Youtube zaostrza reguły monetyzacji

Symbol wyłączonej monetyzacji

Kilka dni temu w mediach pojawiła się wiadomość, że Google po raz kolejny zaostrza politykę wobec użytkowników YouTube, którzy próbują zarabiać pieniądze w programie Ad Sense. Niestety jak to zwykle z YouTube bywa, ich nowa polityka została przekazana użytkownikom w tak niezrozumiały sposób, że powstała spora panika. Internauci stworzyli wiele plotek i teorii spiskowych. W tym artykule postaram się zrobić to, co zrobić powinno samo YouTube, czyli wyjaśnić użytkownikom, co dokładnie chodzi.

Nowe regulacje wprowadzają obostrzenia dla chcących partycypować w programie reklamowym Ad Sense. Od tej pory, aby dołączyć do programu, musimy spełnić łącznie 3 warunki. Nasz kanał musi osiągnąć 10.000 wyświetleń filmów. Od tego momentu YouTube przyjmie (ale jeszcze nie akceptuje) naszą aplikację do Ad Sense. To już obowiązywało od kilku miesięcy. Jednak nowe regulacje dodają dodatkowe kryteria. Aby uczestniczyć w programie, musimy mieć także minimum 1000 subskrybentów oraz 4000 godzin materiałów obejrzanych przez widzów w ciągu ostatnich 365 dni. Jeżeli nasz kanał jest nowy, kandydatura zostanie rozpatrzona w ciągu miesiąca. Tutaj dochodzimy do najbardziej kontrowersyjnej części, gdyż jeśli mamy już istniejące konto w programie, które zarabia, ale nie mamy spełnionego jednego z tych dwóch kryteriów, od 20 lutego 2018 nasz kanał zostanie wyłączony z możliwości zarabiania, do czasu aż nie uzbieramy wystarczająco dużo widzów/wyświetleń. Wtedy nasze zgłoszenie zostanie przekazane do YouTube automatycznie i jeśli nie mamy żadnych występków na koncie, powinno być zaakceptowane. Jeśli natomiast zostanie odrzucone z jakiegoś powodu, zostaniemy albo usunięci z programu (w przypadku ciężkiego przewinienia), lub będziemy mogli zaaplikować za miesiąc.

Youtube email
Przykładowa wiadomość wysyłana do twórców.

Skąd się wzięły te obostrzenia?

Tutaj mamy do czynienia z pierwszym mitem. W powszechnej świadomości panuje przekonanie, że winę za tę sytuację ponosi niejaki Logan Paul. Jeśli ktoś nie wie, jest to jeden z większych YouTuberów (ponad 7mln subskrybentów), który podczas swojej wycieczki do Japonii nagrał swoją wizytę w tzw. Lesie Samobójców, gdzie odnalazł ciało wisielca, którego nagrał, a następnie opublikował na YouTube. Nagranie wywołało fale krytyki i w końcu zostało usunięte. Jednak co najciekawsze nagranie usunął sam zainteresowany, a nie YouTube, mimo jawnego łamania ich własnego regulaminu. Ba! Umieścili oni nawet to nagranie na liście preferowanych (sekcja trending), napędzając mu jeszcze więcej odsłon. I chociaż postać Logana Paula to prawdziwa definicja raka, jednak jego sprawa nie ma tak naprawdę nic wspólnego ze zmianami forsowanymi przez YouTube, bo były one zapowiadane już w grudniu ubiegłego roku. Wzięły się one z tzw. afery pedofilskiej. Jakiś czas temu do mediów dotarła informacja, że istnieją kanały z nagraniami, na których dorosłe osoby przebrane za postacie z popularnych kreskówek (Elsa, Spiderman itp.) bawią się i wygłupiają. O ile większość z nich wyglądała jak zwykle filmiki dla dzieci, tak w niektórych zaniepokojeni rodzice znaleźli bardzo niepokojące zachowania. W jednym postacie sikały na siebie (!) a w innym jedna postać grzebała drugą żywcem (!). Filmiki te cieszyły się niezwykłą popularnością, dochodząca do 250mln wyświetleń. Na dodatek jako filmiki zaadresowana dla dzieci, prześlizgnęły się one przed jakąkolwiek cenzurą i przyniosły swym twórcom majątek. YouTube zareagowało dopiero po nagłośnieniu sprawy, a efekty tego oglądamy teraz.

  Czy nad adaptacją Metal Gear Solid właśnie zawisły czarne chmury?
Youtube email
YouTube zaczął wysyłać takie wiadomości do użytkowników małych kanałów

W kogo najbardziej uderzą to nowe restrykcje?

Jak można się domyślić, uderza one przede wszystkim w małych twórców, którzy nie mają wystarczającej bazy subskrybentów i zarabiają niewielkie pieniądze. Niestety tutaj dochodzimy do niepełnej prawdy rozpowszechnianej przez same YouTube. Otóż firma twierdzi, że większość mamach kanałów zarabia kilka złotych na rok, więc zmiana ta nie uderzy ich finansowo. Jest to prawda tylko częściowo, gdyż istnieją kanały, które mają spora oglądalność, jednocześnie nie posiadając bazy zaangażowanych widzów. Mowa tu o wszelkiego rodzaju kanałach z poradami, przepisami, instrukcjami itp. Ludzie, którzy szukają jakieś konkretnej informacji, na przykłada opisu przejścia gry, oglądają taki filmik, nabijając właścicielowi kanału oglądalność i reklamy, jednak nie subskrybują takiego kanału, gdyż informacje potrzebują jednorazowo. Niestety tacy użytkownicy odczują to najboleśniej, gdyż ciężko im będzie nagle zaangażować społeczność do subskrybowania kanału.

YouTube znowu cenzuruje!

Nie tym razem nie ma to nic wspólnego z cenzurą. Zasady są takie same dla wszystkich.

Od kiedy nowe zasady YouTube wchodzą w życie?

Te zasady obowiązują już teraz dla ludzi zakładających nowe kanały, jednak istniejące i zarabiające kanały mają okres do 20 lutego na zgromadzanie wystarczającej ilości subskrybentów i oglądalności. Jeśli im się uda pozostaną w programie, jeśli nie zostaną z niego wypisani, a zgromadzone na koncie środki, wypłacone, niezależnie od sumy. Kiedy właściciel kanału zbierze wystarczającą ilość, zostanie przyjęty powrotem.

Mam za mało subskrybentów/oglądalności, co teraz?

W takiej sytuacji mamy trzy wyjścia:
1- Możemy zgodnie z zasadami YouTube cierpliwie rozbudowywać kanał aż do czasu przekroczenia wymaganej liczby
2- Możemy poprosić bliskich czy znajomych o zapisanie się do nas do kanału. Praktycznie każda osoba korzystająca z poczty Gmail ma też konto na YouTube, mimo iż niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy. Ma to sens oczywiście, tylko jeśli brakuje nam niewiele użytkowników. Możemy też poprosić o pomoc na portalach społecznościowych. Na Twiterze pod tagiem #YouTubePartnerProgram albo #YouTubeSmallArmy zgłosiło się sporo osób deklarujących pomoc (w postaci subskrypcji). Jest też sporo osób, które oferują wymianę (subskrypcja za subskrypcję).
3- Ostatnia opcja jest nieco kontrowersyjna, jednak istnieje i dlatego muszę o niej wspomnieć. Brakujące subskrypcje czy nawet czas oglądania, możemy sobie zwyczajnie kupić. Nie podaje tutaj konkretnych stron, ale jest ich multum w Internecie. Handel kwitnie nawet na aukcjach internetowych. Niestety rozwiązanie takie ma przynajmniej dwie poważne wady. Po pierwsze i najważniejsze, łamiemy w ten sposób regulamin YouTube i możemy ponieść tego konsekwencje. Nie wspominając już o nieuczciwych handlarzach, którzy mogą nas po prostu oszukać. Po drugie, jeśli mamy malutki dochód kanału, to musimy rozważyć czy taka inwestycja nam się w ogóle opłaci. Kupione subskrypcje będą martwe, nie dadzą nam żadnej aktywności, więc nie uda nam się zwiększyć w ten sposób dochodów. No i droga na skróty na pewno nie da nam żadnej satysfakcji.

Nie chce nic kombinować na boku, nie chce prosić się znajomych o przysługi, czy mogę zrobić coś innego, aby zarabiać pieniądze z YouTube?

Nieco bardziej drastyczną wersją jest całkowite odcięcie się od dochodów z Ad Sense na rzecz innych źródeł finansowania. Trzeba pamiętać, że YouTube od dłuższego czasu jest jak właściciel mieszkania, od którego wynajmujemy mieszkanie, a który staje się coraz bardziej nieznośny, wymyślając kolejne reguły dla domowników. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, wybuchło wiele afer związanych z YouTube. Były afery związane z cenzurowaniem treści, a regulamin zmieniał się w ostatnim czasie wiele razy i nikt nie gwarantuje, że nie zmieni się jeszcze bardziej. A YouTube na każdą aferę za każdym razem reagował tak samo, stosując odpowiedzialność zbiorową. Może, zamiast polegać, na naszym paskudnym kamieniczniku warto się od niego uniezależnić? Nie ma w tej chwili platformy z tak olbrzymim zasięgiem, jednak istnieją różnego rodzaju portale, przy pomocy których możemy pozyskiwać pieniądze zamiast tych z reklam. Jeśli mamy interesujące filmiki możemy założyć konto na patronie lub innym podobnym portalu, który pozwala użytkownikom nagradzać/finansować swoich ulubionych twórców. Możemy też użyć do tego cel PayPala. Innym ciekawym rozwiązanie naszych problemów może być przeglądarka Brave. Przeglądarka ta została stworzona przez jednego z twórców Mozilli. Zapisując się do autorskiego programu Brave, możemy otrzymywać zapłatę w kryptowalucie od innych użytkowników przeglądarki. Rozwiązanie bardzo ciekawe na papierze, aczkolwiek przyznaje się bez bicia, iż jeszcze nie miałem okazji przetestować, więc nie wiem jak z praktyką. Istnieje też alternatywa dla YouTube o nazwie Dtube. Na razie nie sprawdzałem, ale czytałem opinie i są mieszane. Jedni chwalą możliwość zarabiania, a inny ganią ze względu na grupy wpływu, które grasują po tej platformie i masowo flagują filmiki konkurencji. Najlepiej poszukajcie na ten temat własnych informacji. https://d.tube/

  Pitbull – prawdziwe sprawy z sezonu 3

Czy odebranie mi możliwości zarabiania odbiera wszystkie możliwości YouTube?

Nie, wciąż można wgrywać filmiki z nielimitowana długością i korzystać z innych elementów YouTube, takich jak edytor. Jedyną zmianą jest brak zarabiania na filmikach.

Google/Youtube to prywatne filmy i mogą robić co chcą!

Oczywiście, jednak nawet prywatne firmy, szczególnie te oferujące usługi muszą się liczyć z krytyką i niezadowoleniem. Szczególnie te które powtarzają jak mantrę, że „słuchają swojej społeczności”.

Po co te wszystkie zmiany?

Zaproponowane (wymuszone) przez YouTube zmiany mają (z ich punktu widzenia) na celu zredukowanie ilości filmików, które muszą być sprawdzane ręcznie przez pracowników YT. YouTube nie chce, aby reklamy wyświetlały się przy niesprawdzonych filmikach. W praktyce wygląda to jednak tak, że odpowiedzialność za problem z kontrolowaniem zawartości własnych serwerów została przerzucona na małych użytkowników. W oficjalnym komunikacie YouTube jest mowa o ludziach niegrających według reguł”. Jednak w praktyce jest to wylewanie dziecka z kąpielą, gdyż rozwiązanie to zakłada z góry, że każdy YouTuber z małą ilością subskrybentów potencjalnie jest tym złym. Prawda jednak jest taka, że większym problemem są ci duzi gracze, którzy mają zasięg, a nie malutki człowieczek, którego pies z kulawą nogą nie ogląda. Gwarantuje wam, że posuniecie to, nie przyniesie oczekiwanego efektu i za jakiś czas wybuchnie kolejna afera.
Osobiście mam nadzieje, że te wszystkie brzydkie praktyki YouTube zaowocują stworzeniem jakieś rozsądnej alternatywy dla tego giganta, gdyż nie ma nic gorszego niż monopol. Czego i wam i sobie życzę.

Alternatywy 4 stanisław anioł, tablica
YouTube chwilę przed przedstawieniem nowego regulaminu. 2018, koloryzowane
Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*