Shadow of the Comet: Recenzja Klasycznej Gry Przygodowej

H.P. Lovecraft uważany jest za jednego z ojców współczesnego horroru. Wykreowana przez niego na początku XX wieku mitologia Cthulhu do dziś inspiruje reżyserów, pisarzy, a nawet twórców gier. Amatorskie gry oparte o jego powieści powstały już w latach 80. jednak dopiero w 1993 ukazała się pierwsza wysokobudżetowa produkcja zatytułowana Shadow of the comet.

W 1834 roku lord Boleskine wyrusza do miasteczka Illsmouth, aby zaobserwować przelot komety Halleya. Z nieznanego powodu po kilku dniach pobytu traci zmysły i trafia do zakładu dla umysłowo chorych. 76 lat później, podczas kolejnego przelotu komety do Illsmouth przybywa dziennikarz John Parker. Oficjalnie ma sfotografować przelot komety, jednak tak naprawdę usiłuje on odkryć, co wpędziło jego poprzednika w szaleństwo.

Shadow of the comet jest nie tyle bezpośrednią adaptacją ile grą luźno inspirowaną lovecraftowską mitologią. Dopatrzyć się w niej można pewnych podobieństw do opowiadań takich jak: Cień nad Innsmouth i Koszmar w Dunwich, jednak są one niewielkie. Mimo tego w grze znajduje się tak dużo charakterystycznych elementów, że można ją pomylić z jakimś zapomnianym opowiadaniem.

Grę cechuje niezwykle piękna pikselartowa oprawa. Mimo niskiej rozdzielczości grafikom udało się stworzyć naprawdę ładne tła, pełnoekranowe grafiki i animacje. Twórcy postąpili wbrew zdrowemu rozsądkowi i zamiast próbować nas straszyć brzydotą i ponurym wyglądem, zaprojektowali ładne i bardzo kolorowe miasteczko. W połączeniu z przyjaznym jednak nieco dziwnym zachowaniem mieszkańców i klimatyczną muzyką tworzy to klimat grozy i nieokreślonego zagrożenia, będący esencją twórczości mistrza horroru.

Podczas eksploracji widzimy jedynie małe pikselowe ludziki, jednak podczas konwersacji na ekranie możemy oglądać duże portrety naszych rozmówców. Podobnie jak reszta grafiki zostały one wykonane ze sporym pietyzmem. Zdziwienie budzi jednak użycie wizerunków znanych postaci. Wśród napotykanych rozmówców możemy rozpoznać m.in. Jacka Nicholsona, Vincenta Price’a czy Dennisa Quaida. Czy autorzy nie bali się procesu o wykorzystanie wizerunku?

Shadow of the comet Jack Nicholson

Mimo że Shadow of the comet jest przygodówką wydaną w 1993 roku, nie ma w niej wygodnego interfejsu „wskaż i kliknij”. Postacią sterujemy przy pomocy klawiatury. Jeśli bohater trafi na przeszkodę, nie obejdzie jej automatycznie. Gdy w zasięgu wzroku bohatera znajdzie się użyteczny przedmiot, na ekranie pojawi się niewielka linia sunąca od oczu bohatera do tego przedmiotu. Po podejściu trzeba wcisnąć odpowiedni klawisz, aby go podnieść. Czasami gra pozwala na niewielkie odstępstwo — jeśli stoimy dostatecznie blisko, bohater sam podejdzie bliżej, jednak na ogół musimy stanąć idealnie. Aby sprawy skomplikować jeszcze bardziej, nie każdy obiekt jest od razu widoczny – czasami trzeba najpierw wybrać opcję „spojrzenia” – dopiero wtedy bohater otworzy szafkę czy szufladę i dostrzeże obiekt. Niestety gra w żaden sposób nie sugeruje, który mebel może coś w sobie kryć więc w każdym pomieszczeniu trzeba sprawdzać wszystko. Wersja CD-ROM, z którą większość graczy będzie miała do czynienia, dodaje pozory sterowania myszką. Pozory, gdyż bohater nie pójdzie w kliknięte miejsce, tylko będzie ślepo podążał w kierunku kursora tak długo jak ten będzie wciśnięty. Nie ominie też żadnych przeszkód. Taki przestarzały jak na lata 90. interfejs jeszcze można by przeboleć, gdyby nie fakt, że w grze niezwykle często pojawiają się elementy quick time event. Czasami trzeba uciekać przed potworem, a czasami szybko użyć jakiegoś przedmiotu. Przy tak topornym sterowaniu jest to niezwykle frustrujące.

  Amnesia: Rebirth - recenzja

Shadow of the comet gra

Zagadki w większości są przemyślane i osadzone w realiach mitów Cthulhu, jednak trafia się kilka całkowicie niedorzecznych. Gdy bohater zostaje osaczony na szczycie latarni morskiej, ucieka z niej przy pomocy sporządzonych naprędce…mechanicznych skrzydeł. Na szczęście takie absurdy trafiają się jedynie dwa razy.

Niczym w starych przygodówkach Sierry można zginąć. Jest to wada, gdyż sceny śmierci są dosyć przypadkowe. Wracając z jeden z eskapad, musimy obrać konkretną drogę. Jeśli pójdziemy inaczej, wpadniemy na postać, która nas zabije. Nie ma żadnego powodu, dlaczego stoi ona akurat tam. Jedyną metodą na przejście takich fragmentów (bez używania solucji) jest wyuczenie się ich na pamięć.

Wersja dyskietkowa posiada jedynie napisy, jednak na CD znalazł się dubbing. Niestety jego wykonanie jest bardzo amatorskie. Nazwiska wykonawców nie pojawiają się napisach końcowych, więc pozostaje podejrzewać, że byli to po prostu pracownicy firmy. W wydanym kilka lat później sequelu gry (Prisoner of Ice), pojawiają się na szczęście już normalni zawodowi aktorzy.

Recenzja Shadow of the comet

Czy warto dać szansę Shadow of the Comet? Bez wątpienia tak, gdyż jest to jedna z lepszych gier opartych o twórczość Lovecrafta. Programistom z Infogrames udało się stworzyć to, na czym wielu innych twórców poległo — klimat grozy świetnie naśladujący twórczość Samotnika z Providence. Trzeba jednak przygotować się na sporą dawkę frustracji spowodowanej przestarzałym interfejsem oraz wysokim stopniem trudności.

Gry oparte o twórczość H. P. Lovecrafta

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *