Sprzedawca śmierci (Needful Things) – recenzja

Gdy w 1991 roku ukazała się nowa powieść Stephena Kinga zatytułowana Sklepik z marzeniami (Needful Things), prawa do jej ekranizacji zostały wykupione niemal natychmiast, a gotowy film trafił do kin półtora roku później. Niestety oznaczało to, że twórcy nie mieli wystarczająco dużo czasu, aby należycie dopracować scenariusz i przełożyć fabułę opasłego dzieła na realia pełnometrażowego filmu.

W miasteczku Castle Rock swój sklepik otwiera tajemniczy Leland Gaunt. Każdy może tu znaleźć „to coś”: pierwsze wydanie ukochanego komiksu, brakujący do kolekcji znaczek, czy nawet gadżet potrafiący przewidzieć wynik wyścigów konnych. Cena? Niewygórowana, jeśli jednak cię na nią nie stać, Gaunt w ramach zapłaty przyjmie „przysługę” w postaci pozornie, niewinnego psikusa spłatanego bliźniemu. Umaż komuś świeżo wypraną pościel błotem, podrzuć karteczki z wyzwiskami, obrzuć czyiś dom jabłkami. Popełnienie drobnego aktu wandalizmu w zamian za zdobycie wymarzonego obiektu wydaje się niewielką ceną, niestety z czasem te niewinne pranki wywołują bardzo poważne konsekwencje, eskalując w spiralę wzajemnej nienawiści i przemocy.

sprzedawca śmierci film

 

Sprzedawca śmierci jest przeładowany nadmierną liczbą wątków. Prowokowane przez Gaunta wydarzenia podsycają dawne zatargi, osobiste problemy i lęki mieszkańców miasteczka. Każda z ofiar, jak i sprawców musi zostać pobieżnie przedstawiona, a jest ich naprawdę sporo. Do tego dochodzą wątki poboczne: defraudacja miejskich pieniędzy, choroba narzeczonej szeryfa, konflikt konkurencyjnych wyznań i wiele innych. W ponad sześciusetstronicowej książce nie stanowiło to większego problemu, ponieważ każda z postaci została odpowiednio opisana i rozbudowana. W filmie natomiast część motywacji bohaterów jest w sferze niedopowiedzeń lub zostaje potraktowana po macoszemu. Fabuła przeskakuje więc od jednego „pranka” do drugiego, bez zapoznania nas z ludźmi, co sprawia, że ich los jest nam zupełnie obojętny. Brakuje również znanego z książki powolnego budowania napięcia. Gdy w miasteczku pojawia się chaos i anarchia, dzieje się to po prostu zbyt szybko.

Inną ofiarą filmowego scenariusza są zawarte w powieści motywy konsumpcjonizmu, pokus, chciwości oraz mentalności tłumu. Film w dużej mierze je pomija, skupiając się głównie na aspekcie slasherowym. Twórcom zależy przede wszystkim na tym, by bohaterowie jak najszybciej zaczęli się wzajemnie zabijać, bez eksplorowania głębszych tematów. Materiał źródłowy zostaje przez to nadmiernie spłycony.

W rolę znajdującego się w centrum wydarzeń szeryfa wciela się Ed Harris. Aktor jak zawsze wypada solidnie, jednak jest wyraźnie ograniczony przez scenariusz. Jego bohater to dość stereotypowy małomiasteczkowy policjant. Znacznie lepszy materiał otrzymał grający Gaunta, Max von Sydow (Egzorcysta). Jego postać to prawdziwy mistrz manipulacji — emanujący klasą, czarujący starszy pan, który nawet podczas rozmów o pozornie niewinnych sprawach budzi niepokój. Von Sydow wyraźnie bawi się rolą, lecz nigdy jej nie przerysowuje. Można śmiało stwierdzić, że jest to jeden z lepszych czarnych charakterów w ekranowym uniwersum Kinga. Na drugim planie pojawiają się solidne nazwiska: Bonnie Bedelia (Szklana pułapka), Amanda Plummer oraz J.T. Walsh. Ten ostatni otrzymał najbardziej skomplikowaną rolę, ponieważ jego bohater na przestrzeni filmu przechodzi radykalną, nacechowaną wieloma emocjami przemianę.

recenzja sprzedawca śmierci

 

Sprzedawca śmierci – Wersja rozszerzona

Wiele z wymienionych problemów wynika z faktu, że film jest po prostu zbyt krótki, aby pomieścić wszystkie wątki i motywy. Częściowym remedium na nie jest trwająca ponad trzy godziny wersja telewizyjna. Przez długi czas była ona trudna do zdobycia, jednak w 2023 roku została wydana na płycie Blu-ray — w pakiecie z oryginalną wersją kinową. Wersja reżyserska, choć nadal niedoskonała, wypada zdecydowanie lepiej. Wydłużony czas trwania pozwala na dokładniejsze zapoznanie się z bohaterami, lepsze naświetlenie ich motywacji oraz wprowadzenie postaci całkowicie pominiętych w wersji kinowej.

Sprzedawca śmierci to przykład adaptacji, która poległa pod ciężarem własnego materiału źródłowego. Film zawodzi jako wierne przełożenie powieści Kinga, upraszczając jej tematykę i rezygnując z powolnego budowania napięcia na rzecz powierzchownej przemocy. Jako samodzielne dzieło filmowe Sprzedawca śmierci pozostaje produkcją co najwyżej przeciętną, ale jako adaptacja jednej z ambitniejszych książek Kinga — wyraźnie rozczarowującą.

6/10

Kolor z przestworzy (Color Out of Space) – recenzja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *