Seven Stars Multimedia to polskie studio deweloperskie, które działało w latach 90. XX wieku. Firma zasłynęła przede wszystkim z produkcji dwóch klasycznych polskich gier przygodowych: Kajko i Kokosz w Krainie Borostworów oraz omawianej tutaj Wacki: Kosmiczna Rozgrywka. Niestety, choć drugie dzieło studia jest nieco bardziej ambitne, twórcy powtórzyli w nim wiele błędów poprzedniczki.
Wacki: Kosmiczna Rozgrywka – fabuła
Dwóch mieszkańców stereotypowego polskiego blokowiska, Franc i Ebek, spotyka kosmitę o imieniu Aargh. Obcy potrzebuje pomocy w odzyskaniu urządzenia ACME (Atomowy Czasoprzestrzenny Modyfikator Energii), którego części rozpadły się na Ziemi. Bohaterowie muszą je odnaleźć, aby uratować zarówno planetę Aargha, jak i własną.
Wielką wadą gry jest interfejs – pozornie przyjazny użytkownikowi, jednak w praktyce piekielnie irytujący. Podobnie jak w „Kajku i Kokoszu”, sterujemy dwiema postaciami jednocześnie. Lewym przyciskiem myszy używamy przedmiotów, a prawym przełączamy się między bohaterami. Każdy z nich ma inne umiejętności. O ile w „Kajku i Kokoszu” miało to sens (np. Kokosz był silniejszy i mógł podnieść cięższe przedmioty), o tyle tutaj często nie widać wyraźnego powodu, dla którego dana postać nie może wykonać konkretnej czynności. Co gorsza, wybranie niewłaściwego bohatera może skutkować bezpowrotnym zniszczeniem przedmiotu. Gra daje nam tylko trzy możliwości pomyłki w trakcie całej rozgrywki – po ich wyczerpaniu następuje koniec gry. To jednak nie koniec utrudnień. Kursor podczas próby podniesienia przedmiotu zmienia się w magnes, a my – operując precyzją co do piksela – musimy ustawić go tak, by obiekt znalazł się między biegunami. W ten sposób łapiemy na przykład krople wody spadające z sufitu. Nietrudno się domyślić, że nie należy to do szczególnie przyjemnych zadań.

Większość zagadek jest niezwykle abstrakcyjna. Owszem, trafiają się proste i intuicyjne rozwiązania, jak wycięcie zdjęcia z cudzego identyfikatora i wstawienie swojego, jednak lwia część zahacza o czysty surrealizm. Fabuła jest jedynie pretekstem do podróży po kolejnych lokacjach, a brak możliwości prowadzenia normalnych rozmów z NPC-ami sprawia, że gracz błądzi niemal po omacku. Kliknięcie postaci może wywołać jakąś odzywkę, ale rzadko prowadzi do jakiejkolwiek wskazówki. Po wylądowaniu w USA pierwszym zadaniem jest przeszukanie śmietnika w celu zdobycia papierka po gumie do żucia. Zużytą gumę – wielkości kilku pikseli – znajdziemy przyklejoną do ławki. Połączenie tych elementów w cudowny sposób daje nam nowiutką gumę. Wręczamy ją stojącemu nieopodal żołnierzowi, który w zamian oddaje nam swój guzik. Ten z kolei wykorzystujemy jako monetę w budce fotograficznej. I tak dalej. Są gry, które celowo korzystają z takiej abstrakcji i robią to z przymrużeniem oka – jak Skaut Kwatermaster. Tam nonsens jest zabawny. Tutaj sprawia wrażenie przypadkowego i – co gorsza – zupełnie nieśmiesznego.
Grafika budzi mieszane uczucia. Z jednej strony, jak na swoje lata, oferuje stosunkowo wysoką rozdzielczość i dużo animacji. Z drugiej – wygląda, jakby rysował ją ktoś po tygodniowym kursie obsługi Painta. Najbliższym skojarzeniem może być stylistyka znana z gry Na kłopoty Pantera, choć tam była ona zrealizowana znacznie lepiej. Przerysowany styl dobrze oddaje klimat polskich blokowisk i budek z piwem, lecz gdy akcja przenosi się za granicę, lokacje wydają się ubogie i tandetne. Najgorzej zestarzały się jednak liczne nawiązania popkulturowe. Młodsi gracze mogą nie wychwycić żartów czy odniesień oczywistych dla odbiorcy z lat 90., w tym aluzji do ówczesnych marek czy trendów. Z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, by po ten tytuł sięgnęli dziś młodsi gracze – to raczej propozycja dla tych, którzy pamiętają go jako pełną wersję dołączoną do popularnego magazynu o grach i chcą na chwilę wrócić do dzieciństwa.
Warto też dodać, że gra nie jest obecnie dostępna w żadnym cyfrowym sklepie. Nawet specjalizujący się w klasykach GOG nie ma jej w swojej ofercie. Jedyną możliwością pozostaje zdobycie oryginalnej płyty. Niestety, uruchomienie gry na współczesnym sprzęcie wymaga pewnej wiedzy technicznej – instalacji egzotycznych kodeków oraz specjalnego wrappera umożliwiającego działanie na nowych systemach.
„Wacki: Kosmiczna Rozgrywka” to produkcja, która dobrze oddaje realia polskiego rynku gier lat 90. – ambitna, pełna pomysłów, ale jednocześnie niedopracowana i frustrująca. Ma w sobie specyficzny urok epoki oraz kilka trafnych obserwacji obyczajowych, jednak dziwne rozwiązania i nieintuicyjne zagadki skutecznie zniechęcają do ponownego przechodzenia. To raczej ciekawostka historyczna i sentymentalna podróż dla fanów dawnych przygodówek niż tytuł, który obroni się we współczesnych realiach.

