Assassin’s Creed Black Flag Resynced – recenzja

Seria Assassin’s Creed ma już za sobą niemal dwie dekady istnienia, a jej historia to nieustanna przeplatanka wzlotów i upadków. Z jednej strony mamy kultową trylogię Ezio Auditore, która do dziś uchodzi za jeden z najlepszych okresów w dziejach marki, z drugiej zaś Assassin’s Creed III i Liberation – produkcje mające swoje mocne strony, ale którym czegoś zabrakło, by dorównać poprzednikom. Tym brakującym elementem okazała się odrobina swobody i przygody, którą zapewniło Assassin’s Creed IV: Black Flag. Zamiast skupiać się wyłącznie na konflikcie asasynów z templariuszami, gra pozwoliła nam poczuć się jak prawdziwi piraci. Rozległe Karaiby, abordaż na wrogie okręty, poszukiwanie skarbów i szanty śpiewane przez załogę sprawiły, że dla wielu graczy była to jedna z najlepszych odsłon całej serii.

Nic więc dziwnego, że Ubisoft postanowił wrócić do tej przygody i dać jej drugie życie. Assassin’s Creed Black Flag Resynced to nie tylko odświeżona oprawa graficzna, ale również przebudowane mechaniki, zmiany w strukturze misji i dodatkowa zawartość. Twórcy nie zdecydowali się wywrócić oryginału do góry nogami, lecz postawili na poprawienie jego najważniejszych elementów i dostosowanie ich do współczesnych standardów. Czy taka strategia wystarczyła, by ponownie rozkochać nas w pirackim życiu? A może po latach nawet Karaiby straciły nieco swojego dawnego uroku?

Fabuła

Mocną stroną Black Flag była fabuła, a konkretnie jej główny bohater. Edward Kenway nie jest kolejnym szlachetnym wojownikiem, który po stracie bliskich przysięga zemstę i z dnia na dzień zostaje wciągnięty w konflikt dwóch potężnych organizacji. Owszem, ostatecznie również trafia w sam środek odwiecznej wojny asasynów z templariuszami, ale początkowo interesują go przede wszystkim pieniądze, rum, kobiety, dobra bijatyka i perspektywa szybkiego wzbogacenia się.

Edward to oportunista, który ma własne ambicje i niespecjalnie przejmuje się ideologicznymi przepychankami między obiema frakcjami. Marzy mu się piracka utopia, w której będzie można żyć na własnych zasadach, bez królów, gubernatorów i innych ludzi próbujących dyktować mu, co ma robić. To właśnie egoizm bohatera, połączony z jego charyzmą i stopniową przemianą, sprawia, że jego historia wypada tak dobrze. Edward nie zaczyna jako gotowy heros. Dopiero kolejne wydarzenia zmuszają go do zastanowienia się nad tym, co właściwie chce osiągnąć i ile jest gotów poświęcić w imię własnych marzeń.

W Resynced główna oś fabularna pozostaje praktycznie niezmieniona, choć wzbogacono ją o dodatkowe sceny i zadania. Pojawiają się również nowe misje związane z rekrutowaniem oficerów na pokład naszego statku. Każdy z nowych członków załogi ma własną historię, a zdobycie jego zaufania wymaga wykonania odpowiednich zadań.

Zniknęły natomiast segmenty rozgrywające się w teraźniejszości. To dobra decyzja, ponieważ w oryginalnym AC IV były one raczej wymuszonym dodatkiem, który niewiele wnosił do rozgrywki, a jedynie niepotrzebnie ją spowalniał. Koniec z nudnym chodzeniem po biurze w widoku z pierwszej osoby i hakowaniem komputerów! Zabrakło także dodatku Freedom Cry.

Otwarty świat

Najmocniejszą stroną gry jest rozległy, zachęcający do eksploracji otwarty świat. Nie chodzi wyłącznie o jego rozmiar, ale przede wszystkim o klimat i swobodę, jaką oferuje. Piaszczyste plaże, gęste dżungle, ukryte zatoki, niewielkie osady i tętniące życiem miasta tworzą przestrzeń, w której niemal zawsze jest coś do zrobienia. Można śledzić kolejne wątki fabularne, polować na dzikie zwierzęta, poszukiwac skarbów, napadać na statki handlowe albo po prostu ruszyć przed siebie, by sprawdzić, co kryje się za następnym fragmentem mapy. Gra ma atmosferę, której próżno szukać w wielu współczesnych produkcjach z otwartym światem, a nawet w nowszych odsłonach Assassin’s Creed. To właśnie poczucie swobody, połączone z pirackim klimatem i możliwością spontanicznego odkrywania kolejnych zakątków archipelagu, sprawia, że Karaiby wciąż potrafią wciągnąć na długie godziny.

assasin's resynced recenzja

Gameplay

W Resynced poprawiono kilka pomniejszych elementów rozgrywki. Możemy między innymi automatycznie podążać za rozmówcą, a także zlecić statkowi nawigowanie do wybranego celu. To drobiazgi, ale skutecznie ograniczają konieczność ciągłego kontrolowania postaci czy kursu okrętu. Przebudowano również system walki. Nadal mamy do czynienia z parowaniem ciosów i wykonywaniem kontrataków, jednak mechanika starć została nieco zmieniona. Obie wersje systemu walki mają swoje zalety, dlatego wybór lepszej sprowadza się przede wszystkim do indywidualnych preferencji. Jedno jest jednak pewne: starcia w Resynced są znacznie brutalniejsze, a niektóre animacje wykończeń przypominają sceny wyjęte prosto z Mortal Kombat.

Poprawiono także parkour. Ruch Edwarda jest nieco płynniejszy, a przemieszczanie się po dachach i elementach otoczenia wydaje się bardziej naturalne. Na pochwałę zasługuje również usunięcie części dodatkowych wymagań misji, takich jak konieczność ukończenia zadania bez zabijania przeciwników. Nie każdy lubi, gdy gra najpierw pozwala rozpętać widowiskową jatkę, a następnie karze za niespełnienie arbitralnie narzuconego warunku. Dzięki tym zmianom można skupić się na samej przygodzie, zamiast nerwowo sprawdzać, czy przypadkiem nie zawaliliśmy kolejnego opcjonalnego celu. Niemal bez zmian pozostawiono natomiast skradanie. Niestety oznacza to, że przeciwnicy wciąż potrafią wykazywać się inteligencją godną sztucznej rośliny doniczkowej. Możemy eliminować ich towarzyszy z ukrycia, a nawet po odkryciu licznych ciał strażnicy ograniczają się do krótkiego wzmożenia czujności, po czym wracają do swoich utartych tras patrolowych. Ten element rozgrywki zasługiwał na znacznie większe zmiany.

Grafika

Pod względem oprawy graficznej Resynced robi naprawdę dobre wrażenie. Światło odbijające się od powierzchni wody, rozległe panoramy, gęsta roślinność i dynamiczne efekty pogodowe sprawiają, że Karaiby wyglądają lepiej niż kiedykolwiek. Szczególnie dobrze prezentują się morskie krajobrazy. Poprawiono również modele postaci. Nie oznacza to jednak, że wszystko dopracowano do perfekcji. W niektórych nowych misjach brakuje animacji opartych na motion capture, przez co bohaterowie sprawiają wrażenie sztywno ustawionych kukieł. Szczególnie rzuca się to w oczy podczas dialogów, kiedy zamiast naturalnie gestykulować, postacie po prostu stoją z rękami założonymi na biodrach i wypowiadają kolejne kwestie. W grze, która pod wieloma innymi względami prezentuje się tak efektownie, takie niedoróbki zwyczajnie kłują w oczy. Momentami przeszkadza również przesadne nasycenie kolorów. Żółto-pomarańczowy filtr nadaje niektórym scenom zbyt ciepłą, niemal przesłodzoną tonację.ac resynced recenzja

Pod względem technicznym produkcja wypada całkiem stabilnie, choć sporadycznie zdarzają się błędy fizyki, takie jak przenikające się obiekty czy lewitujące ciała. Na szczęście wraz z kolejnymi aktualizacjami takich problemów jest coraz mniej. Dwukrotnie zdarzyło mi się również, że misja uległa zablokowaniu z powodu błędu i konieczne było jej powtórzenie. Na szczęście w obu przypadkach chodziło o zaledwie kilka minut rozgrywki.

Assassin’s Creed Black Flag Resynced to udany powrót do jednej z najbardziej lubianych odsłon serii. Gra nie próbuje na siłę opowiadać historii Edwarda Kenwaya na nowo, bo zwyczajnie nie ma takiej potrzeby. Zamiast tego rozwija sprawdzoną formułę, poprawia system walki, wygładza parkour, dodaje nowe zadania i pozwala jeszcze swobodniej cieszyć się pirackim życiem. Największą zaletą pozostaje jednak sam świat gry – pełen pobocznych atrakcji, ciekawych postaci i okazji do spontanicznych przygód, które często okazują się ciekawsze niż główny wątek fabularny. To dokładnie taki powrót do czwartej części, o jakim fani marzyli od lat – bez zbędnego kombinowania, za to z ogromnym szacunkiem do oryginału.

Assassin’s Creed Black Flag Resynced recenzja
Assassin’s Creed Black Flag Resynced
Assassin’s Creed Black Flag Resynced porywa swoim otwartym światem i niepowtarzalnym klimatem.
Zalety
Oprawa graficzna
Nowa zawartość fabularna
Otwarty świat
Usunięcie współczesnego wątku
Wady
Monotonia aktywności morskich
Brak dodatku Freedom Cry
Drobne błędy techniczne
AI przeciwników
8

Desperate Escape i Lost in Nightmares – recenzja DLC do Resident Evil 5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *