Bozbożnicy (Godless) – recenzja serialu

Western jest gatunkiem filmowy nierozerwalnie związanym z kinem od samego początku. Jest to też gatunek filmowy, który przeszedł najwięcej zmian. Od naiwnych starych westernów, w których był prosty podział na zło i dobro, poprzez prawdziwy renesans lat 70 z krwawymi dziełami Peckinpaha i powolnymi spaghetti westernami Sergio Leone. Później gatunek na trochę zniknął z ekranów, po to, aby tryumfalnie powrócić w 1992 wraz z premierą Bez Przebaczenia. Mimo iż od tego czasu pojawiają się dzieła warte uwagi, większość nowszych westernów nie ma nic nowego do zaoferowania. Nowy serial Netflixa Godless może i nie przynosi rewolucji na miarę dzieła Eastwooda, ale udowadnia, że w tym gatunku jest spory potencjał.

Frank Griffin (Jeff Daniels) jest charyzmatycznym przywódcą bandy składającej się najgorszych oprychów. To nie są zwykli złodzieje koni czy nawet mordercy. Frank otacza się ludźmi, z którymi zwykli kryminaliści mieliby problem się zadawać: gwałciciele, sadyści, matkobójcy i dzieciobójcy. Frank przemierza ze swoją bandą pustkowia, zachowując się jak kaznodzieja, a ci, którzy mu nie przypadną do gustu, doświadczają iście biblijnej furii. Banda zajmuje się wszystkim, od napadów, przez przypadkowe gwałty, aż po mordowanie całych miasteczek. Roy Goode (Jack O’Connell) jest prawą ręką Franka. Roy jest namaszczony na jego następcę, jednak w pewnym momencie, mając dość zachowania swoich towarzyszy, buntuje się i ucieka, zabijając kilku z nich i odstrzeliwując Frankowi rękę. Ze względu na jego własne przeżycia z dzieciństwa, dla Franka zdrada ta jest nie do przyjęcia. Po wyleczeniu rany wyrusza ze swoją bandą na poszukiwanie uciekiniera, zabijając każdego, kto miał z nim do czynienia.
Roy trafia na farmę wdowy Alice Fletcher (Michelle Dockery). Alice mieszka na skraju miasteczka La Bele w Nowym Meksyku, które kilka lat wcześniej straciło prawie wszystkich mężczyzn w wypadku górniczym. Z tego powodu La Bele, jest niezwykłe – aby sobie radzić, kobiety zajmują się wszystkim, nawet typowo męskimi zajęciami. I radzą sobie z tym całkiem nieźle.

  Opowieść Podręcznej - recenzja pierwszego sezonu

Jednym z niewielu ocalałych mężczyzn jest szeryf Bill McNue (Scoot McNairy). Kiedyś był on jednym z groźniejszych stróżów prawa, jednak obecnie traci wzrok. Próbuje ukrywać ten fakt, co powoduje, że kobiety uważają go za tchórza i fajtłapę. Na jego szczęście, nie ma on zbyt wiele roboty, gdyż do pacyfikowania drobnych rzezimieszków ma młodego zaczepnego zastępcę. Ostatnią rzeczą teraz mu potrzebną jest obecność człowieka, za którym podaża masowy morderca. Aby sytuacje skomplikować jeszcze bardziej, do miasta przybywają przedstawiciele firmy, która chce ponownie uruchomić kopalnię. W zamian za prawa do jej użytkowania oferują złoto i towarzystwo mężczyzn.

Serial wywraca do góry gatunek zwyczajowo zdominowany przez mężczyzn, czyniąc kobiety głównymi postaciami. Jest to poprowadzone w bardzo ciekawy sposób i nie sprawia wrażenia wciskanej na sile poprawności politycznej. Ciekawe jest też osadzenie akcji w realiach zbliżonych do postapokalipsy. Momentami można odnieść wrażenie, że sprawiedliwość w tym zakątku świata nie istnieje, a jedyne prawo stanowią rewolwery i przewaga liczebna.

Najbardziej fascynującą postacią serialu jest Frank. Przemierzając rejony opuszczone przez boga, sam się na niego kreuje. Tworzy wokół swojej osoby autokrację i wymaga bezwzględnego posłuszeństwa. W zamian oferuje opiekę ludziom pogardzanym przez społeczeństwo. Sceny z nim zawsze trzymają w napięciu, gdyż jest on nieprzewidywalny w swoim zachowaniu. W kontraście z tym stoi jego troska o słabszych. W jednej scenie Frank wchodzi do domu pełnego osób chorych na chorobę zakaźną, aby im pomóc. Dziwnie się patrzy, gdy Frank Griffin — masowy morderca, jest najbardziej współczującą osobą.

Serial jest bardzo ładnie nakręcony, aktorstwo jest na wysokim poziomie, a całość zwyczajnie wciąga. Niestety nie jest to dzieło doskonałe i ma kilka wad. Pierwotne plany zakładały nakręcenie filmu, jednak później uznano, że materiału jest sporo i można z tego nakręcić mini serial. Niestety zaowocowało to mnóstwem niepotrzebnych wątków, które nic nie wnoszą do fabuły. Wydarzenia budowane na kluczowe, okazują się nic nieznaczącymi zapychaczami, a ciekawie zapowiadające się, zostają gdzieś nagle porzucone bez żadnego wyjaśnienia. Jest tego bardzo dużo. Gdyby serial miał mieć drugą serię, takie posuniecie ma sens, ale Godless jest w zamierzeniu zamkniętą miniserią. Rozczarować może także końcówka, która kończy się masakra godna Peckinpaha, jednak jej logika nie jest do końca przemyślana.

  Forgotten - recenzja filmu Neflixa

Podsumowując, Godless to udany western z ciekawymi postaciami, nietypową scenerią i bardzo dobrze zagrany, jednak z niedopracowanym scenariuszem i nieco rozbuchanym finałem. Jednak mimo swoich wad jest to wciąż jeden z najciekawszych serialowych westernów i bez wątpienia najlepszy dostępny na Netflixie.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*