YouTube Rewind 2018, czyli oderwanie od rzeczywistości

Youtube rewind 2018

Nadszedł grudzień a z nim czas rocznych podsumowań. Gazety, portale internetowe, krytycy, blogerzy i całe mnóstwo innych osób tworzy listy swoich ulubionych dzieł. Od 2010 podobną listę tworzy portal YouTube, prezentując listę swoich najpopularniejszych filmików z całego roku. Co roku prezentacja jest coraz bardziej rozwijana, pojawiają się dodatkowe skecze, gościnne występy popularnych youtuberów, a nawet bardziej mainstreamowych gwiazd. Filmiki zatytułowane Youtube rewind cieszyły się popularnością do 2016. W edycji 2017 pojawiły się po raz pierwszy poważne zgrzyty. Wtedy to YouTube odebrało możliwość wyświetlania reklam osobom wrzucającym content, których algorytm czasami mylnie wskazywał jako nieodpowiedni. Rozwścieczyło to dużo ludzi. Dodatkowo YouTube rewind 2017 nie uwzględniał najpopularniejszego YouTubera świata, czyli PewDiePie. Platforma odcięła się od niego po tym jak jeden z dziennikarzy zarzucił mu antysemityzm. Zamiast niego w klipie poczesne miejsce zajmowali bracia Logan, którzy i owszem, mają bardzo dużą armię followersów, jednak humor przez nich prezentowany jest bardzo niskich lotów. Dodatkowo wybór najpopularniejszych filmików pozostawiał sporo do życzenia. Reakcja internetu była bezlitosna, nagranie zostało 14 najbardziej nielubianym filmikiem na platformie. Można by pomyśleć, że YouTube wyciągnie wnioski i w tym roku poprawi błędy z ubiegłego roku. Niestety tak się nie stało, a nagranie YouTube rewind 2018 stało się drugim najbardziej nielubianym nagraniem w historii platformy, zaledwie po kilku dniach. Dlaczego?

YouTube jako platforma od ponad dwóch lat stoi w dużym rozkroku. Z jednej strony próbuje prezentować się jako „nasza platforma”, czyli platforma przyjazna zwykłym ludziom. Wystarczy, że masz mikrofon, kamerkę i zaczniesz o czymś gadać. O czymkolwiek: o grach, o technologii, o swoich poglądach na życie. Dołącz do nas i zostań częścią wielkiej społeczności. Jednak z drugiej strony próbuje przypodobać się mediom i reklamodawcom, budując wizerunek platformy przyjaznej wszystkim. I aby tego dokonać, ciągle wprowadza nowe obostrzenia. Nagle się okazuje, że tego i tamtego nie wolno mówić. I nie chodzi tu o rzeczy łamiące prawo, a tematy, które mogą kogoś potencjalnie obrazić. Tworzy to duży dysonans. YouTube próbuje swoim użytkownikom sprzedać bezpieczną korporacyjną kulturę, ubraną w płaszczyk bycia fajowym i nowoczesnym. Rezultat: nuda i fałsz.

Dlaczego nuda? No bo nagranie jest przewidywalne. Z tematów związanych z platformą wybrano tylko takie, które mają jak najmniejszą szansę obrazić kogokolwiek. Wszędobylskie nawiązania do Fortnite, Drake i kilku viralowych nagrań. Kosmiczne auto tesli, nawiązania do K-POP i azjatyckiej mody na nagrywanie jedzenia w miejscu publicznym. Tak, nasza kultura upadła tak nisko, że ludzie z chęcią oglądają innych ludzi jedzących posiłek. W nagraniu znalazło się miejsce dla takich znanych memów jak Bongo Cat. Nie słyszeliście? No ja też nie. Ja pamiętam memy takie jak: Tide pods, Kylo Ren bez koszulki, change my mind, Avengers is the most ambitious crossover, kłócący się ojciec i syn z American Chopper, Czy to jest gołąb?, I dont feel so good, zazdrosna dziewczyna, czy zdziwiony Pikachu. Każdy z tych memów jest używany powszechnie i odcisnął swoje piętno na popkulturze w 2018. Podobnie jest z wyborem tematyki. W klipie znalazły się nawiązania do królewskiego ślubu i mistrzostw świata w piłce nożnej. Naprawdę nie było ciekawszych wydarzeń? Dodatkowo wydarzenia te nie pochodzą bezpośrednio z platformy, tylko na nią trafiły, a to różnica. Nie sztuką jest nagrać fragment popularnego programu z telewizji i liczyć odsłony. Podobnie jak w przypadku memów pominięto wydarzenia najbardziej znaczące dla internetowej społeczności, wybierając te mniej lubiane. Czy się to podoba Youtubowi, czy nie, najpopularniejszym youtuberem jest wciąż PewDiePie, a jego rywalizacja z kanałem T-Series o ilość subskrybentów bije rekordy popularności. W tym roku wydarzyła się też pierwsza w historii gala MMA z popularnymi Youtuberami walczącymi ze sobą. Nie ma nic na ten temat. Zamiast tego w klipie umieszczono nagranie Johna Olivera i Trevora Noah. Obaj prowadzą popularne programy rozrywkowe w telewizji. Z YouTube nie mają wspólnego zbyt dużo, więc po co ich obecność w tym filmiku? Podobnie zresztą jak znanego vloggera, Willa Smitha. No bo książe z Bel Air to pierwsza myśl, jaka wam przychodzi, kiedy pomyślicie o YouTube, prawda?
Jak bardzo rewind jest oderwany od rzeczywistości, niech świadczy fakt, że najlepiej oceniany fragment to krótka animowana wstawka, w której autor przemycił kilka referencji. Mamy charakterystyczne krzesło PewDiePie, mamy leżący na półce puchar i kilka innych nawiązań do rzeczy, które nie mogłyby się dostać do ugrzecznionego nagrania.

  Youtube zaostrza reguły monetyzacji

Teraz omówmy jeszcze gorszą sprawę, czyli fałsz. W pewnym momencie nagrania bez żadnego wyraźnego powodu youtuberzy zaczynają mówić o wsparciu dla osób z problemami psychicznymi. Niby fajnie, tylko fragment jest tak sztuczny, jak się to tylko da. Youtuberzy, w zadumie kiwają głowami jak pieski, które kiedyś kładło się w autach, jednak oprócz tego kiwania nie robią nic w tej sprawie. I nie mówię tu o YouTube rewind a o szerszej perspektywie. Żaden z tych Youtuberów nie wspiera tego typu inicjatyw oprócz płatnego contentu. I właśnie taki płatny content jest reklamowany w tym klipie. BetterHelp to organizacja mająca pomagać osobom z problemami psychicznymi, która została uznana przez wielu jej użytkowników za przekręt. Klienci są kuszeni niewielkimi opłatami, które po pewnym czasie rosną. Jednak żadna z tych kiwających w zadumie głowami osób, nawet się nie zająknie na ten temat, bo po co. Lepiej powiedzieć, że osoby z problemami są dzielne. Po chwili dostajemy dalszą porcję rozczulania się nad dzielnymi głosami „azjatyckiej społeczności”, „usłyszeniu głosu kobiet”, „transwestytów”, „uchodźców” itp. Jeszcze raz powtórzę: idea sama w sobie szlachetna, ale w wykonaniu tych ludzi ma tyle samo wartości co powiedzenie przez kandydatkę na miss, że chciałaby, aby na świecie nie było wojen. Jak bardzo bezmyślne są te deklaracje, pokazuje fragment, w którym jedna z dziewczyn mówi o wysłuchaniu „wszystkich kobiet”, po to by zaraz po niej następna prowadząca dodała oraz „samotnych matek”. Czyżby samotne matki nie zaliczały się do wszystkich kobiet? Jest to takie szczere jak te pisane przez prawników publiczne przeprosiny, które słyszymy za każdym razem, kiedy jakiś celebryta coś narozrabia. Tylko pozostaje jedno pytanie: komu mają pomóc te ich słowa? Tym o których mowa, czy tym, którzy je mówią, pozując jednocześnie na szlachetne osoby? Trzeba pamiętać, że to nie są jakieś dzieciaki a młodzi milionerzy, którzy zarabiają od kilku do kilkumilionów dolarów rocznie, na wrzucaniu filmików, w których krzyczą do kamerki internetowej.

  Film nie jest odpowiedni dla wszystkich reklamodawców - czyli YouTube pokazuje pazurki

I jeśli ktoś myśli, że scenariusz takiego filmiku powstaje spontanicznie pod wpływem inicjatywy młodych ludzi w nim występujących, jest w błędzie. Wątpliwości rozwiewa znany YouTuber Philip de Franco, który został zaproszony do występu w rewind 2016, jednak musiał się wycofać, po tym, jak mu oznajmiono, że częścią kontraktu jest nagranie klipu z poparciem dla ówczesnego kandydata na prezydenta — Hillary Clinton.

Jak można naprawić całą inicjatywę? Po pierwsze: zaprosić do udziału bardziej znanych YouTuberów. Ludzi, którzy naprawdę mieli wpływ na platformę. Nie ma sensu otwierać nagrania wielką gwiazdą Hollywood, deklarującą, że uwielbia strzelankę (której pewne na oczy nie widział). Po drugie, nie robić żadnych sztucznych deklaracji poparcia dla szlachetnych spraw, bo to wygląda sztucznie i głupio. Jeśli YouTube chce wspomóc jakąś grupę społeczną, można nagrać osobny filmik. Albo, jeśli już koniecznie trzeba, to lepiej by było zaprosić do udziału osoby zawodowo się tym zajmujące. Amerykańskiego odpowiednika Jurka Owsiaka, który powie parę słów o sprawie, którą popiera. Kogoś, kto łączy swoją osobą szlachetną ideę z luzem. Będzie to wtedy wyglądał naturalnie i na pewno nikogo nie odrzuci od ekranu. I wreszcie po trzecie: nie bać się ryzyka. Humor powinien być zabawny, a nie mdły i nijaki.

Czy tak się stanie, chociaż w części, nie dowiemy się do następnego podsumowania, aczkolwiek ja nie wstrzymuje oddechu. YouTube już od kilku lat konsekwentnie preferuje “bezpieczny” content, który nie narazi platformy na konflikty z prasą i reklamodawcami. Biorąc pod uwagę, że większość użytkowników internetu woli dojrzalszą i ostrzejszą zawartość, przepaść między platformą a jej użytkownikami będzie się pogłębiać.

EDIT 15.12.2018

Głos w sprawie zabrał jeden z uczestników nagrania – youtuber Marques Brownlee. W swoim nagraniu powtórzył mniej więcej to co możecie przeczytać powyżej, czyli, że YouTube za bardzo chciał przypodobać się reklamodawcom i wykluczył wszystko co mogło budzić najmniejsze kontrowersje. Jednak oprócz tego dodał, że mnóstwo materiału w którym brał udział zostało wycięte. Pomiędzy sceną z Willem Smithem a jego pojawieniem się w autobusie, miało być więcej ujęć pokazujących jak w ogóle znalazł się w tym autobusie. Jednak z jakiegoś powodu sceny te zostały wycięte. Marques podejrzewa, że inni kreatorzy też mieli wycięty materiał. Jednak w cały nagraniu nie pada nawet słowo na temat wymuszonej sceny przy ognisku.

I jeszcze jedna opinia, tym razem od “szalonego elektryka” czyli Mehdiego Sadaghgara. Jest ona o tyle ciekawa, że Mehdi nie interesuje się grami, więc ogląda nagranie z perspektywy osoby, która nie zrozumie nawiązań do Fortnite.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop

2 Komentarze

    • AVGN jest bardzo znany w kręgu ludzi zainteresowanych retrogrami. Niestety jego kanał ma zaledwie około 3mln subskrybentów a Pew prawie 80 milionów i jest bardziej mainstreamowy. Druga rzecz, że YouTube nigdy by nie uwzględnił Jamesa w rocznym podsumowaniu, ze względu na język, jakim się posługuje w swoich recenzjach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*