Avengers: Endgame to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii kinowego uniwersum Marvela – film, który miał nie tylko dostarczyć widowiskowej rozrywki, ale przede wszystkim zamknąć wątki budowane przez ponad dekadę. Oczekiwania wobec tej produkcji były ogromne, a presja dorównania poprzedniej części – jeszcze większa. Czy finałowa odsłona sagi spełnia te wymagania?
Fabuła Avengers: Koniec gry
Akcja Avengers: Endgame rozpoczyna się bezpośrednio po wydarzeniach z Avengers: Infinity War. Thanos zlikwidował połowę populacji wszechświata. Avengersi przegrali. Tony Stark jest uwięziony na statku kosmicznym z kończącymi się zapasami tlenu, a pozostali bohaterowie na Ziemi pogrążeni są w smutku, złości i rozpaczy. Teraz pozostaje im jedynie zaleczyć rany i spróbować naprawić zniszczenia dokonane przez Szalonego Tytana. Tylko jak pokonać przeciwnika, który dzierży niemal absolutną potęgę? Czy istnieje siła zdolna mu się przeciwstawić?
Film ma zupełnie inną strukturę niż Wojna Nieskończoności. Przede wszystkim nie próbuje na nowo przedstawiać bohaterów. Jeśli wybieracie się na seans, znajomość poprzedniej części jest konieczna, a orientacja w innych filmach MCU – bardzo wskazana, szczególnie takich jak The Avengers, Captain America: The Winter Soldier czy Guardians of the Galaxy.

Twórcy robią wiele, by zaskoczyć widza. Jeśli po obejrzeniu zwiastunów wydaje wam się, że wiecie, czego się spodziewać – jesteście w błędzie. Już na samym początku pojawia się scena, na którą wielu fanów czekało od dawna. Duży nacisk położono na konsekwencje „pstryknięcia”. W poprzednim filmie widzieliśmy jego natychmiastowe skutki – chaos, katastrofy i panikę. Tutaj oglądamy przede wszystkim długofalowe efekty, zwłaszcza te emocjonalne. Zniknięcie połowy ludzkości odciska ogromne piętno na ocalałych. Bohaterowie czują odpowiedzialność za porażkę, co prowadzi do wyraźnych zmian w ich charakterach. Momentami można odnieść wrażenie, jakby oglądało się komiksową historię w stylu „What if?”. To najwolniejsza część filmu, ale jednocześnie jedna z najbardziej interesujących. Ryzyko podjęte przez twórców zdecydowanie się opłaciło.
W dalszej części tempo znacznie przyspiesza, a film zamienia się w widowisko pełne zwrotów akcji. Mimo dramatycznego tonu, bracia Russo umiejętnie wplatają również humorystyczne momenty, które dobrze równoważą ciężar opowieści.
Nie zabrakło oczywiście spektakularnych scen akcji i epickich bitew. Niestety, element ten nie dorównuje poziomowi znanemu z wcześniejszych filmów. Starcia takie jak bitwa na lotnisku w Captain America: Civil War czy walka o Wakandę w Wojnie Nieskończoności były bardziej przejrzyste i lepiej zrealizowane pod względem choreografii. W Endgame momentami panuje chaos – scena próbuje pokazać zbyt wiele naraz, przez co trudniej zorientować się w przebiegu wydarzeń.
Mimo pewnych niedociągnięć, Avengers: Endgame w satysfakcjonujący sposób domyka wątki budowane przez jedenaście lat istnienia MCU. Bohaterowie są bardziej ludzcy niż kiedykolwiek wcześniej, a ich historie niosą ze sobą silny ładunek emocjonalny. To nie jest film idealny, ale stanowi godne zwieńczenie całej sagi i jedną z lepszych produkcji Marvela.
Na koniec mała wskazówka dla wybierających się do kina: po raz pierwszy w historii MCU film nie posiada sceny po napisach, więc nie ma potrzeby zostawania na sali do samego końca.


Dla mnie film katastrofa. 2h nic się nie dzieje po czym jest 30 min akcji i kolejne 20 min nudy, szkoda pieniędzy.
poprzednia część dużo lepsza a ta strasznie nudna i wlekąca się
dawno się nie zawiodłem tak na filmie.
Kolego walisz takimi błędami,ze aż włos się jeży…
Ja jestem wielką fanką Marvela i oglądałam ten film z zapartym tchem. Trudno mi zauważyć te trapiące błędy, chociaż oglądam Avengers od pierwszych części i znam je niemal na pamięć. Czy mógłbyś określić, co to za błędy?
Planuję o tym osobny artykuł, bo jest ich trochę. Nawet mnie to nie dziwi, gdyż przy filmie z takim rozmachem, niepopełnienie błędów było praktycznie niemożliwe.
-Starożytna już w 2012 wie o tym, że Strange będzie największym z czarodziejów (widziała przyszłość), jednak w filmie Strange miała co do niego wątpliwości
-Starożytna jest z jakiegoś powodu obrońcą Nowego Yorku, kiedy wiemy, że był nim w tym czasie Daniel Drumm
-podróż w czasie, powoduje zmiany i powstanie nowej odnogi czasowej, niezależnej od głównej. Skoro Kapitan cofnał się w czasie aby spędzić czas w ramionach ukochanej, to jakim cudem pojawił się na końcu filmu jako staruszek? On powinien istnieć jedynie w tej odrędnej odnodze, którą sam stworzył. No i dlaczego jest aż taki stary, przecież serum dawało mu młodość.
Było też dużo niesamowitych zbiegów okoliczności. Antman i Hawkeye przeżyli bombardowanie mimo braku supermocy.
Po pstryknieciu wszyscy żyli kolejne pięć lat. Pojawił się Ant Man, wspomniał o podróżach w czasie i nagle Tony wymyslił jak cofać się w czasie…w jeden wieczór.
Mimo ograniczonych zapasów cząsteczek pyma (na jedną podróż), Ant Man wielokrotnie zmienia wielkość.
Warto też zwrócić uwagę, że mimo popełnienia błędów bracia Russo załatali zgrabnie sporo dziur, jak np. skąd Hydra miała berło Lokiego? (początek Avengers 2) Teraz już wiemy skąd.
Dzięki za komentarz i pozdrawiam