Clive Barker’s Hellraiser: Revival – recenzja

Hellraiser to adaptacja noweli The Hellbound Heart autorstwa Clive’a Barkera. Opowiada historię skrajnego hedonisty, który w poszukiwaniu ekstremalnych doznań otwiera tajemniczą kostkę-łamigłówkę. „Nagrodą” za rozwiązanie zagadki okazują się wieczne męczarnie zadawane przez piekielne istoty zwane Cenobitami. Film odniósł spory sukces i zapoczątkował całą serię horrorów, która doczekała się licznych kontynuacji. Większość z nich prezentuje jednak na tyle nierówny poziom lub tak dalece odbiega od pierwotnej wizji Barkera, że trudno uznać je za godne rozwinięcie jego pomysłu. Okazuje się jednak, że problemem nie było wyczerpanie potencjału samej marki. Najnowsza gra studia Saber Interactive, zatytułowana Clive Barker’s Hellraiser: Revival, udowadnia, że w tym makabrycznym uniwersum wciąż tkwi ogromny potencjał.

Fabuła

Głównym bohaterem gry jest Aidan Lynch, członek motocyklowego gangu, który wraz ze swoją dziewczyną Sunny poszukuje coraz bardziej ekstremalnych doznań. Podczas intensywnego, sadomasochistycznego zbliżenia Aidan uruchamia tajemniczą kostkę zwaną Konfiguracją Genezy – artefakt zdolny otworzyć przejście do świata Cenobitów. Wkrótce sytuacja wymyka się spod kontroli, Sunny zostaje porwana, a Aidan trafia w ręce członków sadystycznego kultu czczącego piekielne istoty. Po ucieczce z ich siedziby bohater nawiązuje kontakt z Pinheadem, który proponuje mu układ: w zamian za pomoc w odzyskaniu ukochanej Aidan ma oddać własne ciało, gdy przyjdzie na to pora, a wcześniej nakarmić Sunny ciałami kultystów naznaczonych przez artefakt.

Rozgrywka

Pod względem rozgrywki Hellraiser: Revival jest niemal podręcznikowym przedstawicielem survival horroru z perspektywy pierwszej osoby. Znajdziemy tu praktycznie wszystkie elementy charakterystyczne dla gatunku: walkę z przeciwnikami, ostrożne gospodarowanie zasobami, poszukiwanie kluczy i przedmiotów fabularnych, ulepszanie oraz naprawianie broni, rozwiązywanie zagadek, ograniczone punkty zapisu i pojedynki z bossami. Do tego dochodzą fragmenty skradankowe oraz oskryptowane sekwencje ucieczki przed potworami. Pod względem mechaniki gra nie ma zbyt wiele nowego do zaoferowania – niemal każdy z zastosowanych pomysłów widzieliśmy już wielokrotnie w innych produkcjach. Revival to miszmasz pomysłów podpatrzonych w Condemned: Criminal Origins, Resident Evil, Bioshock czy Outlast.

recenzja hellraiser revival

Skradanie się jest zazwyczaj najlepszym rozwiązaniem, ponieważ pozwala po cichu wyeliminować przeciwnika jednym sprawnym ciosem, nie alarmując przy tym pozostałych. Alternatywą pozostaje bezpośrednia walka, oparta na atakach, kontrach i unikach. Niektórzy wrogowie wymagają jednak zastosowania dodatkowej strategii. Opancerzonych kultystów nie da się po prostu zabić maczetą czy nożem – najpierw trzeba rozbić ich pancerz kijem bejsbolowym albo ostrzelać go z broni palnej. Problem w tym, że uzbrojenie szybko się zużywa, a przeciwnicy potrafią przyjąć zaskakująco dużą liczbę pocisków. Jeśli tylko mamy taką możliwość, lepiej więc unikać niepotrzebnych starć i oszczędzać amunicję na trudniejsze potyczki.

Nie pomaga również system uników, który w ciasnych korytarzach potrafi być wyjątkowo niewygodny. Ograniczona przestrzeń utrudnia manewrowanie, a niektóre starcia sprawiają wrażenie bardziej frustrujących, niż powinny. Na szczęście w późniejszych etapach rozgrywka nabiera rumieńców, przede wszystkim dzięki możliwościom oferowanym przez Konfigurację Genezy. Kostka nie jest wyłącznie kluczem do piekielnego wymiaru, ale również narzędziem walki. Pozwala między innymi miotać w przeciwników rozmaitymi przedmiotami, co przywodzi na myśl gravity gun z Half-Life’a 2, a także wykorzystywać nadnaturalne moce do rozprawiania się z wrogami. Te elementy wprowadzają nieco urozmaicenia do dość konwencjonalnego systemu walki i pokazują, że twórcy mieli kilka ciekawych pomysłów na wykorzystanie ikonicznego artefaktu.

Znacznie gorzej wypadają sekwencje ucieczki przed Cenobitami. Musimy w nich przedzierać się przez nieustannie zmieniający się labirynt, podczas gdy ścigający nas przeciwnik potrafi teleportować się wprost przed bohatera. Dodatkowym utrudnieniem jest konieczność ręcznego zmieniania konfiguracji otoczenia, co wymaga jednoczesnego orientowania się w terenie i błyskawicznego reagowania na zagrożenie. W teorii powinno to budować napięcie, w praktyce jednak często prowadzi do irytacji. Zamiast instynktownie uciekać przed koszmarem, musimy wielokrotnie powtarzać te same fragmenty, ucząc się na pamięć układu korytarzy i rozmieszczenia przeszkód. Trudno mówić o udanym straszeniu, gdy największym źródłem grozy staje się perspektywa kolejnego podejścia do tej samej sekwencji.

Bezkompromisowa estetyka

Tym, co zdecydowanie wyróżnia Hellraiser: Revival na tle innych survival horrorów, jest jednak bezkompromisowa dawka przemocy, makabry i seksualności. Już początkowa sekwencja wita nas widokiem pary oddającej się sadomasochistycznym praktykom, obejmującym między innymi przebijanie ciała igłami. Wszystko przedstawiono z niezwykłą dosłownością, bez uciekania się do dyskretnych cięć czy pozostawiania najbardziej niepokojących szczegółów wyobraźni odbiorcy. I choć takie otwarcie może wydawać się mocne, jest zaledwie przedsmakiem tego, co czeka nas później.

Niedługo potem trafiamy do siedziby kultu, gdzie niemal w każdym pomieszczeniu wiszą porozrywane ciała, niczym tusze w rzeźni. Za każdym rogiem można natknąć się na kultystów poddających swoje ofiary wymyślnym torturom. Po opuszczeniu tego przeklętego miejsca trafiamy z kolei do klubu sadomasochistycznego, w którym odbywa się orgia. Naszym zadaniem jest dostarczenie jednej z uczestniczek odpowiednich akcesoriów erotycznych, a następnie wykorzystanie ich zgodnie z jej życzeniem. I tak przez znaczną część gry: przemoc, seks, tortury i kolejne makabryczne obrazy, które zdają się przekraczać granice dobrego smaku.

Gdyby podobne sceny pojawiły się w przypadkowym horrorze, można by podejrzewać, że twórcy postawili przede wszystkim na tani szok i epatowanie kontrowersją. W przypadku Hellraisera sytuacja wygląda jednak inaczej. Wszystkie te elementy wynikają z tematyki serii i dobrze wpisują się w jej charakterystyczną estetykę, w której rozkosz nieustannie przeplata się z cierpieniem, a przekraczanie kolejnych granic prowadzi do zatracenia. Nie chodzi tu zresztą wyłącznie o szokowanie odbiorcy. W miarę odkrywania kolejnych fragmentów historii poznajemy bliżej relację Aidana i Sunny, dostrzegając jej toksyczny charakter oraz uzależnienie obojga od ekstremalnych doznań. Aidan będzie musiał skonfrontować się nie tylko z piekielnymi istotami, ale również z własnymi słabościami i konsekwencjami podejmowanych decyzji. Dzięki temu makabryczna otoczka zyskuje dodatkowy wymiar, a historia staje się czymś więcej niż pretekstem do prezentowania kolejnych scen przemocy.

gra hellraiser revival

Oprawa graficzna to bez wątpienia jeden z najmocniejszych atutów produkcji. Revival nie tylko znakomicie oddaje ducha filmowego pierwowzoru, ale też oferuje jedną z najbardziej sugestywnych wizji piekła, jakie można zobaczyć w grach wideo. Szczególne wrażenie robi sposób wykorzystania kolorystyki, światła i cienia. Kontrastujące ze sobą czerwienie, błękity i głębokie czernie nadają lokacjom niepokojący charakter, a odpowiednio rozmieszczone źródła światła potrafią zamienić zwykły korytarz w scenę rodem z najgorszego koszmaru. Jeszcze większe wrażenie robią wizyty w Labiryncie – przestrzeni, w której architektura zdaje się przeczyć prawom logiki, a metalowe konstrukcje, groteskowe formy i organiczne elementy tworzą razem wizję piekła jednocześnie odpychającą i fascynującą.

Problemy techniczne

Szkoda jedynie, że jakość oprawy wizualnej nie zawsze idzie w parze z dopracowaniem technicznym. Zdarza się przenikanie obiektów, a animacje atakowanych i pokonanych przeciwników bywają nienaturalne. Są to niedociągnięcia, które potrafią wybić z rytmu, zwłaszcza gdy pojawiają się w scenach mających budować napięcie. Mimo to całość prezentuje się imponująco, a artystyczna wizja twórców skutecznie odwraca uwagę od części niedoskonałości. Na plus można też zaliczyć wydajność: przynajmniej w moim doświadczeniu gra zachowywała względną płynność również na przeciętnym sprzęcie, nie dając się tak mocno we znaki problemom z przycinaniem, z którymi kojarzone są niektóre produkcje wykorzystujące Unreal Engine 5.

Obsada

Równie dobrze wypada warstwa dźwiękowa, a szczególne pochwały należą się obsadzie głosowej. Największą gwiazdą jest oczywiście Doug Bradley, który ponownie wciela się w Pinheada – rolę, z którą jest kojarzony od czasu pierwszego filmu. Jego głęboki, chłodny i teatralny głos doskonale oddaje naturę tej postaci. Pinhead w jego interpretacji nie jest zwyczajnym potworem, lecz istotą o niemal arystokratycznej elegancji, która potrafi mówić o niewyobrażalnym cierpieniu z opanowaniem i spokojem. Powrót Bradleya to nie tylko ukłon w stronę fanów, ale też jeden z elementów, które sprawiają, że Revival autentycznie przypomina kolejną odsłonę filmowego uniwersum, a nie jedynie grę wykorzystującą znaną markę.

hellraiser revival gra recenzja

Na uznanie zasługuje również Xalavier Nelson Jr., użyczający głosu Aidanowi. Choć bohater na pierwszy rzut oka wydaje się stereotypowym twardzielem, aktor potrafi nadać mu emocjonalną głębię. Szczególnie dobrze wypadają momenty, w których Aidan konfrontuje się z kolejnymi okropieństwami i stopniowo uświadamia sobie skalę koszmaru, w jaki się uwikłał. Jego reakcje pomagają zachować ludzki wymiar opowieści, nawet gdy ekran wypełniają groteskowe obrazy i nadnaturalne zagrożenia. Całość dopełniają sugestywne efekty dźwiękowe i muzyka, które budują atmosferę niepokoju zarówno podczas eksploracji, jak i w najbardziej surrealistycznych fragmentach rozgrywki.

Czy zatem Clive Barker’s Hellraiser: Revival jest horrorem godnym swojego pierwowzoru? Choć zachowawcza mechanika, niezgrabna walka i sekwencje ucieczek nie dorównują oprawie audiowizualnej, gra z nawiązką nadrabia to gęstą atmosferą i bezkompromisową estetyką. Saber Interactive nie ugrzecznia uniwersum Barkera – zamiast tego serwuje przemyślaną historię o toksycznej relacji i przekraczaniu granic, w której ból nieustannie przeplata się z rozkoszą. To nie jest produkcja wolna od wad, ale rzadki przykład adaptacji, która doskonale rozumie swój materiał źródłowy i nie próbuje jedynie odcinać kuponów od znanej marki. Fani Hellraisera oraz miłośnicy mocnych, klimatycznych horrorów zdecydowanie powinni dać jej szansę – ta podróż do piekła, mimo kilku potknięć, zostaje w pamięci na długo.

Hellraiser – historia serii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *