. Jedyne, czego boją się to światło. Za dnia szczury ukrywają się pod ziemią, a gdy wychodzą w nocy na żer, skrupulatnie unikają oświetlonych miejsc. I tutaj mamy drugi element gry. Szczury trzeba albo czymś zająć, albo rozgonić. Pierwsze możemy osiągnąć, rzucając im coś na pożarcie, a drugie poprzez manewrowanie źródłami światła.

Jedyną bronią Amicii jest proca. Przy jej pomocy możemy niszczyć interaktywne elementy pomieszczenia, lub roztrzaskiwać głowy nieszczęśnikom, którzy nie zabrali za sobą na patrol hełmu. Później w naszym ekwipunku pojawiają się specjalne rodzaje amunicji, takie jak kamienie zapalające lub gaszące, albo specjalne pociski z substancją żrącą. Przedmioty takie możemy kraftować ze zbieranych po drodze materiałów. Oczywiście na wszystko nam nie starczy surowców, więc musimy ostrożnie decydować, jaki rodzaj amunicji chcemy stworzyć. Jeśli na naszej drodze pojawiają się szczury, a w oddali widzimy strażnika patrolującego okolicę z pochodnią mamy dwie możliwości. Możemy rzucić w niego substancją żrącą, co zmusi go do zdjęcia hełmu, a nam pozwoli go wykończyć kamieniem. Ciałem zajmą się szczury, a my możemy iść dalej. Alternatywnie możemy użyć pocisku gaszącego na jego pochodni. Efekt będzie podobny, tyle że szczury zjedzą pozbawionego światła nieszczęśnika żywcem.

  Assassin's Creed: Brotherhood - recenzja

Na swojej drodze spotkamy całą galerię interesujących postaci, aczkolwiek najważniejszą osobą w naszej podróży jest oczywiście Hugo. Większość życia spędził w zamknięciu, więc siostra jest dla niego niemal obcą osobą. Ich relacja i wzajemne poznawanie stanowią trzon fabuły. Opieka nad Hugo nie jest prosta. Nowe doznania powodują u niego przerażenie lub dziecięcą ekscytację, co może być bardzo niebezpieczne, biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich rodzeństwo się znajduje. Z powodu swojej choroby Hugo jest bezradny w obliczu zagrożenia, więc cały czas trzeba go prowadzić go za rękę, a w niektórych przypadkach Amicia musi go nawet osłaniać przed co bardziej drastycznymi widokami. Możemy także zastawić go na chwilę, jednak nie może to trwać zbyt długo, bo pozostawiony sam sobie Hugo dostanie ataku paniki i zacznie krzyczeć, co w większości przypadków oznacza wyrok śmierci.

Gra w przedziwny sposób balansuje pomiędzy budżetowym tytułem indie a pełnoprawną grą AAA. Wielka w tym zasługa świetnego designu poziomów. W wielu miejscach tak naprawdę podążamy zwykłym tunelem (droga, trakt, ulice miasteczka) z jedną lub dwoma odnogami, lecz wszystko jest tak sprytnie zaprojektowane, że sprawia wrażenie, jakby tak miało być. Nie czuć sztucznego ograniczenia i niewidzialnych barier.

Sporą wadą gry jest bardzo mała inteligencja przeciwników. Wystarczy rzucić gdzieś kamieniem, aby strażnik od razu tam podszedł niczym owca na rzeź. Możemy nawet zabić mu partnera, a on po chwili przejdzie nad tym do porządku dziennego. Zasadniczo strażnicy mają zaprogramowane dwie reakcje: „pewnie mi się zdawało” albo „pewnie już są daleko”. Mimo iż ich ilość w kolejnych lokacjach rośnie, gra nigdy nie staje się wymagająca. Miłośnicy Dark Souls będą rozczarowani.

Firma, zamiast skorzystać z gotowych rozwiązań, zaryzykowała i zbudowała własny autorski engine. Ryzyko się opłaciło. Postacie i otoczenie są bardzo szczegółowe. Widać też wysiłek włożony w motion capture. Największe wrażenie robią hordy szczurów. Twórcy chwalą się, że silnik gry jest w stanie wygenerować do 5000 unikalnych sztuk jednocześnie. Trzeba przyznać, że nie rzucają słów na wiatr i hordy wyglądają o wiele lepiej, niż w takim Dishonored.

  Broken Sword: The Sleeping Dragon - recenzja

Bardzo dobrze wypada także aktorstwo głosowe. Młodzi aktorzy wkładają dużo serca w wypowiadane kwestie, a dialogi są napisane dobrze i nie rażą sztucznością. Jedyną rzeczą, do której można się przyczepić, jest niepotrzebne używanie francuskiego akcentu. Skoro postacie są u siebie w kraju i w domyśle wszyscy mówią takim samym językiem, po co wprowadzać złudzenie, jakby byli obcokrajowcami? Zresztą nawet najbardziej dramatyczna kwestia może zabrzmieć komicznie, kiedy jest wypowiadana łamanym angielskim rodem z serialu Allo Allo. W dzisiejszych czasach twórcy coraz częściej odchodzą od takich rozwiązań, czego przykładem jest serial Czarnobyl, gdzie nikt się nie sili na granie z udawanym rosyjskim akcentem. Na szczęście można też włączyć oryginalną francuską ścieżkę dźwiękową, która brzmi o wiele lepiej.

Plage tale innocence amicia

 

Gra produkcji Asobo to przyjemna niespodzianka. Miło zobaczyć tak dobrze wykonany tytuł pozbawiony plag współczesnych gier AAA. Żadnych lootboxów, żadnych udziwnień. Prosta, bardzo przyjemna i angażująca rozgrywka, wciągająca historia i ciekawe postacie sprawiają, że jest to jeden z najlepszych tytułów single player 2019 roku.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*